twierdzę , wątpię , pytam
piątek, 15 marca 2019
tanie linie lotnicze

Wiecie, za co lubię linie lotnicze EasyJet? Bo jak kupuję bilety, to pytają o wiek.

Do odhaczenia są trzy opcje:

16

17

powyżej 18

Uwielbiam.

Nie lubię się przyznawać do wieku, ale jeszcze tego nie przemyślałam i nie wiem dlaczego.

poniedziałek, 11 marca 2019
zanim zamkną ten kram...

...opowiem wam, co mi się przytrafiło.

W piątek byłam zaproszona na obiad, taki pół biznesowy przez szefa pewnej firmy, w której w grudniu byłam na rozmowie rekrutacyjnej. Właściwie w zamierzeniu to on był cały biznesowy, ale interesy załatwiliśmy szybko i zaczęliśmy rozmawiać prywatnie. Naprawdę świetnie nam się rozmawiało.Czy to teraz taki trend w drogich restauracjach, że dostaje się małą porcyjkę czegoś pysznego na wielkim, upierdolonym jakąś dekoracją talerzu?

Długo siedzieliśmy, więc poszłam skorzystać z toalety. Toaleta jak toaleta, duża przyzwoita, tylko lustra nad umywalką brakowało. Umyłam ręce i podeszłam, żeby sięgnąć po ręcznik a wtem widzę, że z rogu ktoś się na mnie rzuca. W toalecie! Tak się wystraszyłam, że wrzasnęłam. Szczęście, że byłam wysikana. Chwilę mi zajęło zauważenie, że ta postać też się przestraszyła i następną chwilę, żeby zrozumieć, że to ja. W lustrze. Wąskim, długim od podłogi do sufitu, kretyńsko zamontowanym obok pojemnika z ręcznikami.

Obsłudze ściągniętej krzykiem, zameldowałam z godnością

- Nic się nie stało, zobaczyłam się w lustrze.

 

W niedzielę w drodze na lotnisko jakoś tak wstąpiłam do księgarni. Przystanęłam przy stole przy stosie "Sztuki obsługi  penisa" i zaczęłam sobie kartkować od niechcenia. Podszedł  do mnie  młody mężczyzna:

- Czy mogę pani w czymś pomóc?

Zgłupiałam. Oczywiście nie pomyślałam, że to sprzedawca i taką tam maja procedurę kontaktu z klientem. Spojrzałam na okładkę, spojrzałam na pana i odpowiedziałam

- Nie, dziękuję.

I całą drogę żałowałam, że nie powiedziałam "tak" i nie zastygłam w wymownym oczekiwaniu:)

 

To tyle. A w Berlinie przywitał mnie śnieg.

niedziela, 03 marca 2019
koniec pewnego etapu

Dostałam informację od bloxa, że platforma blogowa zostanie zamknięta i znów kilka lat blogowania jak krew w piach. To jakieś podsumowania wymusza. 

Piszę od zawsze. Pisałam zanim nauczyłam się czytać. Jakoś nie wydawało mi się, że są to umiejętności sprzężone zwrotnie. Sądząc po wypowiedziach publicznych niektórych polityków – miałam rację. Jako kilkulatka "pisałam" kredką na papierze do rysowania lub patykiem na piasku i starszym dzieciakom kazałam czytać, co "napisałam". Nie umiały, więc uważałam, że nie są zbyt rozgarnięte.

Jak już nauczyłam się literek i odkryłam książki, to przestałam pisać na kilka lat. Postanowiłam przeczytać wszystkie na świecie, żeby napisać taką, jakiej jeszcze nie ma. Miej więcej w trzeciej klasie podstawówki zrozumiałam, że na świecie jest więcej książek niż w dwóch małomiasteczkowych bibliotekach. Sokratejskie „wiem, że nic nie wiem” dało mi popalić zanim się dowiedziałam, kto to był Sokrates.

Chociaż możliwe, że już wtedy wiedziałam. Moja autoedukacja przebiegała bez ograniczeń mniej więcej do matury, bo Mamut zupełnie nie interesowała a w obu bibliotekach byłam pupilką i pieszczoszką, ze swobodnym dostępem do działu dla dorosłych. W podstawówce przeczytałam „Pamiętniki Fanny Hill” Clelanda i „Wstęp do psychoanalizy” Freuda. Pochłaniałam wszystko, więc nie wykluczam, że mógł mi w tamtym okresie też Platon wpaść w ręce i jego „Obrona Sokratesa”. Musiałam być okropnym dzieckiem.

Pamiętnik na papierze zaczęłam pisać w piątej albo szóstej klasie i przestałam w małżeństwie. W dość dramatycznych okolicznościach okazało się, że mąż czyta mój pamiętnik. Nie to było najgorsze, że przeczytał, ale to, że nielojalnie przekazał dalej. To była największa zdrada zaufania jakiej doświadczyłam w życiu. Zabolało mnie to tak strasznie, że wtedy zniszczyłam wszystkie moje pamiętniki. Nawet Mamut, która z upodobaniem inwigilowało moją korespondencję i grzebała mi w torebkach, nigdy nie czytała moich pamiętników. To był początek rozkładu naszego małżeństwa.

Blog zaczęłam pisać w 2001 roku właśnie na bloxie. Na początku czułam się całkowicie anonimowa i wolna. Pierwsze pół roku pisania to była autoterapia po nieudanym małżeństwie i dość trudnym powrocie do mojego małego miasteczka, do którego nigdy tak naprawdę nie pasowałam. Pisałam bez hamulców z głębi trzewi, bardzo intymnie i własna krwią. Moja przyjaciółka powiedziała kiedyś zupełnie nieświadomie:

- Powinnaś pisać blog

Przestraszyłam się, wróciłam do domu i skasowałam wszystko, co napisałam. Żałowałam już następnego dnia, dlatego krótko potem powstały nieco mniej swobodne „notatki na marginesie” i urodziłam się jako „odwodnik”. Pierwsze lata były jak łyk świeżego powietrza, jak okno na świat. Każda wolna chwila spędzana w internecie, każdy komentarz jak pięć złotych do emocjonalnej skarbonki. Jakaż ja byłam bogata! Z tamtego okresu mam najwięcej przyjaźni. Odkryłam, że świat jest duży i różnorodny i choćbym nie wiem co wymyśliła, to nie będę z tym sama. Kiedy blox zaczął się psuć przeniosłam się na blog.pl, potem miałam własną domenę na wordpressie i po kilku tatach tułaczki wróciłam na bloxa. Na urodziny kilka lat temu dostałam wydane drukiem w oszałamiającej ilości 6 egzemplarzy „Rozmówki rodzinne” czyli wybór z notatek o Mamucie i Lolce. Wzruszyłam się ale też pomyślałam wtedy poważnie o tym, że powinnam książkę o matce napisać.

Moim zdaniem formuła blogowania się wyczerpała. Najlepsi zaczęli zarabiać albo się zamykać i zniechęcać. Już coraz rzadziej latam po znajomych blogach i coraz mniej zaglądam na notatki. Pisać nie przestanę, bo to jedna z rzeczy, która jest istotą mojej tożsamości. Ja się często definiuję przez pisanie i w ten sposób układam sobie życie. Wszystko, co napisane, wygląda inaczej.

Skupię się na pisaniu książki, jeśli ją wydam, to przeczytajcie proszę.

Blogowanie kończę. Dziękuję za wspólne lata.