twierdzę , wątpię , pytam
środa, 11 marca 2015
jaki powód?

Pracownik podpisał umowę o pracę w poniedziałek. Przeszedł niezbędne szkolenia BHP i popracował chwilę.

We wtorek nie stawił  się do pracy na wyznaczona godzinę 6:00. Nie odbierał telefonu. Zadzwonił o 9:00 tłumacząc, że zaspał a telefon mu się wyładował. Kierownik zasugerował urlop na żądanie.

Dziś (środa) wysłał SMS do brygadzisty z informacją, że chce urlopu na żądanie również na dziś. Twierdzi, że miał wypadek ("nic poważnego, zwykła stłuczka") i idzie do lekarza. Kilka godzin później zadzwonił i powiedział, że zwolnienia nie dostał i jutro stawi się w wyznaczonym miejscu i czasie gotów do pracy.

Pracodawca chce mu jutro wręczyć wypowiedzenie umowy o pracę. Jaki ma podać powód?

 

 

 

Pracownik ten nabył prawo do:

urlopu wypoczynkowego - 3 dni

wolnego na poszukiwanie pracy - 2 dni

obowiązuje go dwutygodniowy okres wypowiedzenia. 

 

wtorek, 02 września 2014
rekrutacja

Szukamy kogoś do wklepywania danych. Wymagamy podstawowej znajomości komputera, dokładności i skrupulatności. To tylko wklepywanie danych, bierze się papier i przepisuje do programu. Średnio rozgarnięta małpa mogłaby to robić. Z całym szacunkiem. Moja Lolka nam pomagała do tej pory a ona jest bardzo inteligentna. Tylko Lolka robiła to w ramach pracy dorywczej a od października wyjeżdża na studia do Gdańska (czyta mnie ktoś z Trójmiasta?)

Niestety łatwiej znaleźć magistra po dwóch fakultetach w trakcie doktoratu niż zwyczajną dziewczynę, która chce sobie dorobić. Płacimy dość przyzwoicie za godzinę, ale godzin nie zapewniamy wielu. Utrzymać się z tego nie będzie można. 

W ogłoszeniu zaznaczyliśmy: wpisywanie danych; wymagania: skrupulatność, dyspozycyjność.

W dwa dni przyszło 60 curriculum vitae. Trzy czwarte poszło do kosza od razu ze względu na błędy, niechlujność i nieczytelność.  W pozostałych  drobnym maczkiem wymienione fakultety, nagrody, kursy i certyfikaty, praktyki za granicą, szkolenia, warsztaty, znajomość egzotycznych języków, oryginalne hobby, sporty ekstremalne. Naprawdę. Do wklepywania danych.

Zadzwoniliśmy do 15 osób, na rozmowę zaprosiliśmy 8, przyszło 6.

Jedna się pochwaliła, że ma tatusia w Izbie Skarbowej, druga zaczęła dyktować warunki, trzecia zaczęła nas pouczać a czwarta miała problem natury egzystencjalnej zupełnie nie związany z naszą firmą ale bardzo chciała się nim podzielić.  Piąta przyszła przygotowana per-fek-cyj-nie. Naprawdę. Nawet swoją chęć pracy znacznie poniżej kwalifikacji i ambicji zdołała rozsądnie uzasadnić. Zrobiła na mnie wrażenie.  A szósta powiedziała, że ma 26 lat, troje dzieci (6,4,2), ma dość siedzenia w domu i zrobi wszystko, żeby się wyrwać i uniezależnić. Podjęła studia zaoczne  i chce na te studia zarobić.

Rzucić monetą?

 

 

czwartek, 31 lipca 2014
go to hell!

Deszcz popadał, to wykorzystałam okazję, żeby popracować w terenie:) Znaczy mały clubbing sobie zrobiłam: poczta, urząd miasta i ZUS. Wpuszczali wszystkich. Wszędzie. 

Deszcz odkurzył nieco atmosferę ale niestety nie odświeżył. Poczta - luzik, poszło sprawnie. W urzędzie miasta urzędniczka pomyliła osoby i chciała mi dać nie moje dokumenty. Na szczęście mam zwyczaj czytać, co podpisuję. Ale ZUS... wstąpił do piekieł, po drodze mu było.

Sezon urlopowy, więc tylko połowa stanowisk obsługi czynna a ludzi tłum. Dziki tłum. Dziki i krwiożerczy tłum. Dziś ostatni dzień składanie oświadczeń w sprawie OFE a zepsuł się ten automat do wydawania numerków i wszyscy mówili wszystko naraz. Proszę dodać do tego upał na zewnątrz i brak klimy wewnątrz. Kocioł z gorącą smołą przy tym, co się działo wyglądałby zachęcająco. W pierwszym odruchu serca chciałam tym paniom z okienka pomóc, bo widziałam jak biorą na barki ciężar nienawiści do systemu, ale wykorzystałam przewagę doświadczenia, chwilę dezorientacji i złapałam urzędniczkę "na stronie".

- Pani Jolu! Rety! Co tu się dzieje? Jak wy dajecie radę, przecież to horror! - okazałam zrozumienie w powodzi żądań.

- Rzeczywiście paskudny dzień, u nas tak zawsze wszyscy na ostatnią chwilę. Tylko niech pani nie mówi, że pani też z OFE - najeżyła się trochę

- Ależ skąd! - żachnęłam się - ja tylko po odbiór zaświadczenia o niezaleganiu

- A wniosek, kiedy pani składała - zapytała rzeczowo

- Nooo, właśnie wniosek mam ze sobą, z pełnomocnictwem, składki sprawdziłam, powinny się zgadzać. Ja wiem, że macie na wydanie 7 dni, ale to jest podbramkowa sytuacja, sama pani wie jacy potrafią być klienci - spojrzałam wymownie na ludzi. Panie z obsługi wszystkie mnie kojarzą z widzenia. Zawsze w kolejce książkę czytam i nigdy się nie drę.

Pani Jola westchnęła:

- Da pani ten wniosek, zobaczę czy dam radę  "od ręki". Zawołam. 

Zawołała po 10 minutach:

- Tu proszę "odebrałam", data, podpis  i sio - podsunęła mi dokument

- Pani Jolu! Jest pani aniołem w tym piekle! Dziękuję - zachwyciłam się

 

W każdej instytucji jest jakaś pani Jola jako antidotum na panią Halinkę tylko trzeba ja umieć wyłuskać:).

 

ps. Wracając z pracy, weszłam do obuwniczego na chwilę. Oglądam te buty, oglądam i chciałam wyminąć jakąś babę, bo spodobały mi się buty w głębi a ta mi przejście zastawiała. Powiedziałam grzecznie "przepraszam", ta też skinęła mi głową i wlazła na mnie. Odbiłam się od baby nieco skonfundowana, bo odniosłam jakieś dziwne wrażenie. A jaka baba była zdziwiona! I jakoś znajomo wyglądała.

- Może w czymś pomóc ? - wyrwała mnie z zamyślenia ekspedientka. I dopiero wtedy się zorientowałam, że nie było żadnych butów "w głębi". Na lustro wlazłam, a siebie zwyczajnie nie poznałam.

wtorek, 08 kwietnia 2014
a słyszała pani?

W swojej pracy skupiam się mniej na tym, żeby mieć rację a bardziej na tym, żeby nie było potrzeby ustalania, kto ma rację. W razie konfliktu hołduję zasadzie, że lepiej mieć papier niż przekonanie. Tępię u klientów "umowy dżentelmeńskie" i "dogadaliśmy się". Tłumaczę, że zaufanie owszem super, że się ma, ale skoro wszyscy mamy do siebie zaufanie, to nie bójmy się pod nim podpisać:). Klientów naciskam, ale powoli zaczynają doceniać moją profilaktyczną upierdliwość. (Ostatnia kontrola z PFRONu  siedziała u mnie 35minut. W tym zmieściliśmy jeszcze niezobowiązująca pogawędkę o byle czym:).

Nie ufam "wszyscy tak robią" i "nikt się nie czepia". "Wszyscy" zatrudniali pracowników na umowy o dzieło (choć z "dziełem" nie miały nic wspólnego). Jak w końcu ZUS naliczył zaległe składki od wynagrodzeń wraz z odsetkami to "wysadził" z rynku  sporo nieźle prosperujących firm. Na branże budowlane, ochroniarskie i sektor drobnych usług padł blady strach i wszyscy na gwałt robili porządki w umowach. Ja się czepiam i gromadzę tyle papierzysków, ile ode mnie przepisy wymagają. Dura lex, sed lex. Staram się - nie więcej, chociaż, jak mam się kopać z koniem, wznoszę się na wyżyny cierpliwości i wychodzę urzędnikowi naprzeciw. 

Czasem z tych wyżyn spadam...

Dotarła do mnie plotka, że ZUS ma wytyczne wewnętrzne, żeby odrzucać wnioski o wypłatę zasiłku złożone przez kobiety w ciąży, które  zadeklarowały maksymalny przychód.

Nie wiem, czy to jasne?

Jak się prowadzi firmę, to płaci się  składki ubezpieczeniowe do ZUS w kwocie  nie mniejszej niż ... w tej chwili trochę ponad 1000 zł miesięcznie. W tym jest  ubezpieczenie chorobowe, które uprawnia  do zasiłku chorobowego w razie zwolnienia lekarskiego.  Dodam, że składki nie są uzależnione od dochodu firmy. Jeśli firma jest jednoosobowa i ma słabszy miesiąc, albo inwestuje i nie ma dochodu, to ZUS i tak trzeba płacić. Jasne? Ok. Ryzyko prowadzenia działalności. Miesiąc w miesiąc bez względu na koniunkturę i stan konta, składki musimy płacić w terminie. 

Jak kogoś stać, to owszem może składki płacić większe, nikt nie zabrania i nikt nie zapyta, skąd są na to pieniądze? Z tym, że na ubezpieczenie chorobowe podstawa jest ograniczona do 9365zł. To znaczy, że maksymalny zasiłek chorobowy liczony od takiej podstawy wyniesie około 6 tysięcy miesięcznie. 

Nadal jasne?

Owszem, opłaca się płacić wysokie składki i mieć wysoki zasiłek chorobowy i macierzyński. Nie jest on aż tak wysoki, żeby "opłacało się" w ciążę zachodzić dla kasy. Mały człowiek przez kilkanaście lat będzie jednak generatorem kosztów a nie źródłem dochodu.

Zarzut wyłudzania zasiłku na dzień dobry dla kobiety w ciąży bardzo wpasowuje się w naszą politykę prorodzinną. I to za działanie ZGODNE z PRAWEM.  Nie ciskałabym się, gdyby nie to, że mam trzy otwarte postępowania ZUSu w sprawach zasiłków macierzyńskich. To, co wyprawia ta instytucja, mogę śmiało nazwać nękaniem. Dowody niewinności należy donieść niezwłocznie pod rygorem: pas cnoty, zaświadczenie ze spowiedzi, zeznania świadków, "czarne pióreczko kurze i jedno ludzkie serce".    

Jeśli prawo jest złe, to zmieńmy prawo. Ciężarne łatwo gnębić.

Matką - Polką to się dobrze gębę wyciera w kampanii wyborczej, w literaturze romantycznej albo w filmie w kontekście martyrologii. Ale jak Matka- Polka nie chce cierpieć i się poświęcać, to przybiera postać wrzodu na dupie. I taki wrzód mam czelność. Dyżurny Mikołejko wystawi na widok publiczny dupę z wrzodem.

Zawsze się znajdzie chętny, żeby sobie  z uroczą "przyszłością narodu" twarzową fotę strzelić. Ale jak przyszłość zechce jeść, to niech ją niewidzialna i bezwonna matka karmi. Tylko nie publicznie! Fu! I nie za wyłudzony zasiłek macierzyński!