twierdzę , wątpię , pytam
wtorek, 17 stycznia 2017
instrukcja obsługi mas za Noamem Chomsky

1 – ODWRÓĆ UWAGĘ

Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).

2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE

Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

3 – STOPNIUJ ZMIANY

Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980. i 1990.: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

4 – ODWLEKAJ ZMIANY

Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

5 – MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA

Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat” (zob. Silent Weapons for Quiet War).

6 – SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI

Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

7 – UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI

Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War).

8 – UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM

Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

9 – ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY

Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

10 – POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE

Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.

 

Nadal uważacie, że Kaczyński to idiota/oszołom/głupek/człowiek chory psychicznie? 

 

 

uzupełnienie za racjonalistą:

 

Poul Romskey: Noam Chomsky zaprzeczył autorstwu tego tekstu w odpowiedzi fizykowi Jean Bricmontowi w październiku 2010 roku stwierdził: „Nie mam pojęcia, skąd to pochodzi. Nie stworzyłem tej kompilacji, nie spisałem i nie zamieściłem jej w internecie. Wielu ludzi zauważa podobieństwo z tym co napisałem tu czy tam, ale na pewno nie zrobiłem tego w tej postaci lub w postaci listy". Dzieje tego tekstu są starsze, lecz autor pozostaje wciąż anonimowy. Nad pierwowzorem (Silent Weapons for Quiet War) pochylało się wielu ekspertów (w tym specjaliści CIA) stwierdzając, że nie napisał tego amator. Co ciekawe jednak, przedstawione w liście tezy są zbieżne z wynikami prac wielu socjologów, psychologów, medioznawców. Tekst stanowi wciąż zagadkę, stał się „teorią spiskową". O jego popularności — jak sądzą badacze — zadecydowało to, że jest napisany w formie instrukcji a nie analizy.

 

uzupełnienie moje:

Niepotrzebnie się Chomsky wypiera moim zdaniem, bo na pewno jego teksty mogły być inspiracją do powstanie tego swoistego "dekalogu". Wyparł się formy ale trudno zaprzeczyć treści:)






poniedziałek, 16 stycznia 2017
ja - milijon, ja - w służbie i ja pierdolę

 

Jak tak czytam obrońców Kijowskiego, tych co "murem za Mateuszem" i tych co wyzywają od zdrajców zadających pytania, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że  niczym się doprawdy nie różnią od wyznawców prezesa. Filozofia Kalego wciąż króluje na scenie politycznej. Wytkniesz kłamstwo i usłyszysz, że tamci kłamią bardziej.

Nie moi drodzy - nie chodzi o skalę zjawiska chodzi o ZASADĘ.

Póki nie pojawią na scenie politycznej ludzie broniący zasad, póty będzie kwas.

Nie przekreślam KODu, bo Kijowski się skompromitował. Myślę nawet, że chłodna dezaprobata ze strony sympatyków  komitetu byłaby politycznie znacznie lepszą reakcja niż lincz z jednej strony i histeryczna obrona z drugiej. Bez zamiatania pod dywan, ale też bez onanizowania się Kijowskim trzy pokolenia wstecz i dwa do przodu.

Niestety, wychowani w kulcie romantycznej literatury, kochamy oddawać w rząd dusze. Oszczędźmy sobie ewentualnego wstydu za ślepą wiarę w przywódców, którą słusznie wyśmiewamy w państwach totalitarnych. Jesteśmy w niebezpiecznym miejscu historii, nie wszyscy ocalejemy prowadzeni na rzeź.

W polityce podział na PIS i resztę świata jest podziałem przekłamanym. Prawdziwe różnice dotyczą wizji i postaw.

I  MY i ONI dzielimy się na tych, co nie wyobrażają sobie silnej grupy bez świętego przywódcy i na tych, co zasadniczo mają w dupie. Jest jeszcze trzecia najmniej liczna grupa, to ci wariaci od zasad.


” Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności.”

Ludzie, którzy w potrzebują WODZA są przywiązani do jakiegoś ustalonego porządku, zasad wyssanych z mlekiem matki, wpojonych w procesie wychowania i socjalizacji.  Nie ważne jakie to zasady i jaki porządek, ważne, że ustalone poza JA  a  JA MUSI je PRZYJĄĆ. Dekalog, prawo, prawo naturalne (rozmaicie rozumiane), prawo rynku, katechizm, program partii. To ludzie, którzy wierzą w większość, „prawdę po środku”. Za potrzebą posiadania przewodnika idą idee, symbole, rytuały a przed nią idą  AUTORYTETY.  Ludzie ci wiele wybaczą, w imię „wyższych celów”, „mniejszego zła”, utrzymania wspólnoty, utrzymania władzy, „coś za coś”. Łatwiej im żyć, kiedy pokładają wiarę w kimś(czymś), kiedy mogą komuś (czemuś) ufać tak bardzo, żeby móc działać zgodnie z „instrukcją”.  Wyznają  różne „religie”, stosując te same metody, mówią tym samym językiem.  Jedni krzyczą „prawda , honor, ojczyzna” drudzy „trybunał, demokracja, konstytucja” a ich „święci”  liderzy chcą władzy, kasy i seksu. 

„Kiedy mówisz mi: są bezpieczne wyspy. Nie wierzę!
Kiedy mówisz mi: burzę trzeba prześnić. Nie wierzę!
Kiedy mówisz mi: światło musi przeżyć. Nie wierzę!
Kiedy mówisz mi, że wierzysz, wierzysz, wierzysz. Nie wierzę!
Mam dość! Nawiedzonych kochanków
Mam dość! Histerycznych poranków
Mam dość! Świętej wojny od święta
Losy świata nie leżą w naszych rękach”

Ci, co zasadniczo mają w dupie są po prostu tym cyrkiem zmęczeni. Jest im obojętne, czy  minister spraw zagranicznych nawiązał stosunki dyplomatyczne z Hogwartem i co powiedział Kaczyński o uchodźcach. I w ogóle, kto to jest Kaczyński? Oni chcą żyć. I mieć.  A że to w większości ludzie przyzwoici są, to chcą mieć i być w miarę uczciwie. To  ci, dla których bliższa  ciału koszula niż jakieś autorytety. Świata naprawiać nie zamierzają, zamierzają się w świecie ustawić.  Zawsze będą robić to, co im się bardziej opłaca, będą wychodzić naprzeciw swoim potrzebom. Na wybory pójdą albo nie „bo pada”, petycję podpiszą jak ich dotyka, księdza po kolędzie wpuszczą, na WOŚP dadzą, rozwiodą się jak trzeba, pojadą w świat za pracą albo będą czekać na to, co im się należy. „Co nie jest zabronione, jest dozwolone a jak czegoś nie wolno, ale się bardzo chce (i nikt nie widzi), to można”.  

Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę!
O prorokach, dusz władcach, że byli, słyszałem,
I wierzę; lecz co oni mogli, to ja mogę,
Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz,
Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz.”

 

Trzecia grupa to ideowcy, liderzy, terroryści,  pasjonaci, wariaci, wizjonerzy, psychopaci, geniusze i kompletni idioci gotowi świat zmieniać i naprawiać według własnych wizji. Przekonani o własnej  racji/misji/wyjątkowości będą ciągać za sobą tłum, albo iść pod prąd, albo zakopią się w schronie we  własnym ogródku. Każdą ideę obwąchają nieufnie dwa razy i przefiltrują przez sito własnych przekonań. To specjaliści od zawracania Wisły kijem, porywania się z motyką na słońce, przesuwania bardzo szeroko rozumianych granic (granic przyzwoitości i absurdu też). Wszystko potrafią poddać w wątpliwość  z grawitacją włącznie, w każdym idealnym porządku dziurę znaleźć.  Własnym oczom nie uwierzą, jeśli im się widok „nie zgadza”, ale  żadna teoria spiskowa nie będzie niemożliwa, jeśli wyda się wiarygodna. Mogą wierzyć w czary, horoskopy, przepowiednie, tajemne moce  i cały ten metafizyczny bajzel, w zamach smoleński, w UFO, ale tylko w wybranym przez siebie zakresie. Autorytety mają na użytek własny, skrojone na miarę. Wszystko widzą przez pryzmat  JA, bo w sobie mają źródło swojej siły. Albo słabości.   

Nie chciałam wartościować, nie wiem, czy mi się udało. Tu nie ma złej i dobrej drogi. To kwestia sposobu na życie i realizować go można w sposób szlachetny albo parszywy.  

Ja się widzę w grupie trzeciej, ale spokojnie, nie zamierzam kariery politycznej robić. A wy?


czwartek, 12 stycznia 2017
nałogi

Lubię Lolkę między innymi za to, że potrafi mnie zainspirować, zachwycić, rozśmieszyć. Mogę z nią rozmawiać i mogę z nią milczeć. Nauczyła mnie więcej niż ja ją i wciąż mnie uczy. Gdyby nie była moją córką, to przepadło - nie oddam. „Gdyby nie była…” w kontekście – filmów się naoglądałam o zamianach dzieci w szpitalu.

Dziecko mi podrzuciło podręcznik do nauki koreańskiego i „Mury i wyłomy czyli bariery szanse” Naomi Klein. Wsiąkłam w Klein, od razu zrobiłam przesunięcia budżetowe (nie miałam w tym miesiącu przewidzianych wydatków na książki, miałam sobie buty sportowe kupić ) i zamówiłam „No logo” a przy okazji, idąc tropem „wykształcony człowiek powinien” (no przecież buty nie miały być za 45 zł), „Klechdy sezamowe” Leśmiana i wiersze Tuwima.

Klein mnie dotyka do żywego tak bardzo, że zupełnie nie mam dystansu. To co pisze, przyjmuję jak własne, pasuje mi do światopoglądu jak kiecka szyta na miarę. Tak bardzo się z nią zgadzam, że w tramwaju biorą mnie za jednostkę dotkniętą choroba sierocą. Oczywiście jestem przejęta, wszystko rozumiem i chcę zarażać. Postaram się jednak najpierw ochłonąć:). Ostatnio tak bardzo zafascynowana byłam Davidem Eagelmanem.

Wieści z naszego lokalnego politycznego ogródka staram się ograniczać, bo mi robią źle. Nie znoszę tej przesadnej egzaltacji tym, co ktoś powiedział a czego nie powiedział, tego dzielenia na mych i onych, i tej powodzi „sensacji”, gdzie równie ważne wydają się uchwalenie budżetu, okupacja sejmu i wyjazd Petru na Maderę. No litości, nie chcę być Kapciuszkiem tracącym czas na wybieranie maku z popiołu. Czytam, co bądź chaotycznie i potem muszę się odtruwać.

 

Trafiłam na reportaż Justyny Kopińskiej w Dużym Formacie*, prześledziłam aferę Mateusza Kijowskiego i poczytałam sobie na stronie oficjalnej Ordo Iuris ich manifest programowy. I wiecie co? Urzekła mnie w każdym przypadku ta niezłomna wiara w swoją rację. Ta pewność. To fascynujące jest.

Ja wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale LUDZIE są DOBRZY. Nie wszyscy i nie zawsze robią dobre rzeczy ale wszyscy i zawsze znajdą usprawiedliwienie czy wymówkę dla zła, które zrobią. Tak sądzę ja. I Arystoteles. 

A teraz udam się na emigrację wewnętrzną na wyspę Jeju.

*księdzu z tego reportażu życzę wszystkiego najgorszego w życiu doczesnym i długiego umierania w bólu. A po śmierci niech mu jego bóg wybaczy, nie będę się wtrącać. Byle nie wcześniej.



środa, 11 stycznia 2017
W nowy rok

Wspólna praca  to trudna relacja i nie zawsze zależna od sympatii. Mam przyjaciółkę, którą kocham, ale gdybyśmy miały razem pracować, to krew by się lała strumieniem. Miałam koleżankę, z którą siedziałam trzy lata w jednym pokoju i nie wiem, czy wymieniłyśmy  w tym czasie dwadzieścia niesłużbowych zdań. Uwielbiałam pracę z nią, ale nic o sobie nie wiedziałyśmy.  Najczęściej odnajduję się gdzieś pomiędzy tymi ekstremami. 

W styczniu minęło sześć lat odkąd jestem w Olsztynie i jednocześnie sześć lat pracy w tej samej firmie. Mój absolutny rekord. Wcześniej zmieniałam pracę kilkanaście razy, mój poprzedni rekord wynosił 3 lata (słownie: trzy). Moja szefowa mnie na szczęście zna i wie jak zagospodarować to śmigło, co mi się w tyłku włącza czasem. Lubię swoją pracę ale przede wszystkim lubię ludzi, z którymi pracuję. Siedzę ramię w ramię z Justin, która ma tę zaletę wadę cechę, że jest ze mną doskonale kompatybilna. ("Justin chcesz witaminę C z rutyną?", "Wolałabym taką z odrobiną szaleństwa")

Sześć lat. Sześć dobrych lat.

Podoba mi się i droga, i widoki, i towarzystwo.

 

 

czwartek, 10 listopada 2016
oto życie jest

Lolka kupiła mi kubeczek menstruacyjny a potem wysłuchała wybuchu paniki, że mam braki w edukacji seksualnej, nienormalną budowę ciała i grube palce. A w ogóle:

- Jestem beznadziejna i jeszcze rozmawiam o tym z córką - dodałam prawie z płaczem

- Matko moja jedyna! Uspokój się. Nie masz wprawy a tego (jak wszystkiego innego na świecie) musisz się NAUCZYĆ. Relax i nic na siłę - okazała cierpliwość Lolka - i nie jesteś beznadziejna. Inne matki nie mają problemu, jak proszą dzieci o pomoc z komputerem. Zademonstruję ci w domu na kieliszku jak przyjadę.

Śląc sms- rozpaczliwce, wspomagana rzeczową Lolką - przetrwałam. Po pierwszym miesiącu z kubeczkiem (jeszcze się nie lubimy, ale czuję, że to kwestia czasu) doceniam: wygodę korzystania z toalety, komfort w kąpieli i oszczędność na kasie. Denerwuje mnie, że muszę się nauczyć obsługi i zwyczajnie nabrać wprawy.

Lolka przyjechała i przeprowadziła ze mną profesjonalny test inteligencji WAIS. Miałam obawy, przyznaję. Dwie godziny mnie maglowała. Wyszło mi mniej niż przypuszczałam (mały prztyczek dla ego przekonanego o własnym geniuszu) ale nadal ponad przeciętną, więc się przyznam. 128 w skali wechslerowskiej. Z możliwością odchyleń plus/minus 11 czyli od 117 do 139. Umiem rozwiązywać zadania matematyczne w pamięci, powtórzę bez błędu 7- cyfrowy ciąg w te i wewte, układam klocki i puzzle, znam kilka faktów i rozumiem wiele słów. Nie poczułam się mądrzejsza. Jeszcze nie wiem, co poczułam.

Podrzucili mi podobno te godzinę, co ja ukradli wiosną, ale nie zauważyłam, bo spałam.

Prowadziłam dziś szkolenie w Iławie. Miałam pociąg o 6:15 z Olsztyna. Zaspałam. Byłam tak nieprzytomna, że taksówkę zamówiłam na poprzedni adres zamieszkania. Całe szczęście, że mam kartę stałego klienta, to mnie dopytali. Taksówkarz - trąba wysadził mnie na wylocie z Olsztyna  w miejscu, gdzie nie wolno się zatrzymywać, a ja - druga trąba - zauważyłam to dopiero jak wysiadłam. Cóż. Dojechałam do Iławy autostopem i się nie spóźniłam, ale nigdy więcej. NIGDY WIĘCEJ. Wstawanie na szóstą jest nieludzkie. Będę na szkolenia jeździć dzień wcześniej i nocować.

 

 



środa, 09 listopada 2016
quo vadis?

Putin, Orban, brexit, Kaczyński, Trump, Erdogan i co jeszcze?

A Biedroń mówi, że to wszystko przez to, że się nie interesujemy.  Jako społeczeństwo się nie interesujemy, nie rozliczamy z obietnic, nie pilnujemy, nie kandydujemy, nie głosujemy, nie słuchamy i mamy pretensje.  

Naprawdę będzie dobrze dopiero wtedy, gdy 30 milionów (w skali naszego kraju) ludzi  będzie śledzić wypowiedzi i poczynania tysiąca ludzi na najwyższych szczeblach Państwa? Mam wątpliwości, że to w ogóle możliwe. Skoro ja (raczej ponadprzeciętnie się interesująca) wiem o polityce tak niewiele i, żeby to zmienić, musiałabym poświęcić na dokształcanie  się  co najmniej kilka godzin w tygodniu kosztem pracy, pasji, zdrowia lub relacji z przyjaciółmi, to od razu wam mówię, że nie zamierzam.

Nie jestem przekonana, że tędy droga.

Moja przyjaciółka ma 17-letnią córkę. Czasem ma wątpliwości czy dobrze robi, że pozwala jej chodzić na imprezy.

- Oczywiście, że dobrze robisz – upewniam ją – nic nie wskórasz zakazami. Pamiętaj tylko, żeby jej powtarzać za każdym razem „Mam do Ciebie zaufanie, kochanie”. To działa.

Wiem, że ten przykład miałby jakąś moc, gdybyśmy mieli dobrze wychowaną, porządną klasę polityczną. Taką, która nie chciałaby zawieść zaufania.

Nie mamy.

Nie wiem, gdzie zabłądziliśmy w rozwoju ludzkości i jak temu zaradzić, ale mam pewność, że nikt nie chce być złym człowiekiem, choć każdy wiele  usprawiedliwień potrafi znaleźć dla robienia złych rzeczy.

Mamy polityków, którzy od dawna nie liczą się z wyborcą, bo nie mają z nim kontaktu. Liczą się z liderami partii, sponsorami kampanii, kościołem i urabiają sobie media, bo od tego zależy ich polityczne być albo nie być. O  nasze głosy  w wyborach będą zabiegać specjaliści od wizerunku za pomocą reklam i sondaży, kościół  (jego głosem  milczy zgodnie kilka milionów wiernych) oraz media (te w służbie i te mające ambicje dziennikarskie).

Odpuściłam sobie marsze i protesty, bo mam naprawdę serdecznie dość. Dość tematu aborcji, dość „kontrowersyjnych” (to takie ładne słowo na „głupie”) wypowiedzi polityków, publicystów i samozwańczych liderów. Obecnej sytuacji nie zmieni nawet  obalenie rządu. Zdecydowanie jestem przeciw scenariuszowi ukraińskiemu. My – społeczeństwo  (przypadkowe) - niczego na Majdanie Bis nie zyskamy. Nawet satysfakcji.  

Co możemy zrobić we własnym zakresie? Możemy być porządnymi ludźmi. Możemy dotrzymywać słowa, dbać o dzieci (te żywe, nie hipotetyczne), sprzątać po sobie. Możemy nie porzucać zwierząt w lesie, nie oceniać cudzych wyborów życiowych, nie życzyć komuś źle, nie bać się.

Możemy przestać karmić media i kościół, możemy odebrać im rząd dusz.  To jest realna władza i tu każdy „klik”, każdy słupek oglądalności, każda wydana złotówka się liczy.  Postawmy na edukację i komunikację a  za dwa – trzy pokolenia znów silniej przemówi do nas  „szkiełko i oko”.

I już od teraz bardzo proszę, możemy nie krzyczeć na siebie ani do siebie?



poniedziałek, 10 października 2016
buzia w ciup czyli morda w kubeł

Rzecz będzie o przeklinaniu, bo mnie zainspirowała moje-waterloo. Bardzo się z nia zgadzam i chciałabym dorzucić trzy grosze.

Czy ja klnę? I owszem czasem klnę a nawet przeklinam. Uwielbiam język polski we wszystkich jego barwach i staram się używać adekwatnie do sytuacji. A sytuacja czasem zobowiązuje.

sytuacja 1

Moja Mamut klęła przepięknie a mi zabraniała używać nawet słowa "cholera". I ja przy Mamucie zaklęłam raz. Pisałam o niej wielokrotnie, wiecie, że była Dyktatorką. Gdyby była władczynią małego państewka, to panowałby w nim porządek idealny z egzekucją raz w tygodniu dla przykładu.

Otóż ta Mamut jechała kiedyś ze mną samochodem ze Słupska. W Słupsku byłyśmy z kilkudniową wizytą, gdzie odgrywała rolę idealnej babci pachnącej szarlotką, co musiało ją zmęczyć. W samochodzie zaczęła mi gadać. Nie rozmawiać, nie mówić do mnie, tylko gadać.

- Po co ty te światła palisz, jasno jest?

- Obowiązek jest

- Czemu ty do Torunia jedziesz? Ja nie chcę do Torunia? 

- Mamo, do Olsztyna jadę.

- Ty nie rób ze mnie głupiej ja wyraźnie widziałam, że tam było napisane Toruń.

- Droga na Toruń, ale potem skręcimy do Olsztyna

Kilka minut później przy kolejnym drogowskazie, dostała jakiegoś zaćmienia i włączył jej się LAMENT.

- Co za dziecko, zupełnie mnie nie słucha, mówię, że do domu, a ta mnie do Torunia ciągnie i jeszcze kłamie, myśli, że ja głupia jestem, światła włączyła, jakby ślepa jakaś była. Ślepa i głucha i mogę tak mówić jak do ściany, dlaczego mnie bóg tak pokarał? 

- Mamo, ja cię bardzo proszę, nie denerwuj mnie. Daję Ci słowo, że jedziemy do domu, najkrótszą drogą a światła nie ciągną paliwa. 

- Wszyscy jadą bez świateł tylko TA ma fanaberię. Paliwa nie ciągnie, akurat, Czesiek mówił, że ciągnie

- Wszyscy jadą na światłach a Czesiek nie mówił, że ciągnie - starałam się być spokojna, ale łatwo nie było

- Czwarte: Czcij ojca swego i matkę swoją. To taki straszny grzech matkę okłamywać, ale ona boga w sercu nie ma i prawdy nie lubi.  I czego ja się doczekałam za moje matczyne serce? "Nie denerwuj"! Do matki. Zupełnie bez szacunku. I ja tak mogę jak tym grochem o ścianę. Się nie będę odzywać, bo mi "nie denerwuj" powie. Słówkiem się nie odezwę, ale ona jeszcze zobaczy. Jak ja oczy zamknę, to jej wtedy matki zabraknie. I pożałuje, że mnie do Torunia  wlokła.

I tu moi drodzy czerwona zasłona spadła mi na oczy. Zatrzymałam się akurat na stacji benzynowej, otworzyłam jej drzwi i rzuciłam krótko:

- Wypierdalaj

Ona wysiadła, ja odjechałam. Zawróciłam po kilkunastu kilometrach. Byłam przygotowana na płacz i histerię. Miałam przygotowaną mowę, że prowadzę, że mogę spowodować wypadek jak będzie tak gadać. Byłam gotowa przysięgać i przepraszać. Zajechałam pod stację. Wyszła z kawą i zakupami.

- Kupiłam Ci batonik, do łazienki nie chcesz? Czysto tu mają- zaszczebiotała jak gdyby nigdy nic.

Do samego domu była aniołem i nigdy przenigdy nie wypomniała mnie tego "wypierdalaj". A była mistrzynią wypominania. To, że nie odrabiałam w szóstej klasie pracy domowej z matematyki wypominała mi dwanaście lat.

sytuacja 2

Moje dziecko długo wierzyło, że od przeklinania się się brzydnie (tak, wmawiałam dziecku takie rzeczy, ale w końcu o czymś kiedyś musi psychoterapeucie opowiadać). Potem ją chciałam wrobić w "treotralwe" lub "motylą nogę" ale się nie przyjęło. W trzeciej klasie podstawówki od Wojciecha Jagielskiego w jego programie Lolka usłyszała słowo "kuźwa" i użyła przy matce. Znaczy przy mnie, bo ona się nie kryła przede mną z emocjami. 

- Córeczko najdroższa - powiedziałam jej - nie ma takiego słowa jak "kuźwa". Nie ma też słów "kurna", "kufa" czy inna "kuuuuwa".  Język polski jest piękny i nie nie ma żadnego powodu, żebyś zniekształcała tak piękny wulgaryzm jak "kurwa". W pisowni przez "u" otwarte. "Chuj" też "u"  otwarte i "ce-ha". I ja cię bardzo proszę, jeśli już musisz zakląć,  to klnij poprawnie po polsku i bierz za to odpowiedzialność. Te wszystkie  "kuźwy" i "kufy" to są śmieci, a ja nie zniosę zaśmiecania języka. Wulgaryzmów nie używaj  zamiast przecinka w zdaniu, ani wtedy kiedy nie wiesz, co powiedzieć. "Kurwa" ma podkreślać emocje, ma język wzbogacać a nie zubażać.

Lolka sobie wykład do serca wzięła i klnie poprawnie, w kontekście i w sytuacjach. Czasem mnie denerwuje ale odpuszczam jej. A raz nawet byłam dumna. Kiedyś, przy mojej znajomej, zagapiła się i wlazła w ogrodzenie. Nabiła sobie guza, stłukła okulary i zaklęła szpetnie:

- No, kurwa! Drugie okulary!

Znajoma się zgorszyła i postanowiła ją pouczyć

- Ach, jak nieładnie! Grzeczne dziewczynki nie przeklinają!

- Ja przeklinam - powiedziała spokojnie Lolka

Synowie znajomej, zwracali się do siebie pieszczotliwie "spadaj, cwelu", do dziewczynek mówili "ssij mi", co było komentowane czule:

- To tylko chłopcy. Wyrosną.

Nie sądzę. 

sytuacja 3

Klnę na polskich serialach. Ostatnio oglądałam z Lolką odcinek "Prawa Agaty".  Córka poszła zrobić kawę a tymczasem na ekranie:

Facet, którego Agata uważa za przyjaciela, robi coś za jej plecami i wbrew jej  woli, bo uważa, że tak będzie dla Agaty lepiej. Kiedy sprawa wychodzi na jaw, ona mu mówi : "Mówiłam Ci, że tego nie chcę" i wychodzi. On wychodzi za nią i urażonym tonem mówi:

- Agata, co ty wyprawiasz? - najwyraźniej oczekując podziękowania

- Co JA wyprawiam? - pyta zdziwiona Agata

- Spierdalaj - odpowiadam mu głośno ja i od razu wołam do córki w kuchni - Ty słyszałaś, co on jej powiedział??? Powiedział " Agata, co ty wyprawiasz?"!

- Niech spierdala - odkrzykuje moja nać.   

 

Epilog

I tu podkreślę, że ja owszem klnę i dziecko kląć nauczyłam, ale wulgarności unikam. Nie używam "kurwy" jako obelgi, nigdy, ani jako argumentu. Czasem nazywam facetów "chujami" ale wierzcie mi tylko wtedy, gdy zasługują. Nie lubię słów "wyjebane" i "zajebisty" i całej rodziny słowa "jebać". Unikam. Pozwalam sobie na "pierdolenie" i "spierdalanie" plus pochodne ale nigdy w związku z seksem. Bywam "wkurwiona" i "kurwuję" (ostatnio częściej, bo śledzę to, co się w kraju dzieje) Znacznie rzadziej niż znani mi mężczyźni na tzw. poziomie. Bo soczysta "kurwa mać" w ustach faceta jest jak cygaro a kobiecie "nie przystoi". 

Mnie nie zgorszyło hasło "moja cipka to nie twoja broszka". Zgorszyło mnie nazwanie protestu przeciw barbarzyńskiej ustawie  "marszem czarnych cip". Oburzanie się na dosadny język kobiet jest próbą dyscyplinowania nas i odsyłania na "swoje miejsce". To miejsce, w którym "grzeczne dziewczynki nie przeklinają".

- Ja przeklinam


   

      

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31