twierdzę , wątpię , pytam
piątek, 29 grudnia 2017
wiele hałasu o nic

W 2018 roku kwota wolna od podatku wynosi 8000zł (słownie: osiem tysięcy złotych)... dla osób, które nie przekroczą przychodu 13000zł w roku.

Czyli dla tych, którzy mają mniej niż pół etatu na stawce minimalnej.

BuhahahahahaHaha

 

środa, 27 grudnia 2017
duch przeszłości

Gdzie ci mężczyźni? pytała Danuta Rinn czterdzieści lat temu i jak widać nadal są poszukiwani. Zimbardo trochę mnie do siebie zraził ostatnimi seksistowskimi wypowiedziami publicznymi. Bardzo za złe mu nie mam, bo facet jednak jest ode mnie dwa pokolenia starszy, więc ma prawo tkwić w realiach kulturowych sprzed pół wieku. Ciekawa jednak jestem tej książki.

Był u mnie z wizytą facet, w którym byłam kiedyś zakochana. Długo miałam do niego słabość. Do tej pory nie potrafię zerwać kontaktu jednym precyzyjnym cięciem i daję się wkręcać w "napijmy się razem kawy". Ja już mu nawet ze dwa razy powiedziałam "weź nie dzwon do mnie, nie mam ochoty na te durne spotkania" a on mi zupełnie bezczelnie odpowiadał "poczekam, zadzwonię za trzy miesiące, może Ci przejdzie". No i przechodziło:).  To jeden z tych uroczych chłopców, którzy potrafią zrobić wrażenie. I taką mam refleksję, że doprawdy tacy powinni być zdecydowanie jednorazową przygodą. Ostatecznie krótkim jak letnia burza romansem. Wspominałoby się miło, może nawet z wypiekami i z biegiem lat nie rosłoby w człowieku to poczucie zażenowania.

Bo oni się nie nadają do życia.

Owszem przemierzą autostopem i piechotą 70 kilometrów w środku nocy, bo akurat zapomnieli powiedzieć "kocham Cię" a bardzo chcieli, zabiją smoka, uwolnią z wieży otoczonej fosą i przytargają cholerną gwiazdkę z nieba. Ale kwiatków „ci” nie podleją, prania nie zrobią i wierni nie będą. Będą opowiadać o podróży dookoła świata, ale zaplanowanie w weekend wyjazdu nad jezioro z dziećmi już ich zdecydowanie przerasta. Takich przyciągam.

Pierwszy dzień świąt po śniadaniu dzwonek do drzwi. W drzwiach – on –  oparty nonszalancko o futrynę a z nim cały jego urok osobisty  i  wdzięk. Cała trójka nieco nadgryziona zębem czasu, ale nie czepiam się, bo mnie też czas nie omija. Ja nawet rozumiem dlaczego on ciągle dzwoni i ciągle te kawy pijemy. Bo brzuchy wciągamy i rozmawiamy o wartościach transcendentnych, wierze i sensie życia. I o „naturalnym porządku”, teoriach spiskowych i „prawdzie obiektywnej”. Znaczy on mówi – ja słucham.

- Ty weź poczytaj i poukładaj sobie – mówi, bo go trochę irytuje ten mój wyraz niedowierzenia (pewnie wylazło na twarz, że nie mogę własnym uszom uwierzyć)

- Wiesz, co, poczekaj ja sobie jednak wino otworzę – zdecydowałam, że bez znieczulenia nie dam rady – Tobie nie proponuję, bo samochodem jesteś – krzyknęłam z kuchni

Wróciłam i już z niekłamaną fascynacją słuchałam, jak bardzo obce jest mi to, co miał do powiedzenia. W gruncie rzeczy pouczające było to spotkanie. Gdybym nie była przekonana, że nie ma złych intencji, to by mi było przykro.  

A może to ja odleciałam?



środa, 20 grudnia 2017
autocenzura

Nabuzowana mieszanymi emocjami wlazłam trochę w cudze prawo decydowania o sobie. Czyli zupełnie niezgodnie z wyznawaną filozofia życiową. Ochłonęłam, przeczytałam i doszłam do wniosku, że mądrzę się nieznośnie. 

Dlatego wyleciało.

 

 

piątek, 15 grudnia 2017
życzenie na gwiazdkę

Ja poproszę, żeby przyszła ZIMA. Czy Zima mnie słyszy? Może Zima ma kryzys tożsamości i nie bardzo wie, kim jest i jaki jest jej sens? Może Zima wyszła poza strefę komfortu i drogę powrotną zgubiła? A może to jakieś idiotyczne szukanie wgłąb siebie?

Droga Zimo!

Ja Cię zasadniczo nie lubię i chciałabym, żeby tak zostało. Nie lubię mrozu, śniegu, wiatru i nie lubię jak mnie oślepia słońce zwielokrotnione przez wszechobecną biel. Ślizgać się nie lubię, czapek, szalików nie lubię i ducha świat nie lubię (tego z dzwoneczkami). Jesteś do jasnej cholery bohaterką mojego dzieciństwa. Czarnym charakterem wprawdzie, ale zawsze. Jesteś majestatyczną, piękną, groźną Królową dyktującą warunki a nie jakimś rozdygotanym mazgajem, który pozwala w grudniu na letnich oponach popylać. A dziś w tramwaju widziałam chłopaka w tenisówkach i bez skarpet. No proszę Cię!

Ja nie lubię nie lubić, bez solidnych podstaw, bo w środku jestestwa jestem miła. Ty się nie możesz moja droga tak wahać 10 stopni w te czy we wte. Raz deszcz, raz wiatr i raz upał, bo tak to się będziesz do wiosny bujać. A żeby było jasne  - w marcu, to już się raczej powinnaś zbierać.

Zimą to ja robię sweterki na drutach i mam napoczęte robótki z trzech ostatnich lat. Akurat  zależy mi, żeby ten ostatni skończyć.

HU HU HA

środa, 06 grudnia 2017
mój ulubiony człowiek

Upiekłam cegłę. Zamierzałam wprawdzie upiec chleb, ale ja akurat z tych, co pieką kaczkę -dziwaczkę a wychodzi zając w buraczkach. Szarlotka bez jabłek, jajecznica bez jajek, ryba po grecku bez ryby to nasz rodzinna specjalność. Bierze się z:

a)      robienia zakupów „na głodno” – wtedy mam ochotę na wszystko naraz a potem, gdy gotuję, to nie chcę, żeby się marnowało.

b)      fantazji ułańskiej w składnikach zastępczych i łączeniu smaków

c)       stosowaniu miar „na oko” oraz „ups, sypnęło mi się, wpadło, pomieszałam miski*” (Lolka stosuje jeszcze kompletnie dla mnie niezrozumiałe „tyle ile trzeba”. Ja nie mam tajemnej mocy gadania z ciastem i ono mi NIE MÓWI, ile czego chce. Dlatego raczej unikam pieczenia).

Zazwyczaj  jak chcę zrobić coś do jedzenia, wychodzi mi coś do jedzenia. Zazwyczaj też ja zrobię coś niechcący pierwszy raz to wychodzi mi absolutne arcydzieło i nie udaje mi się tego powtórzyć. Tak właśnie upiekłam cegłę.

I-de-al-ną.

Prostopadłościan doskonały, twarda jak beton, zwarta, naturalna i jeszcze pachnąca. Młotkiem się nie da ukruszyć (tu 100% pewności nie mam, bo nie mam młotka, ale mam ciężarek do ćwiczeń używany w charakterze i on cegle rady nie dał). Jestem pewna, że byłaby dobrym  budulcem na katedry. To z przepisu na chleb na zakwasie. Łatwizna. Tylko zakwas, woda mąka żytnia i sól. Proporcji nie podam, bo patrz pkt c).

Kiedyś pierwszy raz robiłam wino z czarnych porzeczek. Wyszło mi najlepsze, wytrawne wino jakie w życiu piłam. Słowo daję. Próbowałam to powtórzyć z miernym już skutkiem. Poirytowana nastawiłam wino z jabłek. Wyszło mi 10 litrów octu. Ale jakiego! Rozeszło się szybko, bo rodzina i przyjaciele wynosili po butelczynie i jeszcze żebrali o więcej. Więcej mi nie wyszło.

Dziecko też mam tylko jedno, bo zupełnie nieplanowane urodziło się idealne. Jak ta cegła.  Naprawdę. Wychowanie wychowaniem, geny genami, ale czasem, kiedy o myślę o córce, to czuję, jakby mi serce otulała ciepła kołderka. Lubię ją, lubię jej obecność, kocham ją, rozśmiesza mnie, czasem irytuje ale częściej wzrusza.

A dziś, dziś ją jeszcze podziwiam i jestem dumna. Dostała staż w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN. Już jakiś czas temu dostała, ale ja usłyszałam „u Nęckiego”, a jedyny jakiego znam to Zbigniew Nęcki. Owszem lubię, ale nie zrobiło to na mnie wrażenia. Dziś poczytałam o Instytucie Nenckiego i się popłakałam.

Ona mi pisze, że to „nic takiego”.

- Mamo, ja tam pomagam a nie robię doktorat

- Mogę się pochwalić?

- Tak, pochwal się, że córka parzy kawę w Instytucie

A dla mnie to wielka rzecz. I wcale nie chodzi o to, że oczami wyobraźni widzę, jak Nobla odbiera. Zupełnie nie o to chodzi. Ta wielka rzecz to obserwacja, że moja córka idzie WŁASNĄ DROGĄ. Od dziecka. Odkąd zaczęła chodzić. Odkąd zaczęła mówić. Odkąd zaczęła dojrzewać. Mówiła, że chce wiedzieć,  jak działa ludzki mózg.  Nie zawsze mogła iść tam gdzie chciała, bo świat nie jest łagodną krainą nieograniczonych możliwości. Ale nie szła tam, gdzie nie chciała. Widzę jak konsekwentnie i odpowiedzialnie wybiera, gdzie postawić następny krok. Widzę jak się czasem waha i jak się czasem boi. Widzę, że teraz nie jest jej łatwo, bo będzie musiała pogodzić studia, staż i pracę. Widzę jak czasem nie lubi być dorosła. Wypuściłam w świat i już nie ja jestem najbliżej, nie uchronię, nie pocieszę, nie pójdę się bić (no chyba, że wezwie, to wtedy wiadomo, jeszcze drużynę zbiorę). Wierzę w nią bardzo. Wierzę, że pójdzie za pasją, za miłością, za swoim „chcę” gdziekolwiek to będzie. Albo będzie badać ludzki mózg, albo będzie piec pierniczki w kształcie ludzkiego mózgu. Albo cokolwiek innego, co będzie lubić.   

Jest mądrym, dobrym i pięknym człowiekiem. Moim ulubionym. I mówi do mnie „mamo”. Idę, bo się usmarkałam.

*niepotrzebne skreślić

wtorek, 05 grudnia 2017
instrukcja

Znalazłam przepis na miksturę super - hiper - mega - giga - rewelka, czy jak to się jeszcze  w tej współczesnej polszczyźnie określa dobre rzeczy:). Mikstura do picia, samo zdrowie, oczyszcza organizm, przywraca młodość i takie tam. 

Czytam:

- sok z cytryny

Cytryn ci u mnie dostatek - wycisnęłam

- jabłko

Jabłko obrałam pokroiłam  i do miksera

- łyżka miodu - dodałam

- łyżka siemienia lnianego – mielone czy w ziarnach? wrzuciłam w ziarnach

- łyżka nasion chia - jest

- pół szklanki wody – akurat mineralna pod ręką

Zmiksowałam. Przelałam do kubka (trochę większy od szklanki)

Spróbowałam.

Dobre.

Wypiłam wszystko.

Czytam dalej: „Przechowywać w chłodnym miejscu, pić codziennie rano trzy łyżki”

Aha.

Jak to szło z tym czytaniem instrukcji do końca?