twierdzę , wątpię , pytam
poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Dorabianie dupie uszu

Teoria dysonansu poznawczego zakłada pojawianie się nieprzyjemnego napięcia psychicznego w sytuacji, gdy konkretna osoba otrzyma sprzeczne elementy poznawcze. Za napięciem pojawia się silna potrzeba redukcji … bla, bla, bla.

Przekładając rzecz z naukowego na powszechnie zrozumiały - człowiek jest zbudowany tak, że jak ma do przetworzenia dwie rzeczy i one się wzajemnie wykluczają to odruchowo jedną z tych rzeczy chce wyeliminować. Mózg wpada w panikę i ze wszystkich sił stara się część informacji wyprzeć, usprawiedliwić, wytłumaczyć, zinterpretować na korzyść, umniejszyć, zbagatelizować, nie wierzyć własnym oczom i szukać kontekstu, w którym rzeczy wykluczać się nie będą. W skrócie zajmujemy się wtedy dorabianiem dupie uszu. To takie przeciwieństwo wyrywania z kontekstu. Każdy  wpada w tę pułapkę. Dysonans poznawczy ma cechy popędu, czyli najpierw czujemy i idziemy za emocjami a potem ewentualnie idziemy po rozum do głowy.  

Dawno miałam napisać o zjawisku obrony rozmaitych niezręcznych (delikatnie mówiąc) wypowiedzi publicznych albo zachowań znanych osób. Zupełnie bez sensu, jakbyśmy nie dawali innym (i sobie też) najmniejszego prawa do błędu. Im bardziej ktoś na świeczniku tym trudniej przychodzi im zwyczajne „przepraszam” „poniosło mnie”, „popełniłem/am błąd”. Im większy autorytet i osiągnięcia tym większa gromada żarliwych obrońców/ wyznawców gotowych dowodzić, że każde pierdnięcie idola fiołkami pachnie.

Taki Roman Polański. Wybitny reżyser zgwałcił trzydzieści kilka lat temu dziecko i uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. Tak wyglądają suche fakty. W zależności od tego, co jest dla nas ważniejsze, tego będziemy bronić dowodząc, że to drugie jest nieważne. Ważniejszy reżyser i jego wybitne osiągnięcia czy dziewczynka, która „po co tam poszła”. Ci, którzy chcą sprawdzić, co dla nich ważniejsze, niech zamiast nazwiska Polański wstawią nazwisko ulubionego aktora/pisarza/reżysera (ale takiego, który naprawdę was kształtował). Co poczuliście instynktownie?

Jakiś czas temu jednego z europosłów „Samoobrony” prostytutka oskarżyła o wymuszenie na niej seksu bez prezerwatywy. „Jak można zgwałcić prostytutkę?” zaśmiał się na konferencji prasowej Andrzej Lepper. Miał wielu obrońców.

Profesor Zbigniew Mikołejko popełnił bardzo emocjonalny, niesprawiedliwy, mizoginistyczny, stygmatyzujący kobiety tekst o „wózkarach”. Stworzył kolejny krzywdzący stereotyp, kolejny bat do dyscyplinowania kobiet. Osiągnął cel, słowo weszło do słownika, mamy kolejny bęben, w który można bezkarnie bić – roszczeniowe mamuśki. Roszczeniowe i na tyle głupie, że sprzedały się za 500+. Między innymi broniła Mikołejki Małgorzata Kalicińska. Że wstyd tak wolność i demokrację za pięć stów przehandlować. Zawstydzanie, to kolejne narzędzie do dyscyplinowania kobiet. Tatusiowie nie biorą 500+ ani nie biorą odpowiedzialności za dzieci. Mają ważniejsze sprawy.

    

Kiedy KOD zaczął stanowić realna siłę polityczną, media obiegła wiadomość, że lider ruchu, i obrońca demokracji nie płaci alimentów na swoje dzieci. Jacek Żokowski napisał wtedy dramatyczną, godną pióra Sienkiewicza obronę Kijowskiego. Kiedy Bohater ma misję i dobro kraju na głowie, dajcie spokój alimentom, historia go rozliczy. Bohater nie chciał czekać na wypłatę historii, sam się rozliczył i poszedł na dno ciągnąc za sobą KOD.  A szkoda. Szkoda, że mamy tak silna potrzebę bohatera bez skazy, szkoda, że każda inicjatywa potrzebuje pomnikowej twarzy, a ta zbyt łatwo okazuje się ludzką dupą. Ważniejsze są alimenty czy obrona demokracji? Zapytajcie dzieci Kijowskiego.

Władysław Frasyniuk – ikona pierwszej Solidarności, zasłużony działacz, autorytet dla wielu. Niedawno wrócił na scenę polityczną w walce o niezawisłość sądów. Szlachetny cel. Frasyniuk najpierw  sobie zażartował rubasznie ze sceny, że woli kobiety w polityce, bo są seksowne a potem dołożył tekstem o domniemanym homoseksualizmie Kaczyńskiego. Większość nawet nie ma mu tego za złe. „Ach, och czepiasz się, sądy ważniejsze”

Ostatnio na  Przystanku Woodstock Jurek Owsiak poradził Krystynie Pawłowicz, żeby "spróbowała seksu". Zrobiło mi się smutno. Lubię Owsiaka, doceniam jego Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i nadal zamierzam ją wspierać, ale jego wypowiedź była obrzydliwa, seksistowska i uwłaczająca dla wszystkich kobiet.  Czytam wypowiedzi obrońców i oczy przecieram ze zdumienia, nawet mi się komentować nie chce. Już mi ręce opadają i nie umiem tłumaczyć jak bardzo  i na ilu płaszczyznach to była zła wypowiedź.

Dziwimy się jak wysoko PiS stoi w sondażach, odmawiamy jego zwolennikom rozsądku, inteligencji i przyzwoitości. Zastanawiamy się czy są ślepi, głusi, nie wiedzą  co się dzieje? Mechanizm dysonansu poznawczego działa w obie strony. Są głusi i ślepi dokładnie w taki sam sposób jak my. Tak samo rzeźbią w gównie dorabiając ideologię do wypowiedzi swoich autorytetów.  Mechanizm działa w obie strony i w obie strony zakłamuje rzeczywistość.

Pamiętam, że teoria dysonansu poznawczego była dla mnie jak PSTRYK i światło. Poukładała mi światopogląd w głowie nauczyła lepiej rozumieć siebie i innych i nauczyła mnie jednak chodzić po ten rozum do głowy. No może nie od razu, bo mną też targają emocje, ale ich świadomość i znajomość mechanizmów sprawia, że mogę się zatrzymać i jednak POMYŚLEĆ. Czasem nawet zdążę ugryźć się w język, zanim się rzucę bronić Częstochowy.  I lubię siebie za to.  

Jest jeszcze jeden wspólny mianownik tych wszystkich nieszczęśliwych wypowiedzi. Wszystkie wyrastają z przekonania, że kobieta powinna znać swoje miejsce a jeśli nie zna to każdy ma prawo jej to miejsce wskazać. I większość z nas stoi grzecznie w miejscu wyznaczonym.  

 



17:24, odwodnik
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 31 lipca 2017
czarny humor

Na jakimś forum internetowym przeczytałam:

"Te szyby w drzwiach bywają niebezpieczne, mój synek o mało co uszedł z życiem"

Ja kocham język polski i nie wiem, gdzie zgłosić przestępstwo? 

piątek, 28 lipca 2017
gdyby był bóg

Tabletka "dzień po" na receptę - obyło się bez protestów. Teraz PIS majstruje przy ustawie antyaborcyjnej a nas nakręca plakatami poronionych płodów. Mam dość tematu aborcji. Mam dość słuchania wypowiedzi polityków, publicystów i samozwańczych liderów. ONI czyli MEDIA - i te mające ambicje dziennikarskie i te w służbie (trudno rozróżnić czasem) -  robią to specjalnie. Utrzymują nas w stanie wrzenia, bo złość, strach, skandal przekładają na klikalność -> pieniądze -> wpływy -> więcej pieniędzy -> więcej wpływów...

A płacimy za to my - wkurwieni. Głos rozsądku rozbija się o ścianę a każda nienawistna rzygowina powielana tysiąckrotnie urasta do statusu „głosu w sprawie” i wyznacza nowe miejsce „prawdzie po środku”.

Otóż nie. Nie zgadzam się.

Prawda nie leży „po środku” tylko tam, gdzie leży, ale tego się człowiek uczy jak ochłonie.

Nie będę już chodzić na protesty (po ostatnim spacerowaniu ze świecą), wolę siedzieć pod kocem i oglądać filmy. Nie chcę marnować czasu na działania, na których interes polityczny ubija ktoś inny i nie chcę się angażować czynnie w politykę. Ze swojej strony robię, co mogę:

- wypisałam się z kościoła (bo realną władzę, zbudowaną na poczuciu winy i strachu, ma kościół)

- staram się być porządnym człowiekiem  i tak wychowałam córkę

- pójdę głosować na człowieka a nie na partię

Gdyby był bóg, taki w jakiego wierzą ludzie, taki, co słucha modlitw i  mu zależy, to ja miałabym prośbę:

Pomodliłabym się o to, żeby dokonał boskiej lustracji macic i umysłów i niech każda, ale to KAŻDA kobieta, która miała aborcję zzielenieje na jeden dzień. I niech tego dnia każda osoba, która pomogła w aborcji, wsparła ją, przyczyniła się do niej, usiłowała do niej nakłonić lub zmusić też  stanie się zielona. 

W Polsce (gdzie na wybory chodzi mniej niż 15 milionów ludzi) według ostrożnych szacunków aborcji mogło się poddać około 5 milionów kobiet. To jest naprawdę świetny pomysł, żeby te kobiety stygmatyzować. Ależ proszę publicznie je zelżyć, wyzwać od morderczyń, suk, szmat, głupich cip, próbować zapędzić do narożnika. I pomódlcie się, pomódlcie się wszyscy święci do swoich bogów o to samo co ja. Będzie wam łatwiej wyzywać i wytykać palcami. O ile będziecie mieli odwagę w tym zielonym tłumie. 

Mam nadzieję, że doczekam czasów,  kiedy kobiety się zorientują, ile nas jest.

 



 

 

piątek, 21 lipca 2017
tak zupełnie poważnie

Jeden z filarów mojej tożsamości to mój język polski. Język, który kocham. Język, który szanuję i szacunku do niego nauczyłam moje dziecko. Mogę wyznawać miłość we wszystkich językach świata, ale tylko "kocham Cię" sprawia, że szybciej bije mi serce. Walka o żeńskie końcówki, to nie tylko walka o język polski w moim życiu, ale też o moje życie w języku. I nie, moje życie to dla mnie nie jest błaha sprawa.

Bardzo bolą mnie żarty z nienawistnych dehumanizujących wypowiedzi polityków. To jest poważna sprawa.  Zaznaczam, że udziału brać nie będę w odbieraniu mi mojego języka i zmiana właściwych znaczeń słów. Słowa mają moc.  

Nie. Nie zgadzam się na ironię i kpinę w politycznej debacie publicznej z podłych oskarżeń, oszczerstw, obelg i poniżania mnie.

Nie. Nie chcę być nazywana mordą (ani nawet mordeczką), szmatą, elementem gorszego sortu, mordercą, kanalią, zgraja i zdrajcą. Ani serio, ani „żartem”.

Dlaczego mam się godzić na najgorsze inwektywy? Nie jestem taka jak raczył wykrzyczeć (bez żadnego trybu) prezes partii rządzącej z mównicy sejmowej. Z mównicy sejmowej! Kaczyński mnie obraził, napluł mi w twarz i nie zamierzam udawać, że to „wybryk”. Pomówienie, zniesławienie, zniewaga, ubliżanie to przestępstwa karalne.

 Nie będę sie z tego śmiać.

Czy nie dość wyraźnie widać jak działa ten mechanizm? Zapewniam, że historia ironii nie zauważy. Chcecie do niej przejść jako ten gorszy sort, chamy, świnie od koryta oderwane? Jako ludzie bez sumienia i przedstawiciele cywilizacji śmierci? Ja nie.

Kaczyński wie, co powiedział i chcę, żeby poniósł odpowiedzialność za swoje haniebne słowa.

 Przypomniała mi się taka historia. Jeden mój znajomy ma znajomego, który po kłótni z żoną został oskarżony o usiłowanie zabójstwa i trafił do aresztu (Polak, ale nie w Polsce, niestety). Bardzo czuł się pokrzywdzony i szukał dobrego adwokata, bo go „suka wrabia”.

 - Jakie „usiłowanie zabójstwa”? Wkurwił się, bo był zazdrosny i trochę go poniosło. Ale żeby zaraz „usiłowanie zabójstwa”? Przecież on ją kochał i nie chciał jej skrzywdzić.

Świadkowie zeznali zgodnie, że ją dusił i krzyczał „Zabiję cie, kurwo”.

Słowa mają znaczenie.



wtorek, 18 lipca 2017
takie tam pitu pitu

Dziecko wyjechało do Anglii na dwa miesiące Wstępnie. Taki jest plan A. Plan B przewiduje zostanie na Wyspach na rok. Umówmy się, że to "dziecko" to relacja a nie kwestia dojrzałości, bo jak wiedzą wszyscy, którzy znają Lolkę i wszyscy, którzy mnie czytają – „dziecko” jest dorosłe ( nie lubi tego ale jest), mądre i dobre.  

 

Taka dygresja na marginesie: Musiałam nieco zweryfikować filozofię życiową.  Zawsze (z jednym małżeńskim wyjątkiem) leciałam na mężczyzn młodszych ode mnie. W większości przypadków z wzajemnością. W ogólniaku podobali mi się chłopcy z młodszych klas, na studiach wyszłam za mąż i wróciłam na „rynek” przed trzydziestką. Wtedy upierałam się, ze 10 lat różnicy wieku to absolutnie max do przełknięcia. Potem zaczęłam nonszalancko twierdzić, że „wszyscy dorośli są w tym samym wieku” i „wiek, to nie jest najważniejsze kryterium oceny”. Właściwie nadal tak uważam, ale pojawiła się nowa kategoria. Dzieliłam dorosłych mężczyzn na dwie grupy: „podoba mi się - mogłabym być zainteresowana”  albo „nie podoba mi się  -  wykluczam”. Tak oceniając na poziomie id.  Doszła trzecia kategoria „podoba mi się – mogłabym ewentualnie adoptować”. Zamiast libido uruchamiają mi instynkt macierzyński. To ci mniej więcej w wieku Lolki.

Ale do rzeczy. Dziś zadzwonił do mnie nieco spanikowany ojciec Lolki, bo dowiedział się, że DZIECKO! ZA GRANICĄ! Samo, biedne, głodne IDODOMUDALEKO!

- Kochanie, nie powiedziałaś ojcu, że wyjeżdżasz? – złapałam Lolkę na fejsie

- Jakoś się nie złożyło, myślałam że wie, że mu ciotka powiedziała. Rozmawiałam z nim, ale coś nam przerywało na łączach

-Ciotka mu powiedziała wczoraj i chyba zareagował histerycznie, bo chce ze mną porozmawiać. Czy jest coś czego nie powinien wiedzieć? Nie chcę go wytrącać z jego strefy komfortu - zapytałam

- Mamuś, skoro się z Toba umówił to on  już jest poza strefą komfortu. Uspokój go jeśli dasz radę. Poza tym fascynujące jest to, że on nadal myśli, że my dwie ze sobą nie rozmawiamy chyba – powiedziała Lolka

- Faktycznie:))) – olśniło mnie -  On myśli, że ja do Ciebie ewentualnie MÓWIĘ a Ty mnie ewentualnie SŁUCHASZ

 - Tak – wtrąciła Lolka -  A  i tak robię co CHCĘ xD

 - A ja Ciebie BRONIĘ cokolwiek zrobisz - uzupełniłam

A my rozmawiamy. Wymieniamy zdania, słuchamy, upewniamy się czy właściwie dotarło, irytujemy się, sprzeczamy, wygłupiamy. Szanujemy się, szanujemy swój czas i swoje zdanie. I wiecie co? Bierzemy się pod uwagę.

 

To zupełnie inaczej niż w polityce. Jestem zmęczona polityką, bo tak naprawdę wcale nie chce jej śledzić i nie chcę się bać. Ja mam co robić. Nie mogę jednak tak zupełnie biernie przyglądać się wydarzeniom jak Niemcy w trzydziestym trzecim. Ja oglądałam „Kabaret” Boba Fosse’a. Ten scenariusz zadziałał w III Rzeszy, w Indonezji w 65’, w Rwandzie w 94’  zadziałał już tyle razy, że można go wdrażać jak plan.

 

 Podział - kryzys – prowokacja – krew i śmierć

 

Im więcej krwi i śmierci tym większy interes do ubicia.

 

Wojna to czas dla biznesmanów a nie bohaterów. Nie straszę wojną. Wojną trwa nieustannie od początku ludzkości. To, że „żyjemy w pokoju” od czasu II wojny światowej to złudzenie. Wojna się nie skończyła, po prostu politycy i biznesmeni nauczyli się nią ZARZĄDZAĆ. Nie bójmy się wojny, był czas do niej przywyknąć. Codziennie gdzieś na świecie na wojnie giną ludzie. Codziennie. I na nikim nie robi to wrażenia. Udajemy, że wojny nie ma, że taka malutka i daleko, to się NIE LICZY. Liczy się odpowiednio wypromowana pojedyncza bomba w metrze, ciężarówka na deptaku, samobójca zamachowiec w teatrze. Nie dam się zastraszyć zamachom terrorystycznym, nie boję się śmierci. Boję się, że doprowadzona do ściany nienawiści, JA zacznę dzielić, odczłowieczać, zabijać.  

 

Co robić? Nie wiem.

Jestem dzieckiem Oświecenia i Pozytywizmu. Wierzę w edukację i pracę u podstaw. Bardzo chcę wierzyć w ludzi.

 

Dostałam się do konkursu prelegentów filmowych. Dzięki za dobra energię, będę jej jeszcze potrzebować.

 

Szykuje mi się druga tura szkoleń w stolicy. Właściwie siedzę na walizkach i czekam tylko na potwierdzenie terminów.

Zrobiłam porządki w szafie według zasady – wyrzuć wszystko co cię nie uszczęśliwia. Okazało się, że łatwo mnie uszczęśliwić. Duch Mamuta robił porządki ze mną. Niestety. W związku z tym mam:

-  torbę sukienek rozmiar za małych (przecież schudnę)

-  torbę ciuchów  rozmiar za dużych ( przecież jak będę miała maszynę do szycia to sobie dopasuję)

- całą półkę rzeczy, które będę mogła nosić jak je wyprasuję (gdzie jest żelazko???)

 - reklamówkę rzeczy do oddania.

 

Okazało się też, że mam w czym chodzić. Tylko bieliznę muszę dokupić. Potrzebuję majtek w groszki.

 

Poleżałabym sobie na plaży, ale huśtawka pogodowa doprowadza mnie do furii.

 

A tak ogólnie to na moim prywatnym podwórku jest dobrze. A co u Was?



piątek, 07 lipca 2017
kalendarzyk i inne wariacje

Znalazłam i testuję aplikację na iphona MyDaysX. Jestem zachwycona. Prócz standardowych przydatnych informacji, które można sobie do kalendarza wpisać i zrobić wykresy (menstruacja, temperatura, waga, nastrój itp.)można jeszcze zaznaczyć dni kiedy był seks, uściślić czy z antykoncepcją i czy zakończony orgazmem oraz dopisać komentarz. Bardzo fajna opcja.

Skorzystałam z możliwości napisania komentarza chociaż zaprawdę powiadam wam nie chcielibyście znać jego treści. 

Lolka idzie w stronę weganizmu. Przyjechała do domu i mi gotuje (jakby mi ktoś tak codziennie gotował, to dawno byłabym weganką). Ja robię zakupy. Zleciła mi ostatnio kupienie margaryny "Delma" - Kup zwykła klasyczną, beż żadnych udziwnień i dodatków. Same oleje roślinne w składzie, ok? - poinstruowała mnie Stanęła przed półką w sklepie a tam delma z jogurtem, delma z masełkiem wiejskim, delma o smaku świeżego poranka, delma chuj wie co. Wszędzie w składzie mleko lub jego pochodne. Cała półka delmy i nie ma wyboru. Dzwonię do dziecka:

- Kochanie, nie ma takiego konia, który nazywa się "koń" - mówię stanowczo

- Mamo, gdzie jesteś? Czy ty masz udar? - zaniepokoiła się Lolka, a do mnie z całą mocą dotarło, że radośnie zastosowany skrót myślowy może być nieco niezrozumiały nie tylko dla ukochanego dziecka, ale też dla innych osób stojących obok mnie w sklepie przy lodówce z nabiałem. Parsknęłam śmiechem, usmarkałam się i kucnęłam:

- Mam atak ... - rzęziłam w powstrzymywanych spazmach - ...śmiechu. Poczekaj. Zaraz. Mi. Przejdzie.

Ochroniarz przyglądał mi się podejrzliwie, co mnie rozśmieszało jeszcze bardziej. Parę minut mi zajęło zanim mogłam mówić. - W sklepie jestem i tę delmę chciałam kupić. Nie ma ZWYKŁEJ. Są same niezwykle. Jak z tym koniem. Jest ogier klacz i źrebak a nie ma konia - wytłumaczyłam się

- Aaaaaaha. Wracaj do domu zanim Cię zamkną - uspokoiła się Lolka

Skończyłam szkolenia. Nie zdążyłam się jednak nacieszyć wolnymi weekendami, bo dostałam następną propozycję i czekam na potwierdzenie terminów. Wszystko wskazuje na to, że nie będę miała wakacji.

 

Zgłosiłam się do konkursu prelegentów filmowych. Proszę o trzymanie kciuków, żebym się zakwalifikowała.

 

To tyle.

poniedziałek, 03 lipca 2017
podróże kształcą?

Generalnie wierzę w ludzi. Znaczy jestem humanistką. Fakt, że mi łatwo, bo mam matrix na użytek własny. Niestety nie jest on hermetyczny. 

Byłam świadkiem takiej sceny:

Warszawa, centrum miasta, wychodzę z bloku. Dzień piękny, hałas jeszcze do mnie nie dotarł i byłam tak dość życzliwie i optymistycznie do świata nastawiona. Przed blokiem w grupie stoi starsza nobliwa pani, chłopiec około 10-letni, ochroniarz w uniformie i mężczyzna na oko w moim wieku (nie można mi jednak ufać w tej kwestii, gdyż ja absolutnie nie umiem oceniać wieku), przyzwoicie ubrany. I ten mężczyzna wygłasza taki dobrotliwy monolog:

- Proszę Pani, nie mam pani racji. Ja naprawdę też kawał świata zwiedziłem - domyśliłam się, że weszłam w środek jakiejś dyskusji, więc się zaciekawiłam

- W Niemczech pracowałem kilkanaście lat - mówił dalej mężczyzna z głosem jak aksamit -  W różnych miejscach i z różnymi ludźmi. Pracowałem i z Arabami i Hindusami i Chińczykami i ludźmi we wszystkich kolorach. Ja znam życie i znam tych ludzi i niech mi pani wierzy... to są takie skurwysyny!

 

Rzeczywistość potrafi napaść  znienacka.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32