twierdzę , wątpię , pytam
czwartek, 08 listopada 2012
randka w ciemno

Wczoraj miałam na głowie kontrolę z ZUSu a dziś mam randkę w ciemno z PFRONem.

Tydzień się zaczął wariacko a potem napięcie rosło:) Ciekawe co będzie jutro?

poniedziałek, 05 listopada 2012
na dzielni

Mam monopolowy pod blokiem. A pod monopolowym stałą grupę wsparcia. Nie hałasują specjalnie, raczej nie są agresywni. Ot, szukają przyjaciół.

- Kierowniczko, kierowniczko! Sprzeda nam papierosa? - oderwał się od grupki jakiś człowiek o niekreślonym wieku.

- A z Zatorza pan jest?

- Od urodzenia z Zatorza! Ja na Hanki Sawickiej mieszkam - machnął ręką w kierunku sąsiedniej ulicy

- To ja panu dam papierosy, bo ja Zatorze szanuję. TYM RAZEM dam, ale jak będę potrzebowała przysługi, to do pana przyjdę.

- Kierowniczko złota! Aszsz oczywiście! Co tylko potrzeba. Mnie tu wszyscy znają. Z psychiatryka wyszedłem. Ja jestem "Major". Kierowniczka się powoła.

Trzeba se szacun na dzielni budować.

poniedziałek, 29 października 2012
po przeprowadzce

Kondycję mam niezłą. Zrobiłam wczoraj kilkanaście kursów na trzecie piętro i z powrotem. Z pudłami i workami. Nie mam zakwasów i nie dostałam zapalenia płuc, chociaż biegałam w t-shircie i spocona jak mysz. Przeprowadziłam się.

Oczywiście nie sama:

- Dziękuję Moni, która służyła mi samochodem wsparciem i dobrą radą.

- Dziękuję Maćkowi, który pomagał dźwigać, Lolce łzy ocierał i zachowywał równowagę w tym szaleństwie.

- Dziękuję Lolce, że nie została matkobójczynią. Była tego bliska, kiedy okazało się w środku armagedonu, że  zostało jej spakowanie rzeczy z kuchni, z pawlacza i pudeł z butami,  bo mnie jakoś umknęło.

Nie zabiła mnie, bo mnie kocha a na afekt byłam za daleko:). Zamieniłyśmy się. Zostawiłam jej rozpakowywanie a sama wróciłam, żeby posprzątać. Jak wróciłam późnym wieczorem to czekała na mnie jajecznica z kurkami (rozmroziły się), którą wytwornie zjadłyśmy łyżeczkami do deserów.   

Zrobiłam listę zakupów:

1. Suszarka na pranie (zdążyłam zrobić dwa prania i nie mam gdzie wieszać)

2. Deska do prasowania (he, he)

3. Czajnik bezprzewodowy! 

4. Sztućce. Nie mamy ani jednego widelca ani łyżki.

5. Zegar ścienny, bo dziś rano szukałyśmy komórek, żeby godzinę kontrolować

6. Zmiotka z szufelką

7. Mop

8. Worki do odkurzacza

9. Ręczniki papierowe

10. Kubek do porannej kawy. Duży z cienkimi ściankami.

11. Garnek i patelnia na kuchenkę indukcyjną.

Generalnie z mieszkaniem się zaprzyjaźniłam szybko, teraz oswajam teren. Jak kot spt:). Dwie sprzedawczynie w sklepie na dole już poderwane, mam blisko piekarnię, supermarket,  monopolowy i przystojnego sąsiada. Przetrwam :)

niedziela, 28 października 2012
przeprowadzka i przydasie

Siedzę na walizkach. Symbolicznie, bo tak dosłownie, to siedzę na kartonach i workach i rozmyślam nad teorią względności.

Wprowadziłam się z jedną torbą. Lolka się wprowadziła z walizką. Książek miałyśmy nie gromadzić, bo ciężkie. I w ogóle miałyśmy nie gromadzić. Na razie mamy 8 worków 120 litrowych,  7 kartonów, jedną walizkę i jedną torbę. Do spakowania zostały: pościel, buty, kosmetyki i kuchnia. Przy pakowaniu wyrzuciłam 4 worki śmieci.

Niestety zbieram przydasie. Lolka też. Do łańcucha od krowy i zabytkowej wagi kuchennej niewiele nam brakuje.

Wczoraj wieczorem byłam u sąsiadów na imprezce pożegnalnej. Tych z dołu.  Trochę im smutno, że się wyprowadzam i z niepokojem patrzą w przyszłość.

- Byle nie studenci! - zaklina rzeczywistość Aśka

- Lepsi studenci niż to młode małżeństwo, do którego raz w tygodniu policję wzywaliśmy - przypomina Krzych.

Czy ja mam pomalować pokój w ramach zostawiania porządku po sobie?

 

Lolka przegląda ranking najseksowniejszych mężczyzn wg pisma Glamour. Robert Pattison na pierwszym miejscu. George Clooney na dziewięćdziesiątym którymś. Kiedyś dzieci czytały Płomyczek, a teraz czytają Glamour?

sobota, 27 października 2012
przed przeprowadzką

Mam mnóstwo pracy, więc leniwie popijam kawę i latam po blogach. Lolka śpi. Jutro przeprowadzka. Teoretycznie wszystko mam pod kontrolą a jak się okaże, że nie, to będę gasić pożary na bieżąco. Jestem w tym świetna.

Właścicielka obecnego mieszkania bardzo nie chce rozstać się ze mną w zgodzie. Prawie dwa lata bez konfliktu a na koniec szykuje się awantura na czternaście fajerek. A rzecz dotyczy okresu wypowiedzenia. Zgodnie z umową (dżentelmeńską, nic na papierze) obowiązuje mnie miesięczny. Powiedziałam jej 10 października, że się wyprowadzam do końca miesiąca i ona przyjęła to bez uwag. Kilka dni temu doszła do wniosku, ze chce jednak pieniądze za listopad. A mnie zdecydowanie nie stać na to, żebym się zachowała jak dżentelmen.

Większość moich czytelników (dobrze brzmi:) najbardziej lubi jak piszę o Lolce albo o Mamucie. Pewnie dlatego, że o nich piszę krwią a blog spełnia rolę synapsy między komórkami nerwowymi:). To dwie najważniejsze osoby w moim życiu, to one mnie ukształtowały. To w relacjach z nimi najpierw działa mi instynkt a potem ewentualnie mogę dopuszczać do głosu rozum. I już zawsze tak będzie.

A ten wiersz Twardowskiego o miłości, który zacytowałam kilka dni temu był do Mamuta właśnie. Kochałam ją 24 lata i bardzo nie lubiłam siebie.  Potem urodziłam Lolkę i mozolnie od początku przewartościowałam sobie świat. Dziesięć lat pracy nad sobą kosztowało mnie pokochanie siebie i znienawidzenie własnej matki. Nienawiść to właściwe słowo, bo musiała zadziałać zasada wahadła. Życzyłam Mamutowi z całego serca wszystkiego najgorszego. Wierzcie mi że WSZYSTKIEGO najgorszego i nie przebierałam w słowach, kiedy jej to mówiłam. Ona była silna i znacznie bardziej zahartowana w ogniu niż ja, więc walczyłyśmy do krwi ostatniej i to zwykle ja pierwsza schodziłam z ringu liżąc rany. Zupełnie nie widziałam, że ona też jest pokaleczona.

Otrzeźwiałam, kiedy się zorientowałam, co ja właściwie funduję Lolce. Ja, a nie Mamut, bo dla Lolki to ja jestem matką i ja jestem odpowiedzialna. Pokazywałam Loce jak nienawidzić matki. I wtedy złapałam dystans.

Nauczyłam się z Mamutem żyć. Przemyślałam i odpuściłam. Nauczyłam się Mamuta rozumieć. Nie usprawiedliwiać, tylko rozumieć. Potem nauczyłam się cenić niektóre jej cechy, nauczyłam się być wdzięczna, zobaczyłam w niej człowieka. Nie wiem, czy kocham Mamuta. Dobrze jej życzę. Nie chcę, żeby cierpiała. Nie chcę, żeby umarła. I cieszy mnie, że z mojej dość emocjonalnej pisaniny o niej, mimo wszystkiego złego, co napisałam, lubicie o niej czytać. To chyba świadczy o tym, że gdzieś na dnie mojego pisania tkwi respekt. I dobrze.

Mamut nigdy nie była wzorem ani cnót, ani dobroci, ani łagodności. Jest dla mnie wzorem siły. Chociaż niezupełnie. Nie umiem tego nazwać jednym słowem. Chodzi mi o to, że potrafiła realizować (czasem z całą bezwzględnością) swoje cele. Zawsze była krok do przodu. Nie oglądała się. Sama działa swoją rzeczywistość i nawet teraz, kiedy choroba ją dopadła, nie daje za wygraną.

Moja matka nigdy się nie poddaje.

 

 

środa, 24 października 2012
w tym wieku

- A ile lat ma Mamut?

- 89 skończyła we wrześniu - palnęłam zanim policzyłam. Zawsze liczę.

- Nooo, to już piękny wiek - mówią ludzie delikatnie - a gdzieś w tle pobrzmiewa "I dość". A w mojej matce nie ma zgody na starość i tym bardziej nie ma zgody na niedołężność. A już zupełnie nie ma zgody na śmierć.

- 88 - poprawiłam się - we wrześniu skończyła 88. 

- Rok w te czy wewte...

- Dobrze, że nie słyszy, byłaby wściekła. Nie przyjmowała do wiadomości wieku. Nigdy nie przekroczyła siedemdziesiątki. Dwa lata temu, na pogrzebie kuzyna, księdzu na spowiedzi powiedziała "ja mam prawie 80 lat". Akustyka była niezła, Mamut ma donośny głos, więc pół kościoła słyszało.

- Kłamała na spowiedzi ???

- W życiu! Ona jest orędowniczką PRAWDY. Tylko to  jej wewnętrzna prawda. Jeśli rozmija się z rzeczywistością, to tym gorzej dla rzeczywistości. Tłumaczyła mi kiedyś, że pierwszego roku nie liczy, bo ile tego roku od września zostało. Bieżącego roku też nie liczy, bo się jeszcze nie skończył a w ogóle to "odczep się i swoje licz".

Moja koleżanka z rodzinnego Orłowa kilka lat temu była bohaterką skandalu, bo nawiązała romans z mężczyzną 15 lat młodszym. Rozwiodła się, wyszła za młodego kochanka za mąż. Skandal nieco przyblakł, ale "ludzie gadali". Że stara, że głupia, że będzie ją zdradzał.Ona będzie miała 50 a on 35 i wtedy się zacznie.

- No i w dupie mam. Niech gadają - mówiła

Przewrotny los rzucił im zupełnie niespodziewaną kłodę pod nogi. Okazało się, że on ma poważne, takie zagrażające życiu, problemy ze zdrowiem. Kto by się spodziewał, w tym wieku!

Znaczy w XXI wieku wiek jako taki, jest bardzo zawodnym kryterium oceny.

o czym jest twój blog

Zrobiłam sobie wczoraj  wycieczkę do Grudziądza, bo wydawało  mi się, że kupię samochód, ale zostałam szybko sprowadzona na ziemię. Pytam człowieka jak człowieka "Panie, czy pan w tym ogłoszeniu prawdę napisał? Nie ukrywam, że jestem zainteresowana, specjalnie przyjadę z Olsztyna i chciałabym tym samochodem wrócić.

"Stan techniczny i wizualny nie wymagają wkładu finansowego" Tak napisał. Zarzekał się przez telefon, że jest super "będzie pani zadowolona".

Przejechałam się trzysta metrów, zgasł mi dwa razy, hamulec ręczny nie działa, sprzęgło się buntuje, wspomaganie kierownicy nie działa, trójka nie wchodzi i coś stuka.

- Co tak stuka?

- On tak ma

- A to ja dziękuje bardzo, ja się boję.

Tym oto sposobem byłam na kawie w Grudziądzu. Z M. Pogadaliśmy sobie po drodze. Rzadko się widujemy, lubię z nim rozmawiać i dzięki temu wycieczka do Grudziądza nie była zupełnie bezsensowna.

- O czym jest twój blog- zapytał

- Yyy... właściwie to nie wiem. O sobie raczej oszczędnie piszę, bo ogólnie dostępny, więc sam rozumiesz. To taki powiedziałabym  komentarz do otaczającej mnie rzeczywistości. A rzeczywistość jest czasem gorzka, czasem śmieszna. 

Mój blog ma się do mnie trochę tak, jak ogłoszenie o sprzedaży samochodu do tegoż samochodu:). Na obrazku pięknie a w środku coś stuka:)