twierdzę , wątpię , pytam
niedziela, 07 października 2012
kataklizmy
Miałam trzynastodniowy  urlop. Byłam głównie na wsi, w okolicach Dormans, miasteczka dwa razy mniejszego od rodzinnego Orłowa:). Wstąpiłam na trochę do ds (kolejna znajomość blogowa przeniesiona do realu:) do Paryża.

Nie jestem typem turystki podziwiającej zabytki, więc zamiast łazić po mieście przeczytałam sobie książkę. Zostawiłam u ds żakiet, więc będę musiała wrócić. Może wtedy zobaczę wieżę Eiffla:)

Z powrotem zdecydowałam się wracać autokarem. Wyjechaliśmy w poniedziałek rano. We wtorek po południu byłam już w domu.
Córka czekała na mnie prawie tak stęskniona jak ja. Wyszła po mnie na dworzec:
- Marzę o porządnej kawie i kąpieli. Doba w podróży a u ds wczoraj rano przed wyjazdem umyłam tylko zęby.
- Mamuś, odłączyli nam internet! Zapłaciłaś rachunki? Zdałam teoretyczny na prawo jazdy, jeszcze się nie umówiłam na jazdy. Ty wiesz, że podobno na pierwszej lekcji już jedzie się na miasto?! A jak kogoś zabiję? U babci bez większych zmian, pisałam ci zresztą. W domu posprzątane, nie ma nic do jedzenia - pobieżnie odpowiedziała Lolka
- Nie mamy internetu?! Cholera jasna! - zdenerwowałam się - Zadzwonię na infolinię i zapytam o co chodzi. Może to awaria? Rachunki zapłaciłam.  Torbę serów przywiozłam, wino otworzymy. Kawa jest?
- Powiedziałam, że nie ma nic do jedzenia a nie, że bieda.
No tak. U nas poziom biedy mierzy się istnieniem kawy.
W domu mojej Mamut zawsze były zapasy mąki, cukru, mięsa, wódki na wypadek wojny. Siostra już składu dla pułku wojska nie posiada, ale zawsze ma pełną lodówkę. U mnie nie może zabraknąć kawy.

Minęłyśmy jakąś koparkę pod blokiem.
- Uwielbiam wracać do domu
- Nie ma wody
- Jednak tutaj jest moje miejsce na ziemi...
- Nie ma wody!
- Słucham? Jak to?!
- Mamy dwa litry mineralnej, więc kawę dostaniesz. Może to chwilowe.
- Nie ma wody, nie ma internetu, kto podpieprzył cywilizację?!

Przestałyśmy mieć złudzenia, że to chwilowe, kiedy pod blok podjechał beczkowóz z wodą.
- Cholera, uszkodzili coś tą koparką!
W nerwach włącza mi się tryb awaryjny i zaczęłam działać. Lolka mnie rozpakowała. Z praniem, flaszką wina i bielizną na zmianę poszłam do przyjaciółki. Na infolinii dostawcy internetu ustaliłam, że właścicielce skończyła się we wrześniu umowa. Powiedzieli, że owszem, mogę podpisać umowę na siebie, ale internet będę miała dopiero w poniedziałek. Błagałam, żeby szybciej, straszyłam konkurencją ale infolinia była nieugięta.
W środę rano zrobiłam się na bóstwo, uzbroiłam w dekolt i poszłam do oddziału olsztyńskiego. Postanowiłam załatwić rzecz "na blondynkę". Upatrzyłam sobie pana z obsługi klienta, na którym wyraźnie zrobiłam wrażenie.
- Przepraszam bardzo, ale ja mam taki problem i mam nadzieję, że mi pan pomoże - zagaiłam starając się wyglądać ładnie i bezradnie. Podkreśliłam, że chcę internet DZISIAJ. Pan usiłował mi wyjaśniać procedury, terminy, ograniczone możliwości.  A ja zupełnie nie mogłam tego zrozumieć i z ufnością patrzyłam panu w oczy.
- Ależ na pewno pan coś wymyśli, przecież ja nie mogę czekać do poniedziałku.
Nie ma na świecie mężczyzny, który zignoruje zupełnie pokładaną w nim wiarę. Pan wykonał parę telefonów, poprzestawiał coś w systemie i tryumfalnie ogłosił zwycięstwo.
- A jutro rano może być?
Podziw mój był szczery i ogromny i nie omieszkałam go wyrazić.
Dopełniliśmy formalności i umówiliśmy się na kawę.
Jak wróciłam, była już woda. Jestem w domu.

W pracy odgruzowuję biurko.




piątek, 05 października 2012
po powrocie

Poszwendałam się nieco po Europie.

Po pierwsze, to doprawdy nie musimy (My, Polacy) mieć kompleksów. Po drugie:

Olsztyn to najładniejsze miasto na świecie.

Kocham Olsztyn. No może jeszcze wbrew wszystkiemu przed czym uciekam, kocham też moje rodzime Orłowo. Ale Orłowo kocham tak, jak się kocha rodziców. Trochę z obowiązku, trochę jest ta miłość w DNA wpleciona. Dzieciństwo, sentyment, korzenie,  itp. Potem człowiek dojrzewa, szuka własnej drogi i swojego miejsca na ziemi.

Olsztyn jest jak pierwsza miłość. Taka, kiedy się ledwie panuje nad emocjami i się kocha bezkrytycznie, intensywnie i bezrozumnie. Olsztyn jest moją pierwszą miłością. Jest jak punkt odniesienia, jak wzorzec metra w Sevres. Podobało mi się wiele innych miejsc. Niektóre kochałam bardziej, ale krótko. Wracam do Olsztyna, następuje charakterystyczne "klik" i jestem u siebie. Nie jest to miejsce doskonałe, denerwuje mnie, irytuje i czasem na Olsztyn narzekam. Ale niechby ktoś złe słowo...

Nie zamykam się. Może kiedyś stąd wyjadę. Może do Mumbaju a może do jakiejś andaluzyjskiej wsi. A może nie. Duża już jestem. I mądra. Prze-a-na-li-zu-ję   sobie.

A jutro opowiem o szwendaniu po Europie.


czwartek, 26 kwietnia 2012
klauzula sumienia

Wierzę w boga jako byt istniejący w głowach miliardów ludzi, jako inspirację wielu dzieł literatury i myśli filozoficznej, jako ideę. Trochę tak jak z krasnoludkami czy smokami. Trudno mi po po prostu zignorować ludzką potrzebę wiary w jakąś praprzyczynę istnienia świata i podstawę sensu istnienia. Bóg jest obecny jako idea, jest pojęciem rozumianym i rozpoznawalnym (pojęciem abstrakcyjnym dla mnie) czy mi się to podoba czy nie. Nie wiem, czy świat bez wiary byłby lepszy. Obawiam się, że ci którzy są przyzwoici, bo boją się gniewu bożego, mogliby przestać być przyzwoici, gdyby udowodniono im nieistnienie" boga. Myślę, że potrzeba wiary (w oderwaniu od rozumu) jest tak silna, że jeśli "upadnie" Jezus, to pojawi się Lenin, Amway czy inny bóg. Szanuję ludzi wierzących w boga, w rozumieniu potocznym jestem jednak ateistką, bo w swoim życiu nie uznaję zwierzchnictwa siły wyższej. Zwłaszcza obca jest mi idea permanentnej inwigilacji. Boga na użytek własny posiadam.

Ale mam osobistą pretensję do ludzi wierzących w boga pod sztandarem chrześcijaństwa, islamu czy judaizmu. Do tych przyzwoitych mas ludzi, którzy swoją wiarą "nikomu nie robią krzywdy" i starają się żyć wg idealistycznych zasad swojej wiary. Moja pretensja dotyczy tego, że dają mandat rozmaitym oszołomom, żeby działali czy wypowiadali się w ich imieniu. Moja pretensja dotyczy ich konformizmu. Jeśli nie protestują głośno i wyraźnie, przeciw działaniom Rydzyków, Natanków, Bin Ladenów i tym podobnych to są współwinni. Tu moim zdaniem nie ma miejsca na "trochę w ciąży". Ja wierzę, że przyzwoitych katolików jest więcej, ale muszę na wierze poprzestać, bo ich nie widać. Widać Cejrowskiego, Terlikowskiego, Ziemkiewicza, Hołownię. Jak jakiś katolik w imieniu wszystkich katolików pieprzy trzy po trzy, to cisza. Niech sobie pieprzy. Jak się ateista odezwie "katole", albo i gorzej itp. to nagle odzywają się wrażliwe uczucia religijne.

Mam osobistą pretensję do tych wszystkich, których "wiara nie wadzi nikomu", że wspierają terrorystyczne instytucje swoim milczeniem.

środa, 22 lutego 2012
ektogeneza - dlaczego nie?
Zaczęło się od dość szmatławego artykuliku tu: http://wiadomosci.ekologia.pl/srodowisko/Bioetyk-naturalne-macierzynstwo-jest-nieetyczne,16462.html
Szmatławego, bo wypowiedź dr Anny Smajdor została "podrasowana", żeby brzmieć bardziej sensacyjnie. W skrócie chodzi o to, że ciąża stanowi obciążenie dla kobiety i należy pracować nad tym, żeby "wynieść" ciążę z macicy na rzecz czegoś, co umownie nazwijmy sztuczną macicą. Temat trudny, budzący emocje, więc w komentarzach posypały się inwektywy. A jakby się tak nad tym zastanowić, to właściwe nauka od dawna w tym kierunku zmierza i wszystko wskazuje na to, że nasze wnuczki albo prawnuczki mogą mieć wybór.

Że nie do pomyślenia? Że po co? Oczywiście, że takie rozwiązania są niebezpieczne, nie wiadomo do jakich celów mogą być wykorzystane. Oczywiście są nieprzewidywalne, bo nie sposób zgadnąć jak to wpłynie na kulturę, religię, moralność.

Ale z drugiej strony zanikałby powoli problem aborcji, bezpłodności i niechcianych dzieci. Nie trzeba by było wybierać między życiem matki a dziecka w sytuacjach krytycznych. No i już nie będzie żadnego powodu, żeby uprawiać seks:)

Powiadają, że lepiej nie ingerować  w prawa natury. Skoro natura (albo jak ktoś woli -  Bóg) wymyśliła, sposób działa, więc jest dobrze.
Przeciw temu, co matka natura wykombinowała działamy niemal od początku istnienia gatunku.  Natura nie dała nam skrzydeł tylko mózg, żebyśmy sobie sami wykombinowali samolot. Dlaczego nie sztuczną macicę? Wbrew "naturalnym prawom" (którymi  tak nawiasem mówiąc wielu sobie gębę wyciera, żeby usprawiedliwić własne uprzedzenia) jest antykoncepcja, zmiana płci, przeszczep serca, żywność modyfikowana, bomba atomowa, invitro, klonowanie itp.  Ja rozumiem lęki, ale moim zdaniem tego nie da się zatrzymać. Przyjdzie czas, że nie będziemy dzieci rodzić a "wysiadywać" na zmianę:)

piątek, 23 grudnia 2011
1
"Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie"  Peter Drucker.  
1 ... 31