twierdzę , wątpię , pytam
czwartek, 29 czerwca 2017
wina i kara

W poniedziałek miałam mały wypadek rowerowy. Nic poważnego - podskoczyłam na wyboju, omsknęła mi się noga z pedału, straciłam kontrolę nad kierownicą i przywaliłam z impetem w balustradę. Dwa siniaki na nodze i przekręcone siodełko w rowerze.

Dziś zjeżdżałam z górki w parku i przyhamowałam hamulcem na przednie koło. Było ślisko po deszczu, wpadłam w poślizg i wylądowałam na trawniku. Rower cały, ja mam lekko otarte kolana i kompletnie zniszczone spodnie (chyba że wiecie, jak sprać trawę z jeansu?).

Przebrałam się i pytam Justin pół żartem, pół serio:

- Dwa wypadki na rowerze w jednym tygodniu, czy wszechświat chce mi coś powiedzieć?

- Dwa wypadki? Może chcesz się ukarać? - zapytała Justin

I tu rozstąpiło się "może". Dobry trop!

Może faktycznie? Rzeczywiście jestem od kilku dni na siebie zła. Nie jakoś tak przesadnie, bo i wina nieprzesadna, ale jednak. Mogłam przewidzieć - zlekceważyłam. Myślałam, że jestem konsekwentna, okazało się, że nie zawsze i muszę z tym żyć. Nie lubię siebie za to, tak jak nie lubię niekonsekwencji w innych ludziach. 

Już się ukarałam, ok?

A może to zupełnie inna kosmiczna wiadomość? Może chodzi o to, żeby mi pokazać, że nie da się mieć kontroli cały czas nawet nad rowerem a co dopiero nad życiem. Że ważniejsze od  bycia zawsze "w porządku" jest  umiejętność wybaczania sobie. I wyciągania wniosków. Swoim kursantom powtarzam, że rozwój medycyny to historia błędów medycznych. I że błędów nie da się wyeliminować. Jeśli konsekwencją błędu jest nauczka, to nie ma co się umartwiać.

Będę bardziej ostrożna. Mam nadzieję, że to koniec moich wypadków.

 

ps. Dostałam też ostatnio w prezencie od czytelniczki bloga poszukiwane dzieła Żeleńskiego Boya i radość mi jeszcze nie opadła. Czyli nagroda też mi się dostała.


piątek, 16 czerwca 2017
zawód jak każdy inny

Wczoraj siedziałyśmy sobie z Lolką i Meg (przygarnięta do rodziny)   w domu, robiłyśmy dobre rzeczy do jedzenia, oglądałyśmy filmy, gadałyśmy o książkach i o tym, dlaczego Tuwim w lekturze powinien być obowiązkowo a Mickiewicza należy dzieciakom odpuścić. Fucha wieszcza narodowego powinna być  kadencyjna i ograniczona do maksymalnie dwóch kadencji - pokoleń.

(Przy okazji zauważyłam że „Słówka” Boya się zaczytały na śmierć.  Księgarnie internetowe to ZŁO.  Zwłaszcza nie polecam www.aros.pl. Absolutnie ostrzegam, żeby potem na mnie nie było. Wchodzi człowiek konkretnie po „Słówka”, trzy nieostrożne kliknięcia i już ma w koszyku „Mity i zgrzyty”  oraz „Wylęknionego bluźniercę” plus tania dostawa do kiosku blisko domu. A ile wysiłku nadludzkiego mnie kosztowało, żeby nie dorzucić  dwóch  książek Urbanka.  Podstępna księgarnia napadła znienacka, ogłuszyła i zanim człowiek oprzytomniał to zamówienie ziuuuuu pooooszło  jak ogary w las) 

No to sobie spędzałyśmy leniwie dzień (siedzimy… gadamy…) i zupełnie nie pamiętam od czego się zaczęła ta dyskusja o prostytucji. W każdym razie Meg rzuciła nonszalancko:

- Zawód jak każdy inny

No i mnie zagotowało. Minutę później krzyczałyśmy do siebie tak, że Lolka wkroczyła jako arbiter i próbowała jakoś uporządkować szalejące emocje.  Dziś już nie wiem, co wywołało u mnie ten zapłon, ale sobie przynajmniej uporządkowałam pogląd.

Otóż NIE

Absolutnie nie – „zawód jak każdy inny”. Meg stawiała akcent na tym, że żadna praca nie hańbi, że dorosłym osobom wolno robić, co im się podoba i że ona nie ma nic przeciwko. We mnie prostytucja budzi tak głęboki  sprzeciw, że aż nie wiem, od czego zacząć. O ile daleka jestem  od oceniania  osób, które „wybrały” ten rodzaj „kariery”  (w ramach poglądu, że każdy ma niezbywalne prawo do marnowania sobie życia) o tyle ci, którzy kupują czyjeś ciało jak  rzecz  DO UŻYTKU  budzą we mnie odrazę.  Tak, odrazę. 

Oczywiście, że w idealnym świecie, gdzie prostytucja NIE BYŁABY  ściśle związana z półświatkiem przestępczym, handlem żywym towarem, wymuszeniem, uzależnieniem od narkotyków i przemocą (w tym ekonomiczną),  w świecie, gdzie ludzie wybierali by „zawód” wyłącznie dlatego, że chcieli mieć taki oryginalny sposób na życie, byłabym pewnie ostatnia do oceniania cudzych wyborów.

Ale tak nie jest.

I nie zmienimy tego zaklinając rzeczywistość, że „zawód jak każdy inny”.  Jest to zawód związany z  dużym ładunkiem pogardy, dehumanizujący i  uprzedmiotawiający. Gardzą nim wszyscy z prostytutkami i ich klientami włącznie. Dlatego, gdyby to ode mnie zależało, zakazałabym  KUPOWANIA usług seksualnych.  Tak, tak , rozumiem, że prostytucja by nie zniknęła, ale mam nadzieję, że w tym kierunku cywilizacja zmierza.

Niewolnictwo też nie zniknęło mimo zakazu, ale nikt nie mówi,  że niewolnictwo to taka forma zatrudniania JAK KAŻDA INNA.  To jest moja zdanie i ja się z nim zgadzam.

 

Ps. My się z Meg nie kłócimy, tylko energicznie wymieniamy poglądy.

ps2. Dzieła zebrane Tadeusza Żeleńskiego Boya to kilkunastotomowe wydanie z pięćdziesiątego któregoś  - pożądam.



czwartek, 01 czerwca 2017
dogadujemy się

Wychodzę z wydziału zasiłków ZUS. Ze stolika na korytarzu podrywa się na mój widok para i mówi:

- Dzień dobry.

- Dzień dobry - odpowiadam, bo ja z moją prozopagnozją odpowiadam ZAWSZE, ale Ci patrzą wyczekująco zastawiając mi drogę do wyjścia. Nie wytrzymałam napięcia:

- Państwo z jakiegoś powodu do mnie? - pytam uprzejmie

- Nooo... my to my

- Aaaa... ja to ja - zaczynam wyczuwać opary absurdu

- Wyszła pani - mówi kobieta niepewnie

- Wyszłam...? - potwierdzam jeszcze bardziej niepewnie, bo właściwie dopiero zamierzałam wyjść. Byłam w trakcie wychodzenia. Może przegapiłam jakąś ZUSowską instrukcję wychodzenia?

-To my. Powiedziała nam Pani, że zaraz wyjdzie ... - i tu za plecami odezwał się zbawczy głos

- Państwo chyba do mnie?

 

Założenia. Ostatnio założyłam, że powinien wg rozkładu jazdy podjechać tramwaj nr 11 i wsiadłam do pierwszego, który podjechał. Niestety sześć przystanków później zorientowałam się, że to "13".

 

Justin dostała z obcego numeru SMS o treści "I wzajemnie". Zaintrygowana zapytała, z kim ma do czynienia. "Przepraszam - odpisał ktoś - to telefon wysyła sms-y do wszystkich"

- Jaki mądry telefon! - zachwyciłam się - Odpowiada zarówno na "kocham cię" jak i na "spadaj".

 

Wysłałyśmy klientowi email z pytaniem? "Kiedy będzie u nas w biurze z dokumentami?". A ten odpisuje, że miał być we wtorek ale coś mu wypadło ważnego i przeprasza, że nie był.

.

.

.

- I co ja mam odpisać??? - pyta Justin - nadal nie wiem, kiedy będzie.

- Napisz: I WZAJEMNIE