twierdzę , wątpię , pytam
środa, 17 stycznia 2018
nudna praca

Słyszałam wiele razy, że praca w księgowości to nudy. Nuuudy. Nie wierzcie w to. Mam przyjaciółki w biurze rachunkowym. Przestałam być księgową z dziesięć lat temu, bo to jednak nie na moje nerwy. Zostałam przy kadrach i też bywa ostra jazda bez trzymanki. 

Moja przyjaciółka prawniczka kocha "Na dobre i na złe" a nie znosi wszelkiej maści seriali prawniczych, bo mówi, że się nijak mają do jej prawdziwej pracy. Znajomy lekarz ma dokładnie odwrotnie, w serialach medycznych wkurza go to oderwanie od rzeczywistości za to "Prawo Agaty" owszem lubi. Nie przyzna się publicznie, ale lubi (Agnieszka Dygant go kręci).  Pewna żona policjanta mówi, że owszem mąż ogląda czasem amerykańskie seriale o pracy policji, ale płacząc, zużywa przy tym paczkę chusteczek. Prawidłowość jest mniej więcej taka, że scenariusze piszą laicy,  którzy sobie oczywiście pracę lekarza, policjanta czy prawnika wyobrazić potrafią. Im mniej wiedzą, tym odważniej sobie wyobrażają.    

Nie ma serialu o biurze rachunkowym.

Niesłusznie, ładnie łączyłby wszystkie trzy branże.   

A tymczasem wczoraj do pewnego biura rachunkowego weszła policja (departament do spraw przestępczości gospodarczej) z prokuratorskim nakazem zabrania całej dokumentacji firmy X. Pracownice nie stawiały oporu, nie utrudniały czynności, więc dwaj całkiem przystojni panowie chętnie dali się namówić nie tylko na kawę i ciastko, ale też na pomoc. W rezultacie  dziewczyny przygotowały dokumenty do oddania a panowie  przy kawie zaczęli „sypać”. Że to paskudna sprawa. I że za kare ich oddelegowali. Nikt nie chciał ścierwa tykać kijem do szczotki, ale udziałowcy wzajemnie złożyli na siebie doniesienie o działanie na szkodę spółki, zawiadomienie o przestępstwie defraudacji majątku spółki, nękania, zniesławienia, zakładania nielegalnych podsłuchów i inne. 

A to wszystko miłość, moi drodzy. Historia zaczyna się na jednej z plaż półwyspu Iberyjskiego, kiedy to piękna, długonoga, niebieskooka i blond-włosa  rodaczka na wakacjach  poznaje ognistego Hiszpana. Piorun sycylijski, bratnie dusze, te sprawy. Ona wróciła do Polski zakochana a on dołączył do niej kilka miesięcy później. Rozwiedli się z dotychczasowymi partnerami i  założyli razem firmę X. Ach! Co to była za lovestory! Firma kwitła nie gorzej niż ich miłość. W międzyczasie on zadomowił się w Polsce, kupił posiadłość, w której oczywiście mieli mieszkać razem, ale na razie przeprowadził się sam, żeby dopilnować remontów, dekoracji wnętrz gniazdka.  I mogłoby tak trwać, gdyby pewnego dnia nie przyszła do Onej pewna pani stomatolog- protetyk  i nie rzekła:

- Moja droga, załatwmy to między sobą. On Cię już nie kocha, jest z Tobą wyłącznie dlatego, że łączy was firma i jakiej wspólne zobowiązania. Nie chcę wdawać się w szczegóły, więc mam propozycję. Zapłacę Ci to, co On jest Ci winien i go puść. I niech to zostanie między nami.  

Ona, która się jeszcze nie otrząsnęła po ostatniej upojnej nocy, najpierw zbladła, potem poczerwieniała a potem trafił ją potężny i imponujący szlag.

- No chyba kurwa nie!

Zaangażowała detektywów, zrobiła prywatne śledztwo  i kilka tygodni z  jego wynikami udała się do pani stomatolog. Okazało się, że ognisty Hiszpan bynajmniej się nie ograniczał i kochanek miał kilka. Jakaś dyrektor oddziału banku,  kierowniczka działu podatku VAT w US, ważna urzędniczka w urzędzie gminy. Obie panie zaprzyjaźniły się i pojechały wspólnie na urlop do Egiptu, żeby od wiarołomcy uciec.

Już jednak wiemy, jak gorący piasek działa na Oną. Przywiozła sobie z Egiptu 10 lat młodszego przewodnika wycieczek.  Hiszpanowi rzuciła w twarz zdjęcia z innymi paniami i sucho oświadczyła, że od tej pory łączyć ich będą wyłącznie kwestie zawodowe. Nowego kochanka - nazwijmy go Przewodnik - zatrudniła w firmie na wysokim stanowisku.  

Hiszpan najpierw się kajał i przepraszam a jak przyłapał Przewodnika na rozkosznym tête-à-tête z niedoszłą narzeczoną to teraz jego szlag trafił.

No i od kilku miesięcy mamy wojnę państwa Rose. Robią sobie publicznie awantury,  śledzą się , podsłuchują, zbierają świadków. On wynajął kogoś, żeby obił Przewodnika, ona poradziła życzliwie kochankom, żeby zrobiły sobie badania pod kątem chorób wenerycznych. W rezultacie pewna dyrektor oddziału banku spoliczkowała go i kopnęła w przyrodzenie. Zabierają sobie samochody, blokują dostępy do kont, szkalują się wzajemnie przed kontrahentami i ... podobno znów ze sobą sypiają.

Pewnie nastąpi jakiś ciąg dalszy.  



poniedziałek, 15 stycznia 2018
moja córka się żeni

No może nie tak od razu, ślub w planach za jakieś półtora roku. Na razie nie ma dziewczyny tylko narzeczoną i pierścionek zaręczynowy.

- Powiedziałaś ojcu?

- Mamo, najlepiej będzie jak Ty powiesz ojcu.

Ślub w plenerze, wesele również. Lista gości około 80 osób. Siedem druhen w sukienkach w kolorach tęczy. W Polsce.

Formalnie pobiorą się gdzieś za granicą (może w Londynie, może we Frankfurcie; marga37 pomożesz, jakby co?), ale uroczystej ceremonii sobie nie odmówią. No to zakasuję rękawy i zbieram kasę. W końcu to moja ukochana jedynaczka. 

piątek, 12 stycznia 2018
trudna rola

Mam świetną relację z córką - to na pewno. Bywam okropną mamą i bywam "najlepsza na świecie". Lolka miałaby o czym terapeucie opowiadać. 

Moja przyjaciółka ma syna z zespołem Aspergera. Poszła z nim do przychodni lekarskiej i chłopak zaczął się niecierpliwić. Wiedziała, że jeśli zaraz nie wejdą do gabinetu, to syn wpadnie w histerię. Wszystko nowe, poza schematem, za dużo bodźców naraz. Wzięła pielęgniarkę na stronę i wyżebrała niemal wejście poza kolejką. Ale się nasłuchała: że "zła matka", że "bachor rozpuszczony", że "bezstresowe wychowanie" i szereg innych krzywdzących, niesprawiedliwych opinii. Nikt nie wie, że wkłada znacznie więcej czasu i uwagi w wychowanie dziecka niż rodzice zdrowych dzieci. Nawet najbliższa rodzina, która wie o zaburzeniu dziecka mądrzy się w stylu "potrzebuje dyscypliny", "bądź bardziej stanowcza, przeciez tak nie może być" i inne nikomu niepotrzebne "rady". 

Nie jestem od niej lepszą matką. Nie lubię określenia "lepsza matka". Nie lubię też określenia "dobra matka" ani "zła" anie "gorsza" ani żadnego innego wartościującego rolę. Nie lubię, bo zawsze gdzieś w tle albo komuś się dokopuje, albo poprawia sobie samopoczucie cudzym kosztem.

Córka koleżanki ma anoreksję. Ta koleżanka zawsze była super-mamą i tak była postrzegana. W rutynie zajęć, codziennym pośpiechu zagapiła się gdzieś i uśpiła czujność. Zauważyła, że dzieje się coś niedobrego, gdy problem zaczął być naprawdę poważny. Teraz obwinia się, zapominając, że dzieci nie lepi się z plasteliny. 

Możemy się naprawdę bardzo starać i słuchać rad albo ignorować cudze doświadczenia i polegać na własnym instynkcie, możemy przeczytać sto książek o wychowaniu albo ani jednej i nigdy nie będziemy mieć pewności, że jesteśmy "dobrym rodzicem". Dziecko - dzieło idzie w niezależny od nas świat i broni się albo nie.

I tak to.  

sobota, 06 stycznia 2018
jak łyse konie

- Mamo, czy ty masz żelazko? - zapytała mnie dziś moja córka

Nie "gdzie" mam tylko "czy" mam.

Owszem mam. Po babci. Przydało się dziś. Prasowałam lustro w łazience.

A jakiego pytania córka nigdy mi nie zadała?

- Mamo, czy ty masz kawę?

Zna mnie.

piątek, 29 grudnia 2017
wiele hałasu o nic

W 2018 roku kwota wolna od podatku wynosi 8000zł (słownie: osiem tysięcy złotych)... dla osób, które nie przekroczą przychodu 13000zł w roku.

Czyli dla tych, którzy mają mniej niż pół etatu na stawce minimalnej.

BuhahahahahaHaha

 

środa, 27 grudnia 2017
duch przeszłości

Gdzie ci mężczyźni? pytała Danuta Rinn czterdzieści lat temu i jak widać nadal są poszukiwani. Zimbardo trochę mnie do siebie zraził ostatnimi seksistowskimi wypowiedziami publicznymi. Bardzo za złe mu nie mam, bo facet jednak jest ode mnie dwa pokolenia starszy, więc ma prawo tkwić w realiach kulturowych sprzed pół wieku. Ciekawa jednak jestem tej książki.

Był u mnie z wizytą facet, w którym byłam kiedyś zakochana. Długo miałam do niego słabość. Do tej pory nie potrafię zerwać kontaktu jednym precyzyjnym cięciem i daję się wkręcać w "napijmy się razem kawy". Ja już mu nawet ze dwa razy powiedziałam "weź nie dzwon do mnie, nie mam ochoty na te durne spotkania" a on mi zupełnie bezczelnie odpowiadał "poczekam, zadzwonię za trzy miesiące, może Ci przejdzie". No i przechodziło:).  To jeden z tych uroczych chłopców, którzy potrafią zrobić wrażenie. I taką mam refleksję, że doprawdy tacy powinni być zdecydowanie jednorazową przygodą. Ostatecznie krótkim jak letnia burza romansem. Wspominałoby się miło, może nawet z wypiekami i z biegiem lat nie rosłoby w człowieku to poczucie zażenowania.

Bo oni się nie nadają do życia.

Owszem przemierzą autostopem i piechotą 70 kilometrów w środku nocy, bo akurat zapomnieli powiedzieć "kocham Cię" a bardzo chcieli, zabiją smoka, uwolnią z wieży otoczonej fosą i przytargają cholerną gwiazdkę z nieba. Ale kwiatków „ci” nie podleją, prania nie zrobią i wierni nie będą. Będą opowiadać o podróży dookoła świata, ale zaplanowanie w weekend wyjazdu nad jezioro z dziećmi już ich zdecydowanie przerasta. Takich przyciągam.

Pierwszy dzień świąt po śniadaniu dzwonek do drzwi. W drzwiach – on –  oparty nonszalancko o futrynę a z nim cały jego urok osobisty  i  wdzięk. Cała trójka nieco nadgryziona zębem czasu, ale nie czepiam się, bo mnie też czas nie omija. Ja nawet rozumiem dlaczego on ciągle dzwoni i ciągle te kawy pijemy. Bo brzuchy wciągamy i rozmawiamy o wartościach transcendentnych, wierze i sensie życia. I o „naturalnym porządku”, teoriach spiskowych i „prawdzie obiektywnej”. Znaczy on mówi – ja słucham.

- Ty weź poczytaj i poukładaj sobie – mówi, bo go trochę irytuje ten mój wyraz niedowierzenia (pewnie wylazło na twarz, że nie mogę własnym uszom uwierzyć)

- Wiesz, co, poczekaj ja sobie jednak wino otworzę – zdecydowałam, że bez znieczulenia nie dam rady – Tobie nie proponuję, bo samochodem jesteś – krzyknęłam z kuchni

Wróciłam i już z niekłamaną fascynacją słuchałam, jak bardzo obce jest mi to, co miał do powiedzenia. W gruncie rzeczy pouczające było to spotkanie. Gdybym nie była przekonana, że nie ma złych intencji, to by mi było przykro.  

A może to ja odleciałam?



środa, 20 grudnia 2017
autocenzura

Nabuzowana mieszanymi emocjami wlazłam trochę w cudze prawo decydowania o sobie. Czyli zupełnie niezgodnie z wyznawaną filozofia życiową. Ochłonęłam, przeczytałam i doszłam do wniosku, że mądrzę się nieznośnie. 

Dlatego wyleciało.

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38