twierdzę , wątpię , pytam
piątek, 22 marca 2013
znalezione w sieci

Przepis na zrobienie religii.

Weź 3 założenia:
1. Założenie o istnieniu dowolnej Siły Wyższej
2. Założenie, że Siła Wyższa dała jakieś zalecenia gatunkowi ludzkiemu.
3. Założenie, ze jak będzie się postępować wg zaleceń Siły Wyższej, to dostanie się nagrodę

Wykonanie:
Zgodnie z p.1 bierzemy założenie o istnieniu Siły Wyższej i wkładamy w formę dostojną.
Forma dostojna może mieć postać starej księgi, kamiennych tablic lub dowolną inną formę, ale dostojną.
Formę odkładamy w ciemne miejsce i wyciągamy jak omszeje. Po wyciągnięciu formy dokładamy do niej założenie nr 2 i znów chowamy w ciemne miejsce. Jak omszeje ponownie, wyciągamy i dokładamy założenie nr 3.
Otrzymaną w ten sposób religię przyprawiamy do smaku i ustanawiamy strażników czystości założeń.
Strażników wyposażamy w ekstra-uprawnienia , np. w zdolność odpuszczania grzechów.
Pozostałych ( nie będących strażnikami ) informujemy, że mają obowiązek utrzymywać strażników.
Mamy już gotową religię. Możemy ją z wierzchu przyprawić złotem, kadzidłem, mirrą lub innymi substancjami, do smaku.
Religię spożywamy publicznie, pod nadzorem strażników. Smacznego.

poleca: : PatrolY61

środa, 20 marca 2013
sąsiedzi

Mam w mieszkaniu bardzo interesujące zjawiska akustyczne. W zawierusze budowlanej w wyniku PeeReLowskich dekretów okazało się, że mam dziwną ścianę między moją łazienką a sąsiadów salonem z aneksem kuchennym.  Ja siedząc w łazience doskonale słyszę wszystko, co robią, mówią i czego słuchają ("a ona tańczy dla mnie" oł jeee) sąsiedzi. A nawet czuję, co gotują na obiad. 

Sąsiedzi słyszą nasze życie łazienkowe. A zdarza nam się drzeć do siebie przez drzwi.

^#$*&%^!! Dostałam okres! Przynieś mi majtki i ręcznik.

Po wnikliwej analizie sytuacji stwierdzam, że oni mają gorzej.

środa, 13 marca 2013
pan Najmądrzejszy (w całej wsi)

Problemu nie mam, o radę nie proszę, chciałam tylko typa przedstawić. Mam takiego klienta, (już niedługo, bo wypowiedzieliśmy mu umowę), który WIE LEPIEJ. Wie lepiej zawsze i wszystko i UWAŻA (gdybym była złośliwa, to bym napisała "uważa rze", ale przecież nie jestem:)

Co miesiąc pozwala nam czerpać z krynicy swoje mądrości.

Nie płaci nam od 8 miesięcy, bo się "zorientował w cenach" i uważa, że mamy za wysokie stawki. Dokumenty przysyła po terminie i żąda rozliczenia "niezwłocznie, najpóźniej jutro".

Co miesiąc nie zgadza się z wysokością wyliczonych podatków, bo jemu "wyszło inaczej". Co miesiąc informuje nas, że sam zrobiłby to lepiej i szybciej.

No to po co się męczyć? 

Na wieść o wypowiedzeniu umowy i po otrzymaniu wezwania do zapłaty wysłał do firmy list miłosny:

Rozliczenie jest absurdalne. Zawsze muszę wszystkiego we współpracy z Pani biurem pilnować. Jaki sens ma opłacanie Pani usługi, gdy każdorazowo następnie muszę sam wszystko sprawdzać, zgłaszać uwagi, kontrolować itp.itd.

To oczywiście są zarzuty nie tyle wyssane z palca, co zupełnie chybione. Rzeczywiście pan ma zwyczaj każdorazowo sprawdzać i kontrolować, co wydłuża kilkukrotnie czas jaki poświęcamy firmie i jeszcze ani razu nie zdarzyło się, żeby miał rację. On naprawdę sądził, że za te 8 miesięcy nie zapłaci.

No to się zdziwi.

poniedziałek, 11 marca 2013
co krok smok

Zaatakowała zima. Śnieg po kolana, paraliż komunikacji, cały dzień wszystko spóźnione. Punkt dla zimy.

Porozmawiałam z trudnym klientem i nie dałam się zastraszyć. Punkt dla mnie. 

Abelard Giza z kabaretu Limo podobno ma kłopoty, bo obraził uczucia religijne paru polityków z Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski. Fakt, że w ogóle w moim kraju  istnieje taki zespół sprawia, że cisną mi się na usta słowa bynajmniej nieparlamentarne. I to dopiero jest nieśmieszny kabaret. 

A spoza naszego podwórka (choć w dobie globalnej wioski wcale niedaleko) - Korea Północna straszy wojną. Dziś rano słyszałam jakiegoś "eksperta", który z lekceważeniem wypowiadał się jak to jego "już nużą te pogróżki" i może czas, żeby z Koreą "zrobić porządek". To takie dość enigmatyczne wyrażenie chłopców od zabawy w wojnę. Naziści "robili porządek", Stalin też był "czyścioszkiem", więc niestety zupełnie mnie idee porządkowe nie pociągają. 

 

 

piątek, 08 marca 2013
pan Pretensja

Mam takiego klienta, który mnie wytrąca z równowagi.

Facet jest chodzącym chaosem naprawdę trudnym do uporządkowania. Ma trzy firmy, wiecznie mu się mylą. Kupuje firma A, użytkuje firma B a płaci firma C. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, stać nad nim i pilnować każdej pieczątki. Do tego wieczne ma pretensje i wiecznie mu się coś wydaje. Na przykład dzwoni i podniesionym głosem żąda wyjaśnienia dlaczego  jakaś tam faktura nie została opłacona skoro on ZAPŁACIŁ.  Stawia nas wszystkie na baczność, zarzuca bałagan, niekompetencję i opieszałość.  Trzęsącymi się rękoma sprawdzamy, tę nieszczęsną fakturę i okazuje się, że NIE zapłacił. Wysyłamy mu JEGO wyciągi bankowe i JEGO raporty kasowe na dowód, i co? I nic. Nie przeprasza, nawet mu głupio nie jest, za to ma minę pod tytułem "no tym razem wam się udało".

Presja jaką wywiera sprawia, że w jego obecności zaczynam się śpieszyć i popełniam naprawdę idiotyczne błędy. Oczywiście błędy są mi wytykane i wypominane i wpędzają mnie w narastające poczucie winy. Tym bardziej chcę zrobić wszystko absolutnie bez zarzutu i tym bardziej się mylę. Wczoraj miałam mu wysłać rozliczenie stycznia i w pośpiechu wysłałam mu e-mail z rozliczeniem lipca. Zorientowałam się 10 sekund później, zadzwoniłam, przeprosiłam i ponownie wysłałam niewłaściwy załącznik. Oczywiście ponowne odkręcenie kosztowało mnie mnóstwo energii i wstydu i trudno mi było znosić jego POBŁAŻLIWĄ satysfakcję.

Muszę znaleźć na niego sposób. Może mantra czy jakieś inne techniki radzenia sobie ze stresem czy coś, bo zaczyna mnie to uwierać.

Może ktoś ma dobrą radę? 

 

środa, 06 marca 2013
chwila cierpliwości

Rano na przystanku autobusowym podeszła do mnie piękna, zadbana kobieta i zaczęła:

- Czy mogłabym Panią zaprosić na uroczystość, która odbędzie się 26 marca. Jest obchodzona na całym świecie z okazji pamiątki śmierci  Chrystusa... - przestałam słuchać

- Nie, nie,  dziękuję. Nie jestem zainteresowana, żadnymi uroczystościami religijnymi.

- Dlaczego? - zapytała zdziwiona

- Jestem ateistką - oświadczyłam i sądziłam, że to zakończy temat. Ale nie. Ale nieeee. 

- Zawsze była pani niewierząca, czy STRACIŁA PANI WIARĘ? - zapytała miła pani ze szczerym współczuciem - brak wiary bierze się z niewiedzy, może powinna pani poszukać kogoś, kto pani pomoże.

Straciłam wiarę? Jak? I o czym? I czy w ogóle ja mogę rozmawiać z kimś, kto uważa, że wiara to WARTOŚĆ, którą się TRACI i  i jest się przez to biednym i głupim. 

Język jest ważny, bo we krwi nam płynie, w głębi trzewi i zwojach mózgowych ma źródło. I to, jakich się słów używa  naprawdę wiele mówi o człowieku. 

Dziś w pracy do południa wisiałam na telefonie i zgrzytałam zębami. Już przy trzeciej prośbie o "chwilę cierpliwości" na infolinii ZUS zaczęłam być sarkastyczna. "Chwila cierpliwości" wg definicji zusowskiej to dokładnie 37 minut, sześcioro konsultantów po drodze, kilkanaście komunikatów wyboru (jeśli ... to naciśnij ...), żeby połączyć się  z osobą, która podpisała pismo, które otrzymałam. Osoba okazała się miła, komunikatywna i sprawę z nią załatwiłam w minutę.

Podobną "drogę przez mękę" przeszłam z urzędem skarbowym, gdzie usiłowałam się dowiedzieć czy konkretna deklaracja konkretnej osoby, wysłana elektronicznie, dotarła do nich w terminie. Musiałam sprawdzić swój program do e-deklaracji.

Potem jeszcze kilka telefonów z gatunku "w oparach absurdu" od osób, którym SIĘ WYDAJE i po południu mogłam się zająć tym, co sobie zaplanowałam na dziś. Trzy godziny w plecy na boksowanie się z machiną urzędniczą i ignorancją ludzką. A potem się ludzie dziwią, że ja nie znoszę rozmawiać przez telefon. No nie znoszę. Ja nawet głos "do telefonu" mam inny i go nie lubię.  

Kupiłam sobie sukienkę na wiosnę, teraz już wiosna nie ma wyjścia, musi przyjść. Wiosno! Czy wiosna mnie słyszy?

Obejrzałam pierwszy sezon serialu "Czas honoru". Świetna obsada, znakomita muzyka i zdjęcia. Za każdym razem kiedy widzę czołówkę, mam gęsią skórkę. Ja wiem, że stosują w gruncie rzeczy proste chwyty za serce, ale skuteczne. Wplatanie zdjęć archiwalnych w okresu okupacji w scenografię mistrzowskie. Ale scenariusz... no sorry scenariusz jest dla dorastających chłopców, dla których wojna to PRZYGODA.

niedziela, 03 marca 2013
ćwiczenie na wyobraźnię

Szkoła szkodzi. Szkoła przed maturą szkodzi szczególnie. A już zajęcia przygotowujące do matury to absolutnie strata czasu, dla kogoś, kto się uczy we własnym tempie i raczej nie potrzebuje bata. W związku z tym Lolka się buja między rozpaczą a głupawką. W obu przypadkach należy być czujną, słuchać i przytulać.

Córka moja najdroższa przychodzi do mnie i mi opowiada z zaangażowaniem i bogato gestykulując:

- Wiesz mamuś, dziś  sobie wyobrażałyśmy z Agą ...

- Którą Agą - dopytuję , bo lubię być na czasie

- Z klasy. Na zajęciach z chemii. Zadania robiliśmy a ja je zrobiłam wcześniej. No to wymyśliłyśmy z Agą jak ukradniemy karawan! Wyobraź to sobie, bo to zabawne. Zgodnie ustaliłyśmy, że najlepiej kraść karawan na pogrzebie, kiedy przewożą trumnę i ją tak majestatycznie niosą do samochodu. I to jest dobry moment! Wiesz, korzystamy z celebry, zachodzimy kierowcę i bach! Podnosimy bluzkę - i tu moja nieoceniona córka demonstruje mi podnoszenie bluzki. Biustonosz ma ładny - Tylko, wiesz, bez biustonosza.  Kierowca głupieje a Aga się go pozbywa a ja prowadzę, bo umiem. I wiesz, uciekamy z piskiem opon a za nami pościg. Karawaniarze rzucają trumnę, nieboszczka wypada...

- Lolutko, kochanie - zaczynam się niecierpliwić - przejdź proszę do tego momentu: Po co wam karawan?!

- Yyy... ale... ta opowieść   nie ma takiego momentu. Tego nie wymyśliłyśmy.