twierdzę , wątpię , pytam
piątek, 21 lipca 2017
tak zupełnie poważnie

Jeden z filarów mojej tożsamości to mój język polski. Język, który kocham. Język, który szanuję i szacunku do niego nauczyłam moje dziecko. Mogę wyznawać miłość we wszystkich językach świata, ale tylko "kocham Cię" sprawia, że szybciej bije mi serce. Walka o żeńskie końcówki, to nie tylko walka o język polski w moim życiu, ale też o moje życie w języku. I nie, moje życie to dla mnie nie jest błaha sprawa.

Bardzo bolą mnie żarty z nienawistnych dehumanizujących wypowiedzi polityków. To jest poważna sprawa.  Zaznaczam, że udziału brać nie będę w odbieraniu mi mojego języka i zmiana właściwych znaczeń słów. Słowa mają moc.  

Nie. Nie zgadzam się na ironię i kpinę w politycznej debacie publicznej z podłych oskarżeń, oszczerstw, obelg i poniżania mnie.

Nie. Nie chcę być nazywana mordą (ani nawet mordeczką), szmatą, elementem gorszego sortu, mordercą, kanalią, zgraja i zdrajcą. Ani serio, ani „żartem”.

Dlaczego mam się godzić na najgorsze inwektywy? Nie jestem taka jak raczył wykrzyczeć (bez żadnego trybu) prezes partii rządzącej z mównicy sejmowej. Z mównicy sejmowej! Kaczyński mnie obraził, napluł mi w twarz i nie zamierzam udawać, że to „wybryk”. Pomówienie, zniesławienie, zniewaga, ubliżanie to przestępstwa karalne.

 Nie będę sie z tego śmiać.

Czy nie dość wyraźnie widać jak działa ten mechanizm? Zapewniam, że historia ironii nie zauważy. Chcecie do niej przejść jako ten gorszy sort, chamy, świnie od koryta oderwane? Jako ludzie bez sumienia i przedstawiciele cywilizacji śmierci? Ja nie.

Kaczyński wie, co powiedział i chcę, żeby poniósł odpowiedzialność za swoje haniebne słowa.

 Przypomniała mi się taka historia. Jeden mój znajomy ma znajomego, który po kłótni z żoną został oskarżony o usiłowanie zabójstwa i trafił do aresztu (Polak, ale nie w Polsce, niestety). Bardzo czuł się pokrzywdzony i szukał dobrego adwokata, bo go „suka wrabia”.

 - Jakie „usiłowanie zabójstwa”? Wkurwił się, bo był zazdrosny i trochę go poniosło. Ale żeby zaraz „usiłowanie zabójstwa”? Przecież on ją kochał i nie chciał jej skrzywdzić.

Świadkowie zeznali zgodnie, że ją dusił i krzyczał „Zabiję cie, kurwo”.

Słowa mają znaczenie.



wtorek, 18 lipca 2017
takie tam pitu pitu

Dziecko wyjechało do Anglii na dwa miesiące Wstępnie. Taki jest plan A. Plan B przewiduje zostanie na Wyspach na rok. Umówmy się, że to "dziecko" to relacja a nie kwestia dojrzałości, bo jak wiedzą wszyscy, którzy znają Lolkę i wszyscy, którzy mnie czytają – „dziecko” jest dorosłe ( nie lubi tego ale jest), mądre i dobre.  

 

Taka dygresja na marginesie: Musiałam nieco zweryfikować filozofię życiową.  Zawsze (z jednym małżeńskim wyjątkiem) leciałam na mężczyzn młodszych ode mnie. W większości przypadków z wzajemnością. W ogólniaku podobali mi się chłopcy z młodszych klas, na studiach wyszłam za mąż i wróciłam na „rynek” przed trzydziestką. Wtedy upierałam się, ze 10 lat różnicy wieku to absolutnie max do przełknięcia. Potem zaczęłam nonszalancko twierdzić, że „wszyscy dorośli są w tym samym wieku” i „wiek, to nie jest najważniejsze kryterium oceny”. Właściwie nadal tak uważam, ale pojawiła się nowa kategoria. Dzieliłam dorosłych mężczyzn na dwie grupy: „podoba mi się - mogłabym być zainteresowana”  albo „nie podoba mi się  -  wykluczam”. Tak oceniając na poziomie id.  Doszła trzecia kategoria „podoba mi się – mogłabym ewentualnie adoptować”. Zamiast libido uruchamiają mi instynkt macierzyński. To ci mniej więcej w wieku Lolki.

Ale do rzeczy. Dziś zadzwonił do mnie nieco spanikowany ojciec Lolki, bo dowiedział się, że DZIECKO! ZA GRANICĄ! Samo, biedne, głodne IDODOMUDALEKO!

- Kochanie, nie powiedziałaś ojcu, że wyjeżdżasz? – złapałam Lolkę na fejsie

- Jakoś się nie złożyło, myślałam że wie, że mu ciotka powiedziała. Rozmawiałam z nim, ale coś nam przerywało na łączach

-Ciotka mu powiedziała wczoraj i chyba zareagował histerycznie, bo chce ze mną porozmawiać. Czy jest coś czego nie powinien wiedzieć? Nie chcę go wytrącać z jego strefy komfortu - zapytałam

- Mamuś, skoro się z Toba umówił to on  już jest poza strefą komfortu. Uspokój go jeśli dasz radę. Poza tym fascynujące jest to, że on nadal myśli, że my dwie ze sobą nie rozmawiamy chyba – powiedziała Lolka

- Faktycznie:))) – olśniło mnie -  On myśli, że ja do Ciebie ewentualnie MÓWIĘ a Ty mnie ewentualnie SŁUCHASZ

 - Tak – wtrąciła Lolka -  A  i tak robię co CHCĘ xD

 - A ja Ciebie BRONIĘ cokolwiek zrobisz - uzupełniłam

A my rozmawiamy. Wymieniamy zdania, słuchamy, upewniamy się czy właściwie dotarło, irytujemy się, sprzeczamy, wygłupiamy. Szanujemy się, szanujemy swój czas i swoje zdanie. I wiecie co? Bierzemy się pod uwagę.

 

To zupełnie inaczej niż w polityce. Jestem zmęczona polityką, bo tak naprawdę wcale nie chce jej śledzić i nie chcę się bać. Ja mam co robić. Nie mogę jednak tak zupełnie biernie przyglądać się wydarzeniom jak Niemcy w trzydziestym trzecim. Ja oglądałam „Kabaret” Boba Fosse’a. Ten scenariusz zadziałał w III Rzeszy, w Indonezji w 65’, w Rwandzie w 94’  zadziałał już tyle razy, że można go wdrażać jak plan.

 

 Podział - kryzys – prowokacja – krew i śmierć

 

Im więcej krwi i śmierci tym większy interes do ubicia.

 

Wojna to czas dla biznesmanów a nie bohaterów. Nie straszę wojną. Wojną trwa nieustannie od początku ludzkości. To, że „żyjemy w pokoju” od czasu II wojny światowej to złudzenie. Wojna się nie skończyła, po prostu politycy i biznesmeni nauczyli się nią ZARZĄDZAĆ. Nie bójmy się wojny, był czas do niej przywyknąć. Codziennie gdzieś na świecie na wojnie giną ludzie. Codziennie. I na nikim nie robi to wrażenia. Udajemy, że wojny nie ma, że taka malutka i daleko, to się NIE LICZY. Liczy się odpowiednio wypromowana pojedyncza bomba w metrze, ciężarówka na deptaku, samobójca zamachowiec w teatrze. Nie dam się zastraszyć zamachom terrorystycznym, nie boję się śmierci. Boję się, że doprowadzona do ściany nienawiści, JA zacznę dzielić, odczłowieczać, zabijać.  

 

Co robić? Nie wiem.

Jestem dzieckiem Oświecenia i Pozytywizmu. Wierzę w edukację i pracę u podstaw. Bardzo chcę wierzyć w ludzi.

 

Dostałam się do konkursu prelegentów filmowych. Dzięki za dobra energię, będę jej jeszcze potrzebować.

 

Szykuje mi się druga tura szkoleń w stolicy. Właściwie siedzę na walizkach i czekam tylko na potwierdzenie terminów.

Zrobiłam porządki w szafie według zasady – wyrzuć wszystko co cię nie uszczęśliwia. Okazało się, że łatwo mnie uszczęśliwić. Duch Mamuta robił porządki ze mną. Niestety. W związku z tym mam:

-  torbę sukienek rozmiar za małych (przecież schudnę)

-  torbę ciuchów  rozmiar za dużych ( przecież jak będę miała maszynę do szycia to sobie dopasuję)

- całą półkę rzeczy, które będę mogła nosić jak je wyprasuję (gdzie jest żelazko???)

 - reklamówkę rzeczy do oddania.

 

Okazało się też, że mam w czym chodzić. Tylko bieliznę muszę dokupić. Potrzebuję majtek w groszki.

 

Poleżałabym sobie na plaży, ale huśtawka pogodowa doprowadza mnie do furii.

 

A tak ogólnie to na moim prywatnym podwórku jest dobrze. A co u Was?



piątek, 07 lipca 2017
kalendarzyk i inne wariacje

Znalazłam i testuję aplikację na iphona MyDaysX. Jestem zachwycona. Prócz standardowych przydatnych informacji, które można sobie do kalendarza wpisać i zrobić wykresy (menstruacja, temperatura, waga, nastrój itp.)można jeszcze zaznaczyć dni kiedy był seks, uściślić czy z antykoncepcją i czy zakończony orgazmem oraz dopisać komentarz. Bardzo fajna opcja.

Skorzystałam z możliwości napisania komentarza chociaż zaprawdę powiadam wam nie chcielibyście znać jego treści. 

Lolka idzie w stronę weganizmu. Przyjechała do domu i mi gotuje (jakby mi ktoś tak codziennie gotował, to dawno byłabym weganką). Ja robię zakupy. Zleciła mi ostatnio kupienie margaryny "Delma" - Kup zwykła klasyczną, beż żadnych udziwnień i dodatków. Same oleje roślinne w składzie, ok? - poinstruowała mnie Stanęła przed półką w sklepie a tam delma z jogurtem, delma z masełkiem wiejskim, delma o smaku świeżego poranka, delma chuj wie co. Wszędzie w składzie mleko lub jego pochodne. Cała półka delmy i nie ma wyboru. Dzwonię do dziecka:

- Kochanie, nie ma takiego konia, który nazywa się "koń" - mówię stanowczo

- Mamo, gdzie jesteś? Czy ty masz udar? - zaniepokoiła się Lolka, a do mnie z całą mocą dotarło, że radośnie zastosowany skrót myślowy może być nieco niezrozumiały nie tylko dla ukochanego dziecka, ale też dla innych osób stojących obok mnie w sklepie przy lodówce z nabiałem. Parsknęłam śmiechem, usmarkałam się i kucnęłam:

- Mam atak ... - rzęziłam w powstrzymywanych spazmach - ...śmiechu. Poczekaj. Zaraz. Mi. Przejdzie.

Ochroniarz przyglądał mi się podejrzliwie, co mnie rozśmieszało jeszcze bardziej. Parę minut mi zajęło zanim mogłam mówić. - W sklepie jestem i tę delmę chciałam kupić. Nie ma ZWYKŁEJ. Są same niezwykle. Jak z tym koniem. Jest ogier klacz i źrebak a nie ma konia - wytłumaczyłam się

- Aaaaaaha. Wracaj do domu zanim Cię zamkną - uspokoiła się Lolka

Skończyłam szkolenia. Nie zdążyłam się jednak nacieszyć wolnymi weekendami, bo dostałam następną propozycję i czekam na potwierdzenie terminów. Wszystko wskazuje na to, że nie będę miała wakacji.

 

Zgłosiłam się do konkursu prelegentów filmowych. Proszę o trzymanie kciuków, żebym się zakwalifikowała.

 

To tyle.

poniedziałek, 03 lipca 2017
podróże kształcą?

Generalnie wierzę w ludzi. Znaczy jestem humanistką. Fakt, że mi łatwo, bo mam matrix na użytek własny. Niestety nie jest on hermetyczny. 

Byłam świadkiem takiej sceny:

Warszawa, centrum miasta, wychodzę z bloku. Dzień piękny, hałas jeszcze do mnie nie dotarł i byłam tak dość życzliwie i optymistycznie do świata nastawiona. Przed blokiem w grupie stoi starsza nobliwa pani, chłopiec około 10-letni, ochroniarz w uniformie i mężczyzna na oko w moim wieku (nie można mi jednak ufać w tej kwestii, gdyż ja absolutnie nie umiem oceniać wieku), przyzwoicie ubrany. I ten mężczyzna wygłasza taki dobrotliwy monolog:

- Proszę Pani, nie mam pani racji. Ja naprawdę też kawał świata zwiedziłem - domyśliłam się, że weszłam w środek jakiejś dyskusji, więc się zaciekawiłam

- W Niemczech pracowałem kilkanaście lat - mówił dalej mężczyzna z głosem jak aksamit -  W różnych miejscach i z różnymi ludźmi. Pracowałem i z Arabami i Hindusami i Chińczykami i ludźmi we wszystkich kolorach. Ja znam życie i znam tych ludzi i niech mi pani wierzy... to są takie skurwysyny!

 

Rzeczywistość potrafi napaść  znienacka.