twierdzę , wątpię , pytam
wtorek, 22 stycznia 2019
ja i moje jestestwo

Jak człowiekowi źle, że jest cholernym egoistą. A ja wam właśnie miałam napisać, że

"nie jest dobrze" (w nawiązaniu do starej anegdoty)

ale to nie tak.

Owszem  nie jestem w olimpijskiej formie.

Zima, stres i niespodzianki sprawiają, że się zapadam. Nie potrzebuję rady, bo ja naprawdę dokładnie WIEM, co robić. Tylko nie mogę zacząć. Potrzebuję słońca i ruchu. Wyszłam dziś z mentalnej gawry i wykonałam parę zaległych telefonów. I tak od słowa do słowa kszątając się po kuchni z telefonem zrobiłam bigos.

Ale jaki! Doskonały! Choć muszę przyznać,  że raczej nietradycyjny. Czymś go doprawiłami niestey nie pamiętam czym, o proporcjach tym bardziej nie pamiętam. Kwadrans spędziłam w przyprawach żeby wyczuć, co też ja sypnęłam.

Plusy sa dwa.

- bigos

- i uświadomienie sobie, że ja to wciąż ja.

Reasumując DOBRZE JEST.

 

czwartek, 10 stycznia 2019
raporcik

Krótko, bo muszę przygotować prezentację na zajęcia. Nie lubię robić prezentacji, bo i tak się ich nie trzymam, ale muszę. Takie odkładanie ma pewnie jakąś nazwę w psychologii. Już mi wpadło do głowy, żeby okna umyć, więc poziom niechęci wysoki. Pomyślałam więc, że się zamelduję.

- mieszkam nadal w Berlinie i radzę sobie.

Praca to dłuższy temat i na inną okazję.

- trochę mi pusto, ale nieprzesadnie

Byłam wczoraj na randce w ciemno, bo oprócz wiary w miłość wierzę w statystykę. I w matematykę. Żeby wygrać trzeba grać i chyba parę żab pocałować:). A tak poważnie to pomyślałam, że trzeba wyjść do ludzi i zacząć ich poznawać. Randka okazała się sympatycznym facetem, ale zupełnie z innej bajki. Spędziliśmy fajny wieczór w jakimś przypadkowym klubie z muzyką na żywo, napiliśmy się piwa i rozeszliśmy grzecznie do domów.

- zima nie pomaga, ale witaminę D3 biorę

Trudne okresy w życiu weryfikują przyjaźnie, prawda? Słowo daję, będzie dobrze w biografii wyglądało:)))

Zdrowa jestem.

 



niedziela, 11 listopada 2018
Katar

Dziś rano zrobiłam herbatę i zorientowałam się, że zupełnie nie mam na nia ochoty. Jestem zdrowa. Po siedmiu dniach katar odpuścił. Gdybym się nie leczyła to kto wie, mógłby trwać nawet tydzień!

W ciągu tych siedmiu dni wypiłam 30 herbat (saszetki łatwo policzyć), zużyłam 1/3 słoja miodu, dwie garście imbiru, nie wiem ile kurkumy i pieprzu, oraz trzy  litry mleka kokosowego.

 

czwartek, 25 października 2018
kto powiedział, że martwe?

Mówi się "złośliwość rzeczy martwych". Rozumiem, że to "martwych" oznacza nieżywych i to w bardzo wąskim rozumieniu życia jako jednej z form istnienia białka. Moje wszystkie postaci fikcyjne żyją, nie ośmieliłabym się Mamuta nazwać "martwą" i jestem w bardzo żywej i dość zawiłej relacji z gogle maps a konkretnie z funkcją wyznaczania trasy. A dziś pokłóciłam się z mikrofalówką. Niestety miała rację i musiałam przeprosić. Dwa dni robiłam jej wyrzuty, że mogłaby się doprawdy postarać. Kawę mi ledwie ciepłą wydała, płatki też  i już miałam strzelić focha, kiedy nie wytrzymała i mi napyskowała.

- Weź nie świruj!

Otóż w niedzielę rozmrażałam w niej kurczaka (nigdy więcej mrożonych kurczaków, nigdy) i zapomniałam przestawić funkcję. Ona nawet była zdziwiona że ja chce kawę rozmrażać, ale nie oponowała, bo ona mnie traktowała jak dorosłą.

- Czy jest w domu ktoś dorosły?

- Tak, mikrofalówka.

wtorek, 23 października 2018
tymczasem

Byłam w galerii handlowej, żeby kupić klawiaturę, bo swoją wyrwałam dziś z mięsem z kabla. Wyszło nawet taniej niż w Polsce, tylko układu znaków będę się musiała na pamięć nauczyć. Byłam pewna, że nie umiem pisać bezwzrokowo a jednak potykam się tylko na znakach specjalnych. No i mogę pisać siedząc w łóżku:).

Przy okazji mierzyłam spodnie.Uczcijmy to minutą ciszy.

 

 

Niestety nie mieszczę się jeszcze w 38, optymizm mnie nieco poniósł. Prawdę mówiąc nie pasuję do spodni w żadnym rozmiarze. Gdzie ludzie kupują spodnie? Chyba muszę znaleźć swoją markę i się jej trzymać. Niech to będzie rozmiar dowolnie nazwany tylko PROPORCJONALNY poproszę. Ja nawet jak się pasę i nabieram kilogramów to one mi się rozkładają w miarę równomiernie. Znajome mi kobiety (pomijając przypadki związane z chorobami) też tak mają. Nie potrzebuję w spodniach miejsca na brzuch, za to przydałoby się go nieco na tyłek. Nie mierzyłam tył-na-przód. Sprawdziłam.

Pogoda mnie dziś zmusiła do schowania roweru do piwnicy. Czekam na wyprzedaże posezonowe w sportowym i jakoś tak po Zaduszkach powinny się zacząć promocje świąteczne. Ubiorę się ciepło i wrócę na rower. Bezbłędnie zrobiłam dziś zakupy i zjadłam obiad na mieście. I zajrzałam do google tłumacza tylko raz, żeby sprawdzić jak jest "bezprzewodowa". Tak naprawdę frustruje mnie to, że tak pooowoooli przychodzi mi ten język. Chciałabym szybciej. 

 

(15-16 grudnia będę w Poznaniu)

niedziela, 21 października 2018
psyche i soma

Żeby się w Berlinie poczuć komfortowo, potrzebuję fotela. I klawiatury bezprzewodowej, ale to akurat drobiazg, kupię sobie przy następnej wizycie w Warszawie. W kuchni mam dwa stołki i wygodne miejsce do jedzenia. Gazetę można przejrzeć ale czytać się nie da. W pokoju mam łóżko i mogę się położyć, ale leżenie sprawia, że organizm przechodzi w tryb relaksu i niechętnie wydatkuje energię. Nie mam miejsca gdzie mogę funkcjonować na normalnych obrotach.

Na przykład tę notkę piszę siedząc na podłodze z klawiaturą na kolanach. Na dłuższą metę, tak się nie da. Szukam więc fotela – wygodnego, ale takiego, który mi kieszeni nie zrujnuje. Pojechałam wczoraj do Ikei po inspirację i zabłądziłam w sklepie.

Lolka zawsze powtarza, że mózgi są głupiutkie i ja jej wierzę. Mózg nie odróżnia prawdziwego zagrożenia od wyimaginowanego. Mózg idzie za instynktem i działa. Ludzie różnie reagują na stres - mnie paraliżuje i siada mi kręgosłup. Dwa razy w życiu doprowadziłam się do stanu niemal inwalidztwa przepracowując się i ciągnąc te wagoniki jak Łysek z pokładu Idy. Potem poszłam po rozum do głowy i zaczęłam obserwować swoje ciało. Ono naprawdę sporo mówi i odwdzięcza się, jeśli się go słucha. Kiedy się zorientowałam, że trzeci raz wracam w to samo miejsce poczułam lekkie mrowienie w łydkach. Przy czwartym razie wlazło mi jakieś świństwo w kark i prawie spanikowałam. Chciałam zapytać o drogę, ale zapomniałam języka w gębie i uświadomiłam też sobie, że mam rozładowany telefon.

W karku odkłada mi się strach. Ciało mi mówiło „Boję się”. Wdrożyłam procedurę odzyskiwania kontaktu z moim racjonalnym „ja”.

Usiadłam. W pierwszym fotelu, jaki mi się napatoczył.

Wzięłam kilkanaście głębokich oddechów.

„Nic mi nie grozi, nie ma się czego bać. W absolutnie najgorszym razie, ktoś się mną zainteresuje przed zamknięciem sklepu i mnie wyprowadzi”- pomyślałam. Uspokoiłam się i przypomniałam sobie, że zapytać o drogę mogę w czterech językach. A nawet w sześciu, tylko w tych pozostałych dwóch nie zrozumiałabym odpowiedzi:). Zauważyłam też że umiem czytać i rozumiem znaki oraz słowo „exit”. Wyjście znalazłam dwie minuty później.

Jeśli komuś wydaje się dziwne, że można WIEDZIEĆ jedno a CZUĆ zupełnie coś innego, to poczytajcie sobie o TYM MOśCIE. Oczywiście przejście tego mostu wpisałam sobie na listę rzeczy do zrobienia .

Dziś zostałam okradziona i zrobiło mi się od razu lepiej. Nie, nie pomyliłam się. Naprawdę lepiej. Jechałam po chleb (trafiłam znakomity chleb, który czerstwienie a nie pleśnieje i w dodatku jest smaczny) i miałam na rowerze koszyk a w nim baterie, odblaski i bluzę oraz torbę z butelkami plastikowymi do recyklingu. Tutaj niemal w każdym sklepie spożywczym można oddać butelki i nawet dostać za nie kupon na jakieś centy. Bardzo mi się to podoba. Segreguję śmieci od kilku lat i zawsze najwięcej kłopotu sprawiały mi plastiki, a tu po prostu idzie się z butelkami po zakupy. Ostatnio dostałam kupon na 1,25 euro za chyba pięć butelek. Dziś miałam jakoś podobnie. Po drodze zmarzłam z ręce, więc wstąpiłam do galerii żeby kupić rękawiczki. Kupiłam, wychodzę a tu nie ma butelek. Wszystko inne zostało, nawet torba, w której były. Poczułam, że ja jestem w naprawdę w dobrej sytuacji.

 

Będę w bardzo dobrej, jak już zorganizuję sobie fotel. Mam już meldunek, numer identyfikacji podatkowej, wybrałam kasę chorych. Powoli zaczynają mi spływać odpowiedzi na moje rozesłane CV. Jestem dobrej myśli.



środa, 10 października 2018
raport

Ja wiem, że zaglądacie i się martwicie, ale niepotrzebnie.

 

Dostałam od córki kalendarz i piszę w punktach listy zadań na każdy dzień. Ochłonęłam, ogarnęłam. Zameldowałam się, czekam na numer identyfikacji podatkowej.

Mam pieniądze na utrzymanie i czas na uczenie się.

Mam też fuchę w Warszawie. Szkolenia weekendowe z kadr i płac, gdzie zwracają mi koszt dojazdu z Berlina. Zaczynam w ten weekend.

I tak to na początek. 

Aha i znów się mieszczę w rozmiar 38.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 39