twierdzę , wątpię , pytam
poniedziałek, 20 sierpnia 2018
nie rozumiem

Jak to się dzieje? Patrzę w lustro - zgrabna, ładna laska; patrze na zdjęcia, na których oznaczył mnie lepki buc - jakaś gruba baba. O co tu chodzi?

piątek, 17 sierpnia 2018
rywalizacja

Umówiłyśmy się z dziewczynami z pracy (przedział wiekowy od 20 do 60 lat) na tańce dziś wieczorem. Ktoś rzucił pomysł, ktoś się odniósł entuzjastycznie, reszta się zgodziła na integrację. Zamierzam się urwać pod pierwszym pretekstem, bo raczej wolę kameralnie. Poza tym mam mały zgryz. 

Mam gdzieś wpojone z tyłu głowy, że jak się wychodzi w koleżankami na miasto, to się nie robi im świństwa czerwoną sukienką. Prawda?

- A ty co założysz? - zapytała mnie Justin w kuchni

- Nie wiem jeszcze

- Ja wiem - odezwała się Iwa - skórzaną miniówke, dekolt, kabaretki, obróżka na szyi... wszyscy padną!

- Iwa, daj spokój. ustalmy, kto pokazuje nogi a kto cycki, żeby jakaś równowaga była?

- Nie, ja jestem zachłanna i biorę wszystko - uparła się Iwa

- No trudno - westchnęłam- dla równowagi będziemy mówić, że jesteś głupia

 

No i nie wiem. Chyba założę koszulę i dżinsy.

czwartek, 16 sierpnia 2018
czynnik ludzki

Wdałam się głupio w dyskusję na fejsie o linczu dokonanym w Indiach na gwałcicielu. Głupio, bo większość dyskusji na fejsie sprawia, że przestaję lubić ludzi. Nie tych pojedynczych. Przestaję lubić gatunek ludzki z jego lękami, owczym pędem, bezmyślnością, bezrefleksyjnością i uleganiem manipulacji. Wiem, skąd się biorą religie, totalitaryzmy, ludobójstwa i sekty. Rozumiem wkurw na gwałciciela, pedofila czy mordercę i proste poczucie sprawiedliwości „oko za oko”. Rozumiem tych ludzi, którzy w emocjach sami „wymierzają sprawiedliwość”. Nie rozumiem tych, którzy uważają, że „tak powinno być”, że „lincz jest dobry i sprawiedliwy” i „tak właśnie powinniśmy się rozprawiać ze złem”.

Czym  się wtedy będziemy różnić od oprawcy?

 

Z drugiej strony są przedstawiciele gatunku, których kocham, podziwiam i lubię ich obecność to chyba jest nadzieja dla ludzkości.

„Oko za oko uczyni tylko cały świat ślepym”  Gandhi.

 





czwartek, 05 lipca 2018
potrzeba

Dość późny wieczór. Dzwoni do mnie przyjaciółka i konspiracyjnym szeptem zaczyna
- Słuchaj, jestem w hotelu i potrzebuję… yyy… potrzebuję…
- Kasy – podpowiadam
- Nie kasy! Słowo mi wyleciało. No cholera! Potrzebuję…
- Wsparcia? Rady? Informacji? – staram się jak mogę
- Nie! Boże, jakie ja mam dziury w słowniku, na końcu języka mam, zaraz sobie przypomnę
- Prezerwatyw? – nadal się staram
- Przestań, bo mi w głowie mieszasz! Nie prezerwatyw, głupia! Potrzebuję ... tego ... no... no weź! Ukrycia. Nie, ukrycia nie...
- Alibi?
- Alibi potrzebuję! - ucieszyła się
"Super! - pomyślałam - Jest w hotelu i potrzebuje alibi. Całe szczęście, że nie muszę wychodzić z domu i zakopywać zwłok".
- Tak? - zapytałam ostrożnie
- Jakby moja mamcia dzwoniła, to jestem u ciebie i śpię.  

poniedziałek, 25 czerwca 2018
na złodzieju czapka gore

Wszedł klient do firmy. Rozmawiałam przez telefon, więc wskazałam mu miejsce, uśmiechnęłam się przepraszająco i poprosiłam, żeby poczekał.

Akurat  innemu klientowi tłumaczyłam, co powinien zrobić w przypadku, kiedy pracownica zgłasza, że była molestowana seksualnie przez kolegę z pracy. Mając świadomość, że mam słuchacza starałam się nie używać żadnych słów, które mogłyby zidentyfikować rozmówcę.

 - Słuchaj, molestowanie to nie tylko naruszenie kodeksu pracy ale też może być uznane za przestępstwo. W niektórych sytuacjach poważne... Po pierwsze musisz zareagować i to zareagować zdecydowanie, żeby dać wyraźny sygnał nie godzisz się na takie zachowania. W swoim dobrze rozumianym interesie... Wg kodeksu może to być uznane za dyskryminację ze względu na płeć a w tym przypadku można żądać odszkodowania od pracodawcy... To jest zbyt poważana sprawa, żebym ja mogła Ci doradzić. Idź do prawnika, bo to się może skończyć w sądzie... Ja nie wiem, czy masz to zgłosić na policję, zapytaj prawnika... Nie, nie zostawiaj tego, bo sytuacja będzie się powtarzać. Możesz zapytać inne dziewczyny, czy im się to przytrafiło, ale nie musisz. Nie musisz robić śledztwa, po prostu zareaguj. Nie powiem Ci co masz robić, bo to wykracza poza moje kompetencje, to jest sprawa dla prawnika.

W tym czasie klient oczekujący najpierw spurpurowiał, potem zbladł a następnie doszedł do wniosku, że się spieszy. Poskarżył się mojej szefowej, że rozmawiam z pracownikami za jego plecami i on sobie nie życzy.

Przez przypadek dowiedziałam się, co jest na rzeczy. Otóż pracownica oskarżyła go o molestowanie, usiłowanie gwałtu i bezpodstawne zwolnienie z pracy. Śledztwo jest w toku. 

To jeden z tych bidulków, co to pytają, "gdzie się podziało domniemanie niewinności" i "niedługo, zanim zaczniesz podrywać dziewczynę, będziesz potrzebować jej zgody na piśmie".

Nie znam szczegółów jego przypadku, więc nie będę wyrokować. Powiem tylko, że zawodowo widzę sens w zakazie  relacji seksualnych w pracy, jeśli występuje zależność służbowa. Niech szefowie/szefowe liczą się z tym, że mając silniejszą pozycję w pracy, zasługują na podejrzliwe traktowanie w sądzie. 

 

środa, 20 czerwca 2018
berliński gambit - epilog czyli kobieta światowa

W pracy ciężko, bo trzeba  było stworzyć plan na moje odejście. Jakieś ogłoszenie dać, kogoś znaleźć, nauczyć. Ustalić czego nauczyć. Przez ostatnie lata byłam w mojej pracy raczej kimś do „zadań specjalnych”. Rzadko zajmowałam się typową robotą kadrową. Listy płac, umowy, deklaracje i cały ten papierowy pierdolnik ogarniała moja (najlepsza na świecie) Iva. Ja robiłam wszystko to, co było z jakiegoś powodu problematyczne. No i weź to człowieku teraz przekaż.  Dałyśmy ogłoszenie, że do kadr i płac.

Przyszła kadrowa z wiedzą i doświadczeniem i podyktowała taką stawkę, że się nam loki wyprostowały.

Przyszła młoda, ambitna, dwa fakultety (w tym prawo pracy) ale nie odróżnia w praktyce pracodawcy od zleceniodawcy ani urlopu macierzyńskiego od zasiłku macierzyńskiego. A trzy miesiące na naukę to mało. Minął długi weekend i Berlin się nie zdecydował. Napisali, że potrzebują więcej czasu. Wszyscy Ci którzy mi kibicowali, dopytywali:

- I co? Odezwali się?

- Jeszcze nie – odpowiadałam i widziałam jacy są zawiedzeni.

Ja długo byłam zadziwiająco spokojna, ale zaczynałam godzić się z tym, że jednak się nie udało.

Któregoś dnia przyszła do mnie do domu Hana, przegadałyśmy pół nocy, wywlokłyśmy wszystkie żale z ostatnich miesięcy współpracy. Z mojej perspektywy Hana zaczynała mi szefować prywatnie a z jej perspektywy ja w pracy chodziłam własnymi drogami. Doszłyśmy zgodnie do wniosku, że formuła nam się wyczerpała i pracować już ze sobą nie powinniśmy. Stanęło na tym, że jeśli nie Berlin to i tak się służbowo rozstajemy. Oczywiście w pełnym porozumieniu.

Ulżyło mi. Naprawdę mi ulżyło.

Przede wszystkim dlatego, że złapałam równowagę i przekonałam się że mam bardziej przyjaciółkę niż szefową.

- Przepraszam za to co wtedy powiedziałam. Byłam zła – powiedziała – Ten Berlin to duża rzecz i w sam raz dla Ciebie. Wytłumaczyłam:

- Nie uciekam. Nie odchodzę dlatego, że mi źle – uważam, że ze wszystkich szefów jakich w życiu miałam, ty jesteś najlepsza. Nigdzie wcześniej nie pracowałam dłużej niż 3 lata a u ciebie jestem ponad siedem.  Po prostu już czas na mnie.

Na przełomie maja i czerwca miałam zaplanowany urlop w Paryżu. Tak, wiem jak to snobistycznie brzmi, ale dla mnie to był bardziej urlop niż Paryż i właściwie po taniości. Zatrzymałam się u ds, połaziłam trochę po mieście, jadłam sery i bagietki. Przeczytałam dwie książki i obejrzałam parę filmów. No i akurat w Paryżu 29 maja odebrałam telefon z Berlina z wieścią, że TAK. Kontrakt na dwa lata od 1 września, na warunkach nawet odrobinę lepszych niż ustaliliśmy.

Zadzwoniła spt :

-  Warszawa, Paryż, Berlin,  no, no, zrobiło się światowo:)

 

I konstatację mam taką:   Nic tak człowieka nie ogranicza jak on sam. Jeśli człowiek ma w głowie przestrzeń (nie mylić z pustką), to świat jest otwarty. Dzięki temu mogę spacerować nad Sekwaną, lecieć na kilka dni do Frankfurtu i planować Sylwestra w Berlinie.

Jest dobrze.



wtorek, 19 czerwca 2018
berliński gambit cd

- Muszę ci powiedzieć coś ważnego – zaczepiłam Hanę - potrzebuję neutralnego terytorium. 

Pojechałyśmy do kawiarni. Nie wiedziałam jak zacząć, żeby moja przyjaciółka, z którą miałyśmy wspólne zawodowe plany, nie poczuła się zdradzona.

- Mam ofertę pracy. Jeszcze się nie zdecydowałam i jeszcze mnie nie wybrali, bo właściwie to jest propozycja wzięcia udziału w rekrutacji, ale jest to na tyle ważne, że powinnaś o tym widzieć teraz.

Zrobiła tę swoja minę służbową, żeby ukryć zawód.

- Kiedy chcesz odejść? – zapytała sucho

- Chwila – wiedziałam, że muszę wyjaśnić - Nie szukałam pracy, po prostu dostałam szanse pracy w Berlinie, w mojej branży. Mam zaproszenie na rozmowę rekrutacyjną i chcę jechać. Decyzję podejmę po rozmowie. Uprzedziłam,  że mam 3 miesięczny okres wypowiedzenia. Jeśli odejdę, to najwcześniej w sierpniu.

- No dobrze, przynajmniej tyle – odetchnęła trochę – Co to za praca?

Opowiedziałam jej całą historię i zakończyłam:

- Jesteś moja szefową, ale przede wszystkim jesteś moją przyjaciółką i zależy mi na tym, żebyś mi została w moim życiu.

- Kiedy chcesz jechać?

- 20 kwietnia

- Dlaczego? Co jest dla ciebie priorytetem? Kasa? Rozwój?

- Znasz mnie piętnaście lat

- Myślałam, że trochę ci z wiekiem przejdzie to twoje „ahoj, przygodo!”. Moim zdaniem to jest zły pomysł. Nie nadajesz się do korporacyjnych trybów, ale oczywiście zrobisz, jak uważasz. Tutaj, przy odrobinie wysiłku, mogłabyś zarobić tyle samo.  I w ogóle z Twoja skłonnością do uciekania, pomyśl, czy nie uciekasz?

 

W sumie uspokoiła mnie ta reakcja, bo obawiałam się focha. Hana może nie podeszła do sprawy super racjonalnie, ale zrobiła coś, co mnie zmusiło w mojej głowie do obrony oferty. Do tej pory wszystkie reakcje były bardzo wspierające, więc ja wymyślałam  minusy dla równowagi.  

 

Pomyślałam, czy uciekam.

Nie uciekam.

 

Spotkanie w Berlinie uzgodniliśmy na  piątek 20 kwietnia (imieniny Agnieszki) na 10,00. Postanowiłam przyjechać dzień wcześniej, bo ja może jestem spóźnialska, ale spóźnialska z zasadami i się nie spóźniam. Zarezerwowałam hotel blisko firmy, kupiłam bilety na pociąg i pojechałam w środę do córki do Warszawy.

- Dziecko moje kochane, co ty myślisz o kolejnej rewolucji? – zapytałam najlepszą z córek

 Fundowałam jej gwałtowne zmiany kilka razy w życiu i raczej wcześniej nie pytałam o zdanie.

- Mamuś, ja jestem dorosła. Mnie  już życia do góry nogami nie wywrócisz, więc zupełnie się o mnie nie martw – mówiła - to niewielka różnica czy będę przyjeżdżać do Berlina czy do Olsztyna. A Ty jesteś mądra i odważna i na pewno ich tam z kapci wyrwiesz. Kanapki ci zrobię.

 

No to pojechałam zdobywać  Berlin.

Siedem godzin w pociągu i wysiadłam na dworcu głównym. Okoliczności układały się tak sprzyjająco, jakbym nagle dostała anioła stróża do zadań specjalnych i on mi pył spod stóp wymiatał. Wysiadłam,  pierwszy bus, który rzucił mi się w oczy, akurat jechał na Aleksanderplatz a tam miałam hotel. Mój niemiecki jest kompletnie zardzewiały, ale dałam radę kupić bilet, zameldować się i jeszcze nieco zorientowac w terenie. Następnego byłam gotowa na rekrutację. Tak jak spt kazała: grzecznie, elegancko, dress code korporacyjny. Zażartowali, ze zawyżam standardy, ale z uznaniem:)

Dwie godziny, trzy  spotkania, pięć osób. Nawet się nie zmęczyłam. Wręcz przeciwnie – miałam wrażenie, że chemia działa, pasujemy do siebie i dajemy sobie energię.

 - Ja już wiem, że chcę tu pracować – powiedziałam na koniec – jeśli się Państwo na mnie zdecydują

- To świetnie, że pani to mówi – ucieszyli się – decyzja zapadnie po długim weekendzie majowym, ale proszę być dobrej myśli.

 

Wyszłam uskrzydlona, przebrałam się w dżinsy i wygodne buty. Miałam osiem godzin na szwendanie się po mieście.

Berlin zdobył mnie. Jest świetnie skomunikowany, zielony, przyjazny, otwarty i pełen uroku. Powiedział mi, że będzie mój.

 

Cdn.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37