twierdzę , wątpię , pytam
wtorek, 18 września 2018
procedury czyli zawsze tak było w nowej odsłonie

Po trzech tygodniach pracy spotkałam się z moją szefową w celu określenia zakresu obowiązków i planu rozwoju. Otrzymałam też pierwszą ocenę mojej pracy (jakiej pracy???). 

Otóż:

Jestem szorstka (niemal nieuprzejma).

Nie robię notatek!

^%$%#^%*&!  Robię notatki jak szalona. 1/3 zeszytu mam zapisaną. Notuję procedury mechanizmy i znaczenia. Nie notuję "zaznaczyć kolumnę C w pliku"ksjfdv09-2018", skopiować do pliku "hjdfv09-2018" do kolumny IA. W kolumnie IB wpisać formułę "jeżeli IA jest równe D to "0"  jeżeli prawda "1" jeżeli fałsz". Za pomocą filtra (tu screan) w kolumnie IB znaleźć wiersze z "1", skopiować i przenieść do pliku "raport z niezgodności 09-2018".

O nie, tak to na pewno nie będzie wyglądać!

I jestem do zrzygania (!@%&!) uprzejma. Chociaż możliwe, że nie znam jeszcze właściwej procedury uprzejmości.

Dowiedziałam się mniej więcej, do czego jestem tu potrzebna. Radzę usiąść i wysilić wyobraźnię. Wino może się przydać (ds tylko się nie zakrztuś).

Wyobraźcie sobie, że pewna osoba, nazwijmy ją Abacka, ma coś ważnego do przekazania pani Babackiej (eksport danych z programu kadrowego do programu polskiego ZUS). To jest na tyle ważne, że wszystkim zależy, żeby pani Babacka dobrze wszystko zrozumiała. W celu sprawdzenia, czy pani Babacka zrozumiała, przeprowadza się taki test:

- Pani Abacka powtarza pani Cabackiej (eksport do excela), to co powiedziała Babackiej 

- Pani Babacka mówi pani Cabackiej, (drugi eksport do excela)  co zrozumiała.

- Pani Cabacka porównuje

- Jak się Cabackiej coś nie zgadza, to wysyła niezgodności do pani Dabackiej (tłumacząc je wcześniej na angielski)

- Pani Dabacka (po angielsku) tłumaczy pani Abackiej czego nie zrozumiała Babacka i dlaczego.

- Abacka nie chuja nie rozumie, czego chce Babacka

Po czym procedurę powtarza się do skutku. Skutek jest wtedy, kiedy Cabacka uzna, że nie ma niezgodności. Jakbym nie widziała na własne oczy, to bym w życiu nie uwierzyła.  

Dlatego potrzebna im Advisor (to ja), która przetłumaczy odpowiedź Dabackiej na polski zusowski i stworzy procedury na poszczególne niezgodności. Ja bym ograniczyła w tym łańcuchu rolę Cabackiej (chociaż excela kocham) i Dabackiej i dopracowała kontakt między Abacką i Babacką. Póki co jestem wkurwiona, bo nie mogę Dabackiej powiedzieć "aidźpanwchuj" bo to jest przecież nieuprzejme.

Na szczęście moje zadanie z czasem będzie polegać właśnie na sprawdzaniu i tworzeniu procedur tylko najpierw muszę poznać te działające w tej chwili. Taki mam wyznaczony plan rozwoju. Jeśli wytrzymam.

 

 

 

wtorek, 30 stycznia 2018
przypominajka

Gdybym w ramach dokopywania sobie, miała wyrzuty sumienia, że załatwiam prywatę w czasie pracy, to melduję posłusznie, że wyszłam z pracy o 22:40. Mam nadzieję, że jutro nie wyjdę później. Od tygodnia nie wróciłam do domu przed dwudziestą pierwszą (włączając weekend). Taki charakter. Charakter pracy oczywiście, bo ja to przecież jestem podobno leniwa. "Zdolna ale leniwa" - taka łatka od podstawówki. Mam zadanie do wykonania i akurat trafiłam na kumulację deadlinow. IWA, PIT-4R, PIT-8AR i jeszcze listy płac, których nie można zrobić "na podstawie poprzedniego miesiąca", bo przełom roku.

Moja asystentka, moja prawa ręka, moja złota Ewuś (tylko dziecku mówię częściej, że kocham), rozchorowała mi się i musiałam wygonić do lekarza (tak, ją trzeba wyganiać, bo to jest dzieciak z takim poczuciem obowiązku, że pół-martwa, z gorączką, na ostatnich nogach chciała ZDALNIE pracować)

- Absolutnie bierz lekarstwa i do łóżka! Dam sobie radę. Potrzebuję Cię zdrowej, więc skup się na dbaniu o siebie. 

I jak we fraszce Kochanowskiego, dopiero teraz zobaczyłam, ILE ONA ROBI! Nie, żebym nie doceniała wcześniej. Doceniam, uwielbiam i chwalę. Odkąd pracujemy razem, widzę, że poszła do przodu jak burza i wykonuje coraz bardziej odpowiedzialne zadania. Dziś zagarnęłam z innego działu do pomocy dwie dziewczyny (fakt, że zupełne świeżynki) i we trzy ledwie wyrobiłyśmy się w czasie w z tym, co Ewuś robi sama.

Jutro termin ostateczny, została mi jeszcze 1/4 deklaracji do wysłania,  a Ewie kazałam zostać w domu.  Oczywiście, dam radę, ale mam dwa wnioski:

1. o Ewuś muszę zadbać bardziej

2. bez skrupułów w chwilach luzu, będę pisać w pracy blog:). W marcu. Albo w maju.

Idę spać, jutro ciężki dzień.





środa, 17 stycznia 2018
nudna praca

Słyszałam wiele razy, że praca w księgowości to nudy. Nuuudy. Nie wierzcie w to. Mam przyjaciółki w biurze rachunkowym. Przestałam być księgową z dziesięć lat temu, bo to jednak nie na moje nerwy. Zostałam przy kadrach i też bywa ostra jazda bez trzymanki. 

Moja przyjaciółka prawniczka kocha "Na dobre i na złe" a nie znosi wszelkiej maści seriali prawniczych, bo mówi, że się nijak mają do jej prawdziwej pracy. Znajomy lekarz ma dokładnie odwrotnie, w serialach medycznych wkurza go to oderwanie od rzeczywistości za to "Prawo Agaty" owszem lubi. Nie przyzna się publicznie, ale lubi (Agnieszka Dygant go kręci).  Pewna żona policjanta mówi, że owszem mąż ogląda czasem amerykańskie seriale o pracy policji, ale płacząc, zużywa przy tym paczkę chusteczek. Prawidłowość jest mniej więcej taka, że scenariusze piszą laicy,  którzy sobie oczywiście pracę lekarza, policjanta czy prawnika wyobrazić potrafią. Im mniej wiedzą, tym odważniej sobie wyobrażają.    

Nie ma serialu o biurze rachunkowym.

Niesłusznie, ładnie łączyłby wszystkie trzy branże.   

A tymczasem wczoraj do pewnego biura rachunkowego weszła policja (departament do spraw przestępczości gospodarczej) z prokuratorskim nakazem zabrania całej dokumentacji firmy X. Pracownice nie stawiały oporu, nie utrudniały czynności, więc dwaj całkiem przystojni panowie chętnie dali się namówić nie tylko na kawę i ciastko, ale też na pomoc. W rezultacie  dziewczyny przygotowały dokumenty do oddania a panowie  przy kawie zaczęli „sypać”. Że to paskudna sprawa. I że za kare ich oddelegowali. Nikt nie chciał ścierwa tykać kijem do szczotki, ale udziałowcy wzajemnie złożyli na siebie doniesienie o działanie na szkodę spółki, zawiadomienie o przestępstwie defraudacji majątku spółki, nękania, zniesławienia, zakładania nielegalnych podsłuchów i inne. 

A to wszystko miłość, moi drodzy. Historia zaczyna się na jednej z plaż półwyspu Iberyjskiego, kiedy to piękna, długonoga, niebieskooka i blond-włosa  rodaczka na wakacjach  poznaje ognistego Hiszpana. Piorun sycylijski, bratnie dusze, te sprawy. Ona wróciła do Polski zakochana a on dołączył do niej kilka miesięcy później. Rozwiedli się z dotychczasowymi partnerami i  założyli razem firmę X. Ach! Co to była za lovestory! Firma kwitła nie gorzej niż ich miłość. W międzyczasie on zadomowił się w Polsce, kupił posiadłość, w której oczywiście mieli mieszkać razem, ale na razie przeprowadził się sam, żeby dopilnować remontów, dekoracji wnętrz gniazdka.  I mogłoby tak trwać, gdyby pewnego dnia nie przyszła do Onej pewna pani stomatolog- protetyk  i nie rzekła:

- Moja droga, załatwmy to między sobą. On Cię już nie kocha, jest z Tobą wyłącznie dlatego, że łączy was firma i jakiej wspólne zobowiązania. Nie chcę wdawać się w szczegóły, więc mam propozycję. Zapłacę Ci to, co On jest Ci winien i go puść. I niech to zostanie między nami.  

Ona, która się jeszcze nie otrząsnęła po ostatniej upojnej nocy, najpierw zbladła, potem poczerwieniała a potem trafił ją potężny i imponujący szlag.

- No chyba kurwa nie!

Zaangażowała detektywów, zrobiła prywatne śledztwo  i kilka tygodni z  jego wynikami udała się do pani stomatolog. Okazało się, że ognisty Hiszpan bynajmniej się nie ograniczał i kochanek miał kilka. Jakaś dyrektor oddziału banku,  kierowniczka działu podatku VAT w US, ważna urzędniczka w urzędzie gminy. Obie panie zaprzyjaźniły się i pojechały wspólnie na urlop do Egiptu, żeby od wiarołomcy uciec.

Już jednak wiemy, jak gorący piasek działa na Oną. Przywiozła sobie z Egiptu 10 lat młodszego przewodnika wycieczek.  Hiszpanowi rzuciła w twarz zdjęcia z innymi paniami i sucho oświadczyła, że od tej pory łączyć ich będą wyłącznie kwestie zawodowe. Nowego kochanka - nazwijmy go Przewodnik - zatrudniła w firmie na wysokim stanowisku.  

Hiszpan najpierw się kajał i przepraszam a jak przyłapał Przewodnika na rozkosznym tête-à-tête z niedoszłą narzeczoną to teraz jego szlag trafił.

No i od kilku miesięcy mamy wojnę państwa Rose. Robią sobie publicznie awantury,  śledzą się , podsłuchują, zbierają świadków. On wynajął kogoś, żeby obił Przewodnika, ona poradziła życzliwie kochankom, żeby zrobiły sobie badania pod kątem chorób wenerycznych. W rezultacie pewna dyrektor oddziału banku spoliczkowała go i kopnęła w przyrodzenie. Zabierają sobie samochody, blokują dostępy do kont, szkalują się wzajemnie przed kontrahentami i ... podobno znów ze sobą sypiają.

Pewnie nastąpi jakiś ciąg dalszy.  



środa, 11 marca 2015
jaki powód?

Pracownik podpisał umowę o pracę w poniedziałek. Przeszedł niezbędne szkolenia BHP i popracował chwilę.

We wtorek nie stawił  się do pracy na wyznaczona godzinę 6:00. Nie odbierał telefonu. Zadzwonił o 9:00 tłumacząc, że zaspał a telefon mu się wyładował. Kierownik zasugerował urlop na żądanie.

Dziś (środa) wysłał SMS do brygadzisty z informacją, że chce urlopu na żądanie również na dziś. Twierdzi, że miał wypadek ("nic poważnego, zwykła stłuczka") i idzie do lekarza. Kilka godzin później zadzwonił i powiedział, że zwolnienia nie dostał i jutro stawi się w wyznaczonym miejscu i czasie gotów do pracy.

Pracodawca chce mu jutro wręczyć wypowiedzenie umowy o pracę. Jaki ma podać powód?

 

 

 

Pracownik ten nabył prawo do:

urlopu wypoczynkowego - 3 dni

wolnego na poszukiwanie pracy - 2 dni

obowiązuje go dwutygodniowy okres wypowiedzenia. 

 

wtorek, 02 września 2014
rekrutacja

Szukamy kogoś do wklepywania danych. Wymagamy podstawowej znajomości komputera, dokładności i skrupulatności. To tylko wklepywanie danych, bierze się papier i przepisuje do programu. Średnio rozgarnięta małpa mogłaby to robić. Z całym szacunkiem. Moja Lolka nam pomagała do tej pory a ona jest bardzo inteligentna. Tylko Lolka robiła to w ramach pracy dorywczej a od października wyjeżdża na studia do Gdańska (czyta mnie ktoś z Trójmiasta?)

Niestety łatwiej znaleźć magistra po dwóch fakultetach w trakcie doktoratu niż zwyczajną dziewczynę, która chce sobie dorobić. Płacimy dość przyzwoicie za godzinę, ale godzin nie zapewniamy wielu. Utrzymać się z tego nie będzie można. 

W ogłoszeniu zaznaczyliśmy: wpisywanie danych; wymagania: skrupulatność, dyspozycyjność.

W dwa dni przyszło 60 curriculum vitae. Trzy czwarte poszło do kosza od razu ze względu na błędy, niechlujność i nieczytelność.  W pozostałych  drobnym maczkiem wymienione fakultety, nagrody, kursy i certyfikaty, praktyki za granicą, szkolenia, warsztaty, znajomość egzotycznych języków, oryginalne hobby, sporty ekstremalne. Naprawdę. Do wklepywania danych.

Zadzwoniliśmy do 15 osób, na rozmowę zaprosiliśmy 8, przyszło 6.

Jedna się pochwaliła, że ma tatusia w Izbie Skarbowej, druga zaczęła dyktować warunki, trzecia zaczęła nas pouczać a czwarta miała problem natury egzystencjalnej zupełnie nie związany z naszą firmą ale bardzo chciała się nim podzielić.  Piąta przyszła przygotowana per-fek-cyj-nie. Naprawdę. Nawet swoją chęć pracy znacznie poniżej kwalifikacji i ambicji zdołała rozsądnie uzasadnić. Zrobiła na mnie wrażenie.  A szósta powiedziała, że ma 26 lat, troje dzieci (6,4,2), ma dość siedzenia w domu i zrobi wszystko, żeby się wyrwać i uniezależnić. Podjęła studia zaoczne  i chce na te studia zarobić.

Rzucić monetą?

 

 

czwartek, 31 lipca 2014
go to hell!

Deszcz popadał, to wykorzystałam okazję, żeby popracować w terenie:) Znaczy mały clubbing sobie zrobiłam: poczta, urząd miasta i ZUS. Wpuszczali wszystkich. Wszędzie. 

Deszcz odkurzył nieco atmosferę ale niestety nie odświeżył. Poczta - luzik, poszło sprawnie. W urzędzie miasta urzędniczka pomyliła osoby i chciała mi dać nie moje dokumenty. Na szczęście mam zwyczaj czytać, co podpisuję. Ale ZUS... wstąpił do piekieł, po drodze mu było.

Sezon urlopowy, więc tylko połowa stanowisk obsługi czynna a ludzi tłum. Dziki tłum. Dziki i krwiożerczy tłum. Dziś ostatni dzień składanie oświadczeń w sprawie OFE a zepsuł się ten automat do wydawania numerków i wszyscy mówili wszystko naraz. Proszę dodać do tego upał na zewnątrz i brak klimy wewnątrz. Kocioł z gorącą smołą przy tym, co się działo wyglądałby zachęcająco. W pierwszym odruchu serca chciałam tym paniom z okienka pomóc, bo widziałam jak biorą na barki ciężar nienawiści do systemu, ale wykorzystałam przewagę doświadczenia, chwilę dezorientacji i złapałam urzędniczkę "na stronie".

- Pani Jolu! Rety! Co tu się dzieje? Jak wy dajecie radę, przecież to horror! - okazałam zrozumienie w powodzi żądań.

- Rzeczywiście paskudny dzień, u nas tak zawsze wszyscy na ostatnią chwilę. Tylko niech pani nie mówi, że pani też z OFE - najeżyła się trochę

- Ależ skąd! - żachnęłam się - ja tylko po odbiór zaświadczenia o niezaleganiu

- A wniosek, kiedy pani składała - zapytała rzeczowo

- Nooo, właśnie wniosek mam ze sobą, z pełnomocnictwem, składki sprawdziłam, powinny się zgadzać. Ja wiem, że macie na wydanie 7 dni, ale to jest podbramkowa sytuacja, sama pani wie jacy potrafią być klienci - spojrzałam wymownie na ludzi. Panie z obsługi wszystkie mnie kojarzą z widzenia. Zawsze w kolejce książkę czytam i nigdy się nie drę.

Pani Jola westchnęła:

- Da pani ten wniosek, zobaczę czy dam radę  "od ręki". Zawołam. 

Zawołała po 10 minutach:

- Tu proszę "odebrałam", data, podpis  i sio - podsunęła mi dokument

- Pani Jolu! Jest pani aniołem w tym piekle! Dziękuję - zachwyciłam się

 

W każdej instytucji jest jakaś pani Jola jako antidotum na panią Halinkę tylko trzeba ja umieć wyłuskać:).

 

ps. Wracając z pracy, weszłam do obuwniczego na chwilę. Oglądam te buty, oglądam i chciałam wyminąć jakąś babę, bo spodobały mi się buty w głębi a ta mi przejście zastawiała. Powiedziałam grzecznie "przepraszam", ta też skinęła mi głową i wlazła na mnie. Odbiłam się od baby nieco skonfundowana, bo odniosłam jakieś dziwne wrażenie. A jaka baba była zdziwiona! I jakoś znajomo wyglądała.

- Może w czymś pomóc ? - wyrwała mnie z zamyślenia ekspedientka. I dopiero wtedy się zorientowałam, że nie było żadnych butów "w głębi". Na lustro wlazłam, a siebie zwyczajnie nie poznałam.

wtorek, 08 kwietnia 2014
a słyszała pani?

W swojej pracy skupiam się mniej na tym, żeby mieć rację a bardziej na tym, żeby nie było potrzeby ustalania, kto ma rację. W razie konfliktu hołduję zasadzie, że lepiej mieć papier niż przekonanie. Tępię u klientów "umowy dżentelmeńskie" i "dogadaliśmy się". Tłumaczę, że zaufanie owszem super, że się ma, ale skoro wszyscy mamy do siebie zaufanie, to nie bójmy się pod nim podpisać:). Klientów naciskam, ale powoli zaczynają doceniać moją profilaktyczną upierdliwość. (Ostatnia kontrola z PFRONu  siedziała u mnie 35minut. W tym zmieściliśmy jeszcze niezobowiązująca pogawędkę o byle czym:).

Nie ufam "wszyscy tak robią" i "nikt się nie czepia". "Wszyscy" zatrudniali pracowników na umowy o dzieło (choć z "dziełem" nie miały nic wspólnego). Jak w końcu ZUS naliczył zaległe składki od wynagrodzeń wraz z odsetkami to "wysadził" z rynku  sporo nieźle prosperujących firm. Na branże budowlane, ochroniarskie i sektor drobnych usług padł blady strach i wszyscy na gwałt robili porządki w umowach. Ja się czepiam i gromadzę tyle papierzysków, ile ode mnie przepisy wymagają. Dura lex, sed lex. Staram się - nie więcej, chociaż, jak mam się kopać z koniem, wznoszę się na wyżyny cierpliwości i wychodzę urzędnikowi naprzeciw. 

Czasem z tych wyżyn spadam...

Dotarła do mnie plotka, że ZUS ma wytyczne wewnętrzne, żeby odrzucać wnioski o wypłatę zasiłku złożone przez kobiety w ciąży, które  zadeklarowały maksymalny przychód.

Nie wiem, czy to jasne?

Jak się prowadzi firmę, to płaci się  składki ubezpieczeniowe do ZUS w kwocie  nie mniejszej niż ... w tej chwili trochę ponad 1000 zł miesięcznie. W tym jest  ubezpieczenie chorobowe, które uprawnia  do zasiłku chorobowego w razie zwolnienia lekarskiego.  Dodam, że składki nie są uzależnione od dochodu firmy. Jeśli firma jest jednoosobowa i ma słabszy miesiąc, albo inwestuje i nie ma dochodu, to ZUS i tak trzeba płacić. Jasne? Ok. Ryzyko prowadzenia działalności. Miesiąc w miesiąc bez względu na koniunkturę i stan konta, składki musimy płacić w terminie. 

Jak kogoś stać, to owszem może składki płacić większe, nikt nie zabrania i nikt nie zapyta, skąd są na to pieniądze? Z tym, że na ubezpieczenie chorobowe podstawa jest ograniczona do 9365zł. To znaczy, że maksymalny zasiłek chorobowy liczony od takiej podstawy wyniesie około 6 tysięcy miesięcznie. 

Nadal jasne?

Owszem, opłaca się płacić wysokie składki i mieć wysoki zasiłek chorobowy i macierzyński. Nie jest on aż tak wysoki, żeby "opłacało się" w ciążę zachodzić dla kasy. Mały człowiek przez kilkanaście lat będzie jednak generatorem kosztów a nie źródłem dochodu.

Zarzut wyłudzania zasiłku na dzień dobry dla kobiety w ciąży bardzo wpasowuje się w naszą politykę prorodzinną. I to za działanie ZGODNE z PRAWEM.  Nie ciskałabym się, gdyby nie to, że mam trzy otwarte postępowania ZUSu w sprawach zasiłków macierzyńskich. To, co wyprawia ta instytucja, mogę śmiało nazwać nękaniem. Dowody niewinności należy donieść niezwłocznie pod rygorem: pas cnoty, zaświadczenie ze spowiedzi, zeznania świadków, "czarne pióreczko kurze i jedno ludzkie serce".    

Jeśli prawo jest złe, to zmieńmy prawo. Ciężarne łatwo gnębić.

Matką - Polką to się dobrze gębę wyciera w kampanii wyborczej, w literaturze romantycznej albo w filmie w kontekście martyrologii. Ale jak Matka- Polka nie chce cierpieć i się poświęcać, to przybiera postać wrzodu na dupie. I taki wrzód mam czelność. Dyżurny Mikołejko wystawi na widok publiczny dupę z wrzodem.

Zawsze się znajdzie chętny, żeby sobie  z uroczą "przyszłością narodu" twarzową fotę strzelić. Ale jak przyszłość zechce jeść, to niech ją niewidzialna i bezwonna matka karmi. Tylko nie publicznie! Fu! I nie za wyłudzony zasiłek macierzyński!