twierdzę , wątpię , pytam
piątek, 08 lutego 2013
"boście chłopa nie miały"

Odkąd się przestałam feminizmu zapierać, uważniej dobieram słowa, bo mogą być zwrócone przeciwko mnie. Zawsze mnie fascynowało SŁOWO jako oręż. Słowo - jego zakres, znaczenie i siła rażenia.

Antysemityzm, rasizm, homofobia są jednak źle widziane w przyzwoitym towarzystwie. Już się ludzie asekurują demonstrując swoje poglądy

"Ja oczywiście nie jestem rasistą, ale kolorowi są leniwi, hałaśliwi i śmierdzą. Jechałem wczoraj obok takich w autobusie" 

"Ja nie mam nic przeciwko gejom, ale po co się z TYM tak obnoszą. No i nie chcę, żeby się za dzieci brali"

Ziemkiewicz się odżegnuje od antysemityzmu a Kaczyński ubolewa nad "potworną kampanią nienawiści". Mimo głębokich przekonań, jednak wiedzą, że publicznie lepiej kłamać, niż pozwalać sobie na otwartą niepoprawność polityczną.  

Oznacza to, że światu daleko do doskonałości, ale  tędy droga :). Język się zmienia a za tym idą zmiany mentalności. A może odwrotnie? Najpierw nabieramy rozumu a potem dostosowujemy język. 

 

Tylko seksizm trzyma się mocno, bogato reprezentowany bez żenady przez przedstawicieli lewicy i prawicy, kultury i popkultury, filozofów i budowlańców, kobiety i mężczyzn. 

"Nie jestem feministką, ale..." ile razy tak mówiłyście o sobie? Ja wiele razy zanim przestałam się wstydzić. A fe! A fe!  W przyzwoitym towarzystwie kobieta nie deklaruje feminizmu i goli nogi. 

 

Nie będę pisać o zjawisku, będę tylko chcę zwracać uwagę na detale. Weźmy posłankę Pawłowicz. W sejmie obrzydliwe dyrdymały pletli  poseł Woźniak i poseł Górski i poseł Ziobro (który prawo studiował chyba w szkółce niedzielnej). Komu się najbardziej oberwało? Kobiecie idiotce, co "chłopa dawno nie miała", "kto jej dał tytuł" i "znajdźmy jej męża". Sama się dałam wciągnąć i "polubiłam" kilka hejterskich komentarzy, bo jak kogoś nie lubię, to nie zachowuję należytej czujności jeśli dostaje "bęcki".

Wypowiedzi posłanki są skandaliczne i oczywiście zasłużyła sobie na falę krytyki a nawet na złośliwości. Ale czy tylko ona? A Tadeusz Woźniak nie? Oprzytomniałam trochę, kiedy gdzieś przeczytałam wypowiedź " patrząc na Pawłowicz, boję się parytetów" 

Aha.

Znaczy więcej Górskich, Zawiszów i Woźniaków nie przeszkadza, ale kolejna Pawłowicz już tak? Aha. Z mężczyznami idiotami  próbuje się dyskutować merytorycznie  a kobiecie idiotce szuka się męża na fejsbuku. Dlaczego nigdy oko w oko, w żadnym programie publicystycznym  nikt się nie ośmielił rozliczać Kaczyńskiego z jego życia prywatnego, a Monika Olejnik wytknęła Pawłowicz samotność i bezdzietność. A mogła wypunktować jej ignorancję, uprzedzenia, fałszywe teorie i szereg innych rzeczy. 

Nie jest dobrze. 

 

 

 

 

czwartek, 07 lutego 2013
człowiekiem jestem

10 grudnia 1948 roku w Paryżu została uchwalona jednomyślnie Powszechna Deklaracja Praw Człowieka. Po II wojnie światowej najważniejsze było zapisanie, że

"uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata"


"nieposzanowanie i nieprzestrzeganie praw człowieka doprowadziło do aktów barbarzyństwa"

To "odczłowieczanie" innych, wykluczanie ich z powodu jakiejś  cechy, na którą nie mieli wpływu rodzi agresję.  I nie mów mi, że prawo do aborcji, przeciwdziałanie dyskryminacji, związki partnerskie czy krzyż w sejmie to tematy zastępcze. To są tematy najważniejsze i nigdy ważniejszych nie będzie, jeśli nie chcesz widzieć swoich dzieci na barykadach (sprawdzić czy nie Terlikowski). Nie mów mi o deficycie w budżecie, o bankructwie ZUS, o podwyższonej składce rentowej, że niby to są poważne problemy. Nie próbuj też budzić we mnie poczucia winy z powodu tego, że 1/3 dzieci w Polsce żyje w ubóstwie albo w nędzy a ja tu o związkach partnerskich.

Po pierwsze wszyscy jesteśmy ludźmi. Po pierwsze nauczmy się szanować siebie nawzajem a potem zajmijmy się wszystkim innym.  

Jeśli dwoje kochających się dorosłych ludzi, chce wziąć ślub i obiecać sobie miłość, wierność i uczciwość to wszelkie głosy sprzeciwu są głosami przeciw prawom człowieka.

Jeśli jako argument w jednym zdaniu wymienia się, że związki homoseksualne są wbrew naturze i wbrew religii to jest to zamach na podstawowe prawa logiki, bo nie ma nic bardziej nienaturalnego od religii. 

Jeśli chcesz mówić o nieprzydatności dla społeczeństwa, jałowości i obrzydliwości to mówisz o osobach samotnych, chorych, niepełnosprawnych starych i niedołężnych. Mówisz też o duchownych i zakonnicach. 

Jeśli obsesyjnie nurtuje cię, kto komu i co wkłada w tyłek, to gorąco namawiam do odstawienia porno, bo tylko tam narażasz się na takie widoki. W życiu to raczej mało prawdopodobne.

Zanim zaczniesz układać komuś życie i decydować, co powinien a czego nie powinien, policz do siedmiu miliardów. Tyle nas ludzi jest. 

Cieszę się, że ustawa o związkach partnerskich przepadła, bo wszystkie trzy projekty były bublem legislacyjnym, który by straszył latami. Cieszę się, że homoseksualizm doczekał się debaty publicznej, choć bulwersuje mnie język tej debaty. I radosna ignorancja naszych posłów. Czekam na odważny projekt zmiany definicji małżeństwa w konstytucji i, co za tym idzie, prawa do zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci. 

A dzieci? 

Dzieci potrzebują miłości, wsparcia i bezpieczeństwa. I każda rodzina, która może to dziecku zapewnić jest dobra.

Nie przyjmuję argumentu, że dziecko "takich" rodziców będzie dyskryminowane. Chodziłam do małej wiejskiej szkoły. Najbardziej dręczone były dzieci biedne. Obrywały też dzieci grube,  w okularach, rude, krzywe, zezowate, dzieci mniejszości ukraińskiej i dzieci świadków Jehowy, dzieci nauczycieli i dzieci małżeństw mieszanych. Wachlarz ogromny. A konkluzja taka, że tatuś i mamusia to nie jest zestaw, który chroni dziecko przed prześladowaniem. Przed prześladowaniem chroni nasza NIEZGODA na nie. 

 

 

 

 

środa, 06 lutego 2013
jestem jestem

I nie utyłam od dwóch miesięcy chociaż rzuciłam palenie.  

Dziś poszłam zrobić zakupy na głodniaka. Potem spożytkowałam zapas energii w kuchni. W związku z tym zrobiłam paprykę faszerowaną w dwóch wersjach, skrzydełka ze śliwkami i w pomarańczach, kotlety tradycyjne i coś, co trzeba jakoś nazwać, bo wymyśliłam na poczekaniu. Ryż z "miałam w zasięgu ręki":). Najadłam się na etapie farszu do papryki. 

Codziennie tak nie jem. Dlatego nie utyłam.

Przyszła koleżanka na kawę. Do mnie.  Zaczęła Lolkę straszyć maturą, mądrzyć się i przepytywać dziecko z utopii i antyutopii. No sorry! Skąd w niektórych taka wewnętrzna potrzeba demonstrowania swoich opinii bez pytania? Jak ja nie znoszę tych wszystkich "ja w dobrej wierze" i "ja na twoim miejscu" czy "jeśli mam być szczera/y...".

Nie, nie, nie! Żadnej szczerości bez pytania.

w telegraficznym skrócie:

- wolę prezydenta Komorowskiego bez wąsów 

- występ posłanki Pawłowicz w sejmie to skandal. 

- nie używam  "żydzić", "cyganić", "zachowujesz się jak baba", "ciapaty", bo uważam, że słowa mają znaczenie i moc.  

- miałam kolejne urodziny, tylko muszę ustalić które:)  

piątek, 14 grudnia 2012
fastryga

Mam dużo wspomnień i imperatyw wewnętrzny, żeby je poskładać. Fastryguję, pruję i zaczynam od nowa. Kim była? Moją ulubioną matką nie była, ale ulubioną postacią  literacką już mogłaby być. Jak Scarlett O'Hara, jak mama Elena, jak Cathy Ames. Tak, wiem, że to brzmi megalomańsko.

- Ja tylko prawdę mówię a ludzie prawdy nie lubią - zabrzmiało mi głowie mamucinym głosem.

Bo w gruncie rzeczy chyba o moją prawdę mi chodzi. I o skojarzenia.

A kojarzy mi się w wielu sytuacjach.  Moja przyjaciółka Grażyna (wspominałam już o niej)   kilka lat temu wyszła za mąż za chłopaka 15 lat młodszego. Zamieszkali z babcią męża i ta  babcia strasznie dawała Grażynie w kość.

- Stara ropucha zapomniała jak młoda była, ale ludzie pamiętają - wtrąciła się kiedyś Mamut w skargi Grażyny

 - A co? - zainteresowałyśmy się obie.

- A to, że swoje za uszami ma! Siostrze męża odbiła,  a ciebie chce przyzwoitości uczyć. A chłop ma być starszy albo młodszy. Starszy to ma warsztat i smykałkę i młodą dziewczynę umie wziąć. A jak jej przed jesienią krew zakipi to i oko przymknie. Młody chłop to wiadomo, że chce wydziwiać a nie w oczy patrzeć i za rękę trzymać. A docenić to może dorosła baba a nie siksa z głową w chmurach. Bardzo dobrze, że młodszy. Wiem, co mówię - pouczyła nas. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wie, co mówi.

- A dzieci? - kontynuowała - Dzieci się sobie dla przyjemności nie rodzi. Dzieci wychować, to jak kamień gryźć. Myślałam, że przy mojej głowę złożę, ale to diabeł wcielony, boga się nie boi (przyp. autora: to o mnie było) i ciągle muszę się nią zajmować. A to już ten wiek, że ona powinna o mnie dbać - często mówiła o mnie "ona" w mojej obecności - Ja to teraz bym chciała odpocząć, ale przecież nie mogę. Będziesz chciała to urodzisz albo weźmiesz z bidula. Nie będziesz chciała, to też biedy nie będzie. 

- Ja się na świat nie prosiłam - powiedziałam kiedyś, kiedy jeszcze byłam nastolatką i miałam siano w głowie

- Ja cię też nie prosiłam - odparowała mi natychmiast

Nie chciała mnie. Przynajmniej dopóki się nie urodziłam. Mówiła, że wstyd było w tym wieku rodzić. Mówiła, że dzieci dorosłe a tu ciąża. I że jej się nie chciało pieluch. Ani pieluch ani całego bałaganu od początku. I wsparcia nie miała w nikim, bo przecież na mojego ojca nie mogła liczyć. Zwłaszcza, że mogła nie mieć pewności,  kto jest moim ojcem.

Była biedna. Biedna, bo doświadczyła wojny, bo wiedziała, co to głód i zimno, bo mąż jej się trafił wyrywny do bitki, biedna, bo ciągle się bała.  

Kiedy się urodziłam, postanowiła, że już nigdy nie będzie "biedna".

Ale czy ja mogę pisać o romansie matki?

 

czwartek, 13 grudnia 2012
gwiazdy

Mamut, jak chciała, to potrafiła być lwicą salonową, potrafiła robić wrażenie, być w centrum zamieszania potrafiła iść do sąsiada i kolędować w czerwcu, jeśli akurat do czegoś jej to miało służyć. Potrafiła smię zaprzyjaźnić w 15 sekund a narobić sobie wrogów jeszcze szybciej. W rodzinnej wsi nazywano ją ciotką Aligancką.

Gdzie mnie tam do niej! Ja się zaprzyjaźniam powoli, ja mogę być królową drugiego planu, chórem greckim raczej niż bohaterką, obserwatorką bardziej nić uczestniczką.

Ale w porównaniu Mamutem.

Jak pierwszy raz byłam na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki w Olsztynie, to zostałam gwiazdą wieczoru. Siedem obcych osób i książka, której nie zdążyłam przeczytać. Jakbym miała w tym gronie wódkę pić, to pewnie bym przesiedziała wieczór w kącie i skupiłabym się na tym, żeby za dużo nie wypić. Ale rozmawialiśmy o książkach, więc dałam czadu. To był mój pewny grunt.

 Potrafię iść w pierwszym szeregu ze szturmówką w dłoni i dyktować warunki, jeśli jestem zaangażowana, albo pewna swoich racji. I jeśli chcę:). Nieprzekonana stanę w poprzek i nie zwiedzie mnie ciągnący ulicami tłum. Prędzej wódka w parku wypita:).

Zwierzyłam się przyjaciółce, że w środku jestem niepewna i nieśmiała a ta się zaśmiała homerycko.

- Ty???! Znam cię od ogólniaka. Ty jesteś odważna i przebojowa!

- Ja??? No coś ty! Ty wiesz ile mnie kosztuje ta odwaga?!

No to jak to jest? Co jest prawdą? Wewnętrzne przekonanie czy wypracowany wizerunek? 

 

 

wtorek, 04 grudnia 2012
przed szereg

Jeżeli uczynisz komuś przysługę, to będziesz od zaraz trwale za to odpowiedzialny.

Chciałam być miła i uczynna. Miałam tzw. "wolną chwilę" i chyba pomroczność jasną, bo zrobiłam coś, co absolutnie nie należało do moich obowiązków, za co właściwie powinnam wziąć pieniądze. Klient narozrabiał i przyszedł prawie z płaczem a ja chlapnęłam

- Ja to załatwię

Załatwianie zajęło mi do trzy razy więcej czasu niż myślałam i kosztowało dużo wysiłku. Załatwiłam.  I co? Jakiegoś "dziękuję" się ktoś spodziewał? Dostałam dziś opierdol, że darowany koń, ma niewystarczająco białe zęby. 

Jestem zła na siebie. Gdybym się nie wyrywała przed szereg, to bym miała pieniądze a nie żal.



 

niedziela, 02 grudnia 2012
sto razy

zaczynałam pisać o Mamucie  i sto razy kończyło mi się powietrze do oddychania. Ja wszystko wiem, miałam czas, żeby przemyśleć i przywyknąć. Wiem, że dobrze się stało. Znaczy najlepiej, jak to było możliwe, w obliczu jej choroby. Biorę na rozum. Staram się. Czytam o pięciu etapach żałoby i generalnie jest ok. Radzę sobie bardzo dobrze. Mam córkę,  przyjaciół i  wsparcie. Żyję normalnie a nawet lepiej. Potrafię się śmiać i nosić czerwone sukienki. Mam dystans. 23 godziny na dobę. A przez godzinę nie oddycham.