|
twierdzę , wątpię , pytam
środa, 18 listopada 2009
bilansowo
Jest taki film polski, który zaczyna się od słów głównego bohatera "zawsze, gdy nie mogę spać - liczę dupy". Po czym wspomina wszystkie kobiety, które w swoim życiu kochał albo tylko pieprzył. Z wzajemnością i bez. Film raczej średni, chociaż może być skarbnicą "złotych myśli". Jak to u Koterskiego.
piątek, 13 listopada 2009
do głowy przyszło
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć mam wątpliwości, co do tej pierwszej. Albert Einstein Są sytuacje, kiedy człowiek swoje "sapiens" wznosi na takie wyżyny kreatywności, że się zwoje w mózgu prostują. Każdy ma chyba na koncie, coś do czego się publicznie w życiu nie przyzna. No chyba, że odleży swoje w kwarantannie, odejdzie w przeszłość i może stanowić smakowitą anegdotę towarzyską. Przed Świętem Zmarłych pomagałam koleżance w kwiaciarni , bo nie wyrabiała na zakrętach. Miałyśmy w ofercie między innymi znicze elektryczne o takie: Na obrazku nie widać, ale w środku jest plastikowa rurka, którą się wyciąga i znicz świeci. Podobno 30 dni. Szły te znicze jak świeże bułki. Aż wyszły. Koleżanka sprzedała ostatni. Po godzinie klientka wraca:- Miała pani jakieś reklamacje tych zniczy? – zapytała - Jeszcze żadnych reklamacji nie było, a co się stało? – zaciekawiłam się - No wie pani, tu napisali, że pali się 30 dni. Mój chłop przyszedł i chciał sprawdzić. Zapalił i paliło się góra trzy minuty i zgasło –tłumaczyła klientka - No trudno zdarza się , proszę dać ten znicz. Oczywiście możemy zwrócić pieniądze – koleżanka już otwierała kasę , kiedy coś ją zaniepokoiło – A co on taki czarny? Osmalony? Zapalił się? Może jakieś zwarcie, ale żeby aż tak? – dziwiła się oglądając osmalone i zdeformowane ścianki. - Mój chłop zapalił przecież – powtórzyła klientka - Wiem, ale czemu jest spalone? – nadal nie rozumiała koleżanka - No mówię przecież, że zapaliczką zapalił i paliło się trzy minuty a było napisane, że miesiąc. No i tu pojęłyśmy że , plastikowy elektryczny znicz został po prostu podpalony żywym ogniem i oddany jako nie spełniający oczekiwań. Trzy minuty się palił. Przyszłoby wam do głowy? A ja się zawsze dziwiłam po co w instrukcji tamponów piszą ,
żeby to cewki moczowej nie wkładać a na czopkach żeby nie połykać. Widocznie
ktoś usiłował. Ja teraz rozumiem jaka ogromna odpowiedzialność spoczywa na autorach rozmaitych instrukcji obsługi.
środa, 04 listopada 2009
różnica kulturowa
Wojciech Cejrowski "Gringo wśród dzikich plemion" (fragment) "- Gringo - zwrócili się do mnie - opowiedz nam o swoim świecie. Jak tam jest? - A co konkretnie chcielibyście usłyszeć? - Jecie ludzi? - Czy JEMY ludzi!? W jakim sensie?? - Ustami, zębami, przez gardło do brzucha. Zjadacie ludzi? - Skąd wam to przyszło do głowy? A wy zjadacie? - Nam nie wolno! Tabu. - A Dzicy? - Oni mają te same tabu co my. To nasi bracia. Żadne plemię w tej okolicy nie je ludzi. - No to dlaczego niby ja miałbym jeść? - Słyszeliśmy, że biali jedzą ludzi. - Bzdura jakaś. Kto tak mówi? - Najstarsi. Pamiętają jeszcze czasy, kiedy po naszej puszczy kręcili się biali. To byli szamani złych duchów. Odprawiali obrzędy, składali ofiary... I zapraszali nas żeby się przyłączyć. Chcieli, żebyśmy razem z nimi jedli ciało jakiegoś człowieka i popijali jego krwią. Na szyjach mieli zawieszone żelazne trupy, takie same jak ten - wskazał palcem srebrny krzyżyk na mojej szyi. - Więcej nie wiemy, bo to było bardzo dawno temu. - I co się z nimi stało? - Zostali przepędzeni. U nas nie wolno jeść ludzi, gringo. Ani pić krwi - mówiąc te słowa popatrzył na mnie znacząco."
wtorek, 03 listopada 2009
inny to znaczy jaki?
Jeśli JA jestem inny, to moje "inny" oznacza lepszy, wyjątkowy, kreatywny, ciekawy, rzucający nowe światło, poszerzający horyzonty, nonkonformistyczny. Inny - ja to indywidualista, futurysta, romantyczny "milijon", więc zasługuję na szczególną uwagę, szacunek i specjalne względy. Ja - inny wybijam się ponad szarą tępą, masę tłumu. Jeśli ON jest inny, to oznacza gorszy, obcy, niebezpieczny, zacofany, zamknięty w sobie, zawzięty, głupi, niezrozumiały, niesolidarny, nieelastyczny, nienaturalny, nieempatyczny, fanatyczny. On- inny rozbija zespół, nie umie współpracować, sabotuje, udaje, więc należy na niego uważać, przywołać do porządku, utemperować, nawrócić, wyśmiać, odrzucić, nauczkę dać albo zniszczyć. A ty? Który "inny" jesteś?
sobota, 31 października 2009
wiara
Mam drobny kłopot z komputerem. Znaczy drobny dla każdego, kto ma jakieś podstawy. Ja nie mam. Mianowicie dowiedziałam się , że mogę ogladać telewizję w komputerze tylko mi potrzebna karta telewizyjna czy coś. Człowiek, co się zna by mi się przydał. Zaufanie w tej kwestii mam do niewielu osób. Siostrzeniec ma inne sprawy na głowie i jakoś nie chce mi się go ciągać, przyjaciel milczy ostatnio i nie wiem czy się niepokoić czy obrażać. Został mi Tomasz. Tomasz jest blisko i się zna na wszystkim. - Jak myślisz? - mówię do Lolki - może zdzwonię do Tomasza? - Zadzwoń - powiedziała córka - Ale wiesz , Tomasz ma do mnie słabość. Ostatnio ta słabość objawiała się w taki sposób, że tak mi załatwiał te komputery, żeby ciągle było w mnich coś do zrobienia. To strasznie wkurzające było. Dlatego przestałam do niego dzwonić. - To nie dzwoń - zgodziła się Lolka - Ale z drugiej strony cóż on może mi namieszać przy karcie telewizyjnej? - wahałam się - Zresztą nie widzieliśmy się od roku, może mu przeszło? Lolka SPOJRZAŁA na mnie z politowaniem - Czy mój wzrok jest dość wymowny , czy może mam spojrzeć jeszcze raz? Proszę mnie zeskrobać z podłogi. ja w kwestii formalnej
Czy jest możliwość zablokowania dostępu do archiwalnych notatek na bloxie? A jeśli nie ma to proszę mi polecić inny portal blogowy , w którym taka możliwość jest.
piątek, 30 października 2009
tylko dla kobiet
Ja wiem, że czyta mnie kilku mężczyzn. I tu prośba serdeczna, jeśli tytuł Was nie zatrzymał to niech Was ten akapit zatrzyma. Proszę mi zaufać. To nie dla męskiej wyobraźni notka. Mam okres. Nie ryzykuję, więc pierwszy dzień nie sprawia mi ulgi. Staram się przetrwać bez rewolucji. Zwykle mi się udaje. Dzięki tamponom. Ze względu na rękę w gipsie a potem rekonwalescencję, od lipca musiałam przestawić się na podpaski. Cierpliwość nie jest dominująca cechą mojego charakteru, więc zaczyna mnie irytować ta ręka. Jeszcze nie jest tak zwrotna jak wcześniej. Napadłam przyjaciółkę i się żalę , że ta ręka jeszcze nie jest taka jak chcę. Nie boli, właściwie wszystko robię, tylko w takich prozaicznych czynnościach nie działa. Kromki chleba nie mogę posmarować , tamponu nie mogę włożyć... a ta mi mówi, że ona jedną ręką sobie wkłada. Nożesz &%$%@#$ czy tylko ja jestem taką ciamajdą, że do włożenia tamponu potrzebuję dwóch rąk?
środa, 28 października 2009
może
- Kawa czy herbata? Rozpuszczalna czy sypana? Z mlekiem czy bez? W kubku czy w szklance? Wrrr... Jakaś nowa maniera? Zasadniczo wszystko mi jedno w czym piję jeśli czyste. Przy ilościach wypijanej przeze mnie kawy dzbanek byłby również dobry. W domu przywiązuję się do kubków. Tam gdzie bywam w gościach, lubię mieć "swój" kubek i jest mi miło, kiedy gospodarz o tym pamięta. Mamut ma kubek do herbaty i szklankę do kawy. Lolka kawę pija w podróży, na wybranych stacjach benzynowych a do herbaty ma dwa kubki. Jeden czerwony (no chyba wiadomo dlaczego) a drugi duży. Ten duży jest biały , ale to akurat nie ma znaczenia, liczy się rozmiar. - Chcesz może herbaty? - Chcę morze herbaty - odpowiedziała Lolka - Nie chcesz może morza herbaty? - stanęłam przed wyborem kubka. - Chcę morze herbaty! - potwierdziła - Morze herbaty może dobrze mi zrobi? - Dobrze, zrobię ci - mruknęłam znad DUŻEGO kubka.
poniedziałek, 26 października 2009
jak mać
scena I Lolka podchodzi do mnie ze swoją przyjaciółką - Ciociu, ależ ty pięknie wyglądasz! - zachwyciła się przyjaciółka - ładnie ci się włosy układają. - Dziękuję. Czasami jestem piękna - ucieszyłam się - A skromna zawsze - dodała Lolka scena II Z rozmówek wieczornych: - Wiesz mamuś , ja się wcale nie dziwię, że jestem "wstrętnym pupilkiem i pieszczoszkiem naszej pani", znaczy pani Ewy. Przecież ona ma ze mną lekcje codziennie a w piątki to nawet trzy godziny pod rząd. - Jak to? - zdziwiłam się. - No więsz , albo chemia , albo fizyka , albo zajęcia dodatkowe i jeszcze na "okienka" do niej chodzę. Jak się ucznia tyle widzi, to się go lubi. - Albo ma się go dosyć... - podrzuciłam przewrotnie - Ale jeśli ten uczeń jest bystry, mądry, sympatyczny i dużo umie to, moim skromnym zdaniem, lubi się go coraz bardziej. kurtyna prezent
Lolka przygotowuje do szkoły prezentację o homoseksualizmie. Ja staram się nie poruszać gwałtownie, bo brzuch mnie boli. Zerknęłam sobie na jej monitor. - O! "Krzyk" Muncha. Bardzo mi się podoba ten obraz - zauważyłam mimochodem - Wiem - rzekła Lolka - Ale w gruncie rzeczy wcale nie chciałabym go mieć - dodałam na wszelki wypadek - Dlaczego? - zdziwiła się córka - Jest szalenie przygnębiający, przeraża mnie wręcz - wyjaśniłam -Jakbyś chciała mi kupić prezent na urodziny to raczej poproszę o "Szał" Podkowińskiego
- Kupię ci książkę - rzeczowo poinformowała mnie Lolka - Książkę? - rozczarowałam się - Ja mówiłam o oryginałach, o obrazach za miliony dolarów. - Kupię ci milion książek
sobota, 24 października 2009
melodie, które znam
"Rejs" Piwowskiego oglądałam. Nie zestarzał się ani na jotę. Wiecie, że większość nastolatków nie zna "Rejsu". Ani "Misia", ani "Seksmisji", ani "Nie lubię poniedziałku". Nie czepiam się, już się z tym pogodziłam, tylko mi smutno , kiedy muszę wyraźnie cytaty zaznaczać. Ludzie chcą się dowiadywać tego, o czym już wiedzą. Lubią też informować innych o tym , o czym wszyscy wiedzą. To jak z tymi piosenkami, które się już zna. Tak działa reklama, tak działa propaganda i tak tworzy się stereotypy. Zasadniczo wszyscy wiedzą wszystko i każdy swoje. Po co się wysilać i wątpić i sprawdzać jak można się utwierdzać w przekonaniu. A przekonania jak wiadomo biorą się znienacka. Jest taki portal z ambicjami www.badania.net . Piszą o sobie: to rzetelne źródło informacji na temat interpretacji badań naukowych. Witryna prezentuje autorskie streszczenia ciekawych doniesień z badań empirycznych publikowanych w dobrych przeglądach naukowych. A artykuły na tym portalu zamieszczane są na przykład o tym , że człowiek pobudzony seksualnie jest mniej racjonalny od niepobudzonego. Dacie wiarę?! Na przykład mniej myśli o antykoncepcji i tym, że partnerka może być nieletnia a bardziej o tym, żeby do seksu doprowadzić. Badanie przeprowadzono na grupie 35 studentów - mężczyzn. Czy tylko mi to zgrzyta jak styropian na szkle? Inny artykuł jest o tym, że oświetlenie wpływa na poczucie anonimowości i w ciemnych okularach czujemy się bardziej anonimowo niż w przezroczystych. Dacie wiarę? Kiedyś udzielałam się intensywnie na politycznym forum dyskusyjnym. Lubilam je bo było miejscem ścierania sie pogladów różnych opcji politycznych bez inwektyw. No może całkiem przyjaźnie nie było , ale jednak dyskusje były merytoryczne mimo popisów demagogii, manipulacji i chwytów poniżej pasa. Pamiętam swoje zdumienie po debacie Tusk - Kaczyński przed wyborami prezydenckimi. Otóż zwolennicy Kaczyńskiego byli przekonani o wygranej ich faworyta, zwolennicy Tuska właśnie jego. Każda strona miała argumenty na potwierdzenie. Dziwne , prawda? Każda strona była pewna swoich racji. Uświadomiłam sobie wtedy, że od początku istnienia na forum nie znam ANI JEDNEGO przypadku ZMIANY ZDANIA. Nie ma znaczenia czy rozmawialiśmy o karze śmierci, aborcji, zakazie pracy w niedziele czy też o tym czy stringi są seksi czy nie. Nie trafiłam na taka sytuacje kiedy jedna osoba przekonała drugą i ta druga powiedziała - Myliłam/łem się , masz rację. Zawsze było tak , ze przeciwnicy wszelkimi sposobami forsowali swoje zdanie, wyszukiwali słabe ogniwa w argumentacji "wroga" i nawet przez chwile nie brali pod uwagę że druga strona może mieć rację. Powiem więcej. Nie zdarzyło mi się zmienić zdania w dyskusji, jeśli zaczynałam ją ze zdaniem wyrobionym. Tylko w takim razie zastanawiam się, kiedy sobie człowiek to zdanie wyrabia? Czy to przypadkiem nie jest, że wygrywa ta opcja, którą się pierwszą usłyszy?
niedziela, 18 października 2009
tradycyjny podział ról
Co niedzielę wożę Mamuta do kościoła i z kościoła. W zeszłym
tygodniu czekałam na koniec mszy w jej w pokoju i włączyłam sobie telewizor.
Trafiłam na "Zacisze Gwiazd". Wszelkie programy czy strony z
gwiazdami w tytule mnie nieco frustrują, bo okazuje się , że NIE ZNAM GWIAZD.
"Pudelka" z tego powodu też śledzić nie mogę, bo mi piszą na
przykład, że Sasza Strunin nie straciła dziewictwa z Najmanem! Ja muszę
na każdym kroku guglać! Kto to jest Strunin i Najman? Iga Wyrwał? Zbigniew
Urbański? Ewa Sonet? Jestem straszliwą ignorantką. Ale do rzeczy, o zaciszu
gwiazd mówiłam. Tym razem ekipa była gościem w domu Charikli
i Andrzeja Sikorowskich. Ucieszyłam się, że przynajmniej znam. Dom mają piękny, ogród zadbany i oboje zgodnie twierdzili , że zasługa to pani domu. Chariklia jest córką greckich emigrantów politycznych, należała do pierwotnego składu grupy Pod Budą. Po urodzeniu w 1980 roku córki nie wróciła już na estradę. Związek Sikorowskich to udany mariaż krakowskiej rodziny mieszczańskiej z tradycyjną kulturą grecką. Mariaż szczęśliwie trwający od 30 lat. Andrzej Sikorowski zapytany o to jak układało mu się z greckimi teściami odpowiedział - Najbardziej sobie w Grekach cenię tradycyjny podział ról. I wytłumaczył, że mężczyzna buduje dom a kobieta oń dba, on opoką , ona podporą ,on głową – ona sercem, on wojownikiem – ona jego odpoczynkiem. Mężczyzna dźwiga ciężar odpowiedzialności za rodzinę – kobieta dba o jego spokój i komfort. Dlatego on jest na planie pierwszym a ona w tle. Przez chwilę im pozazdrościłam. Ja też bym tak mogła, słowo daję. Spełniałabym się w roli strażniczki domowego ogniska, czekałabym z kolacją, masowałabym zmęczone barki, pastowałabym podłogi. Realizowałabym pasje, studiowałabym ajurwedę, uczyłabym się tamilskiego i telugu. Dach przecieka? Jeden telefon do firmy dekarskiej. Samochód zdechł na środku ulicy? Pomoc drogowa. Pieniądze? Nie, nie pieniądze to nie moja działka. Eh, rozmarzyłam się. Z rozmarzenia wyrwała mnie Chariklia. - Wszyscy się dziwili, że siedzę w domu i wycofałam się z zespołu, ale ja postanowiłam na rodzinę, nie żałuję. Zyskałam znacznie więcej. Zresztą tak całkiem od zespołu oderwana nie byłam , zajmowałam się sprawami organizacyjnymi - powiedziała i gładko przeszła do opowieści o swoich teściach. Że co? Jak to SPRAWAMI ORGANIZACYJNYMI? Poguglałam i okazało się, że przez te wszystkie lata „siedzenia w domu” Chariklia była menadżerem zespołu. Odwalała najczarniejsza i najtrudniejszą robotę, negocjowała przyziemne kontrakty, umawiała koncerty, zamiatała pył spod stóp artysty-barda-poety. W tym czasie wojownikowi „śniło się, że nad czymś ogromnie się trudził. Zmęczył się tym snem, ale się nie obudził”. Tradycyjny podział ról mu się przyśnił?
środa, 07 października 2009
z gawry
Powiesiła się jakaś kobieta w Zefirowie. - Musiałaś ją znać – powiedziała Maryśka znad wieńca – pracowała w pekaesach, dojeżdżała codziennie. Które kwiaty będą lepsze? Te granatowe róże czy może te jasne? - Mi się podobają te ciemne – piłam kawę na zapleczu maryśkowej kwiaciarni, paliłam papierosa i wycierałam nos. - Taka czarna, krótko ścięta, lekko przy kości. Wiesz , która? Ciekawe co się stało? – kontynuowała Maryśka - Kojarzę – skłamałam - Na pasku od fartucha, w pracy, w przebieralni, rozumiesz? Bo ja nie. Ludzie mówią , że się nie skarżyła na nic. Kłopoty może miała jak każdy , ale żeby zaraz w ten sposób? – Wieniec był prawie gotowy – Napiszesz mi „ostatnie pożegnanie” na szarfie? - Napiszę. Może nie umiała mówić „co się stało?”. Zresztą może mówiła a ludzie nie słuchają. Mówi się , że co nas nie zabija , to nas wzmacnia. Widać, czasem zabija – refleksja mnie naszła - A tobie lepiej trochę? - Gorzej, niedobrze mi od tego papierosa – rozżaliłam się znowu - No to dobrze Potrzebuję snu. Snu i snów. Dobranoc.
środa, 30 września 2009
high life
Mam problem. Byłam dzisiaj w kwiaciarni u Maryśki, bo zaprosiła mnie na kawę i przyszła do niej fryzjerka - Marta i ta Marta pyta, gdzie teraz mieszka jakaś baba. Powiedziała nazwisko, ale zapomniałam. Maryśka na to, że nie ma pojęcia, ale widziała jak w piątek ta baba wyprowadzała się do męża a w sobotę kochanek przeprowadzał ja z powrotem. - A dziś spacerowała po mieście z córką ale gdzie mieszka to nie wiem - dokończyła Maryśka - Zgubiłam się. O kim wy rozmawiacie? - zapytałam - No nie wiesz??? O tych dwóch, co mają jedną babę na spółkę. Ona ma ze 40 lat i czworo dzieci. Najmłodsze niecałe trzy lata a najstarszy syn chyba skończył gimnazjum. Mąż mieszka tu - Marta pokazała palcem budynek - Na pewno wiesz , która! - Yyy... ? - nie wiedziałam - Ona ma taką grubą córkę. Ta córka była na jakichś wczasach odchudzających. Chyba jej opieka społeczna zafundowała. Dużo jej to nie pomogło. Ona upośledzona jest. - Ta córka? - zdziwiłam się - Ta matka! To czysta patologia jest i dzieci na to patrzą - Na co? - No przecież ci tłumaczę. Ona ma męża, on nawet niegłupi jest , widziałam jak się tą najmłodsza zajmuje, na spacery wychodzi. Ten mąż (powiedziała jak się nazywa , ale zaraz zapomniałam) pojechał za granicę do roboty. Prawie dwa lata tam siedział i pieniądze słał. A ją piczka swędziała, to spakowała dzieci i przeniosła się do tego pijaczyny Dodolewicza... - Zaraz , zaraz ja znam Dodolewicza! - ucieszyłam się, że nie jestem kompletna ignorantką - on w Klonowie mieszka. Ma żonę i dwoje dzieci. - To nie ten - zimno przerwała mi Maryśka - ten mieszka w tamtym domu koło stacji benzynowej , kawaler, młodszy od niej z 10 lat. Co prawda pić przestał jak ona przyszła. Kilka miesięcy temu wrócił mąż. No i jak kochanek szedł do pracy a dzieci do szkoły to ta brała najmłodszą i szła do męża. No i wychodziła sobie ciążę. Dodolewicz ją wyrzucił na pysk, bo on dzieci mieć nie może. Cały piątek meble nosili w jedna stronę. W sobotę podobno powiedział, że znów zacznie pić to meble nosili w druga stronę a dziś to nie wiem. Mówię ci czysty cyrk. Ale jak ty możesz tak ludzi nie znać to ja nie rozumiem . Ja tu mieszkam czwarty rok i jakoś wiem, kto jest kto a ty od urodzenia... - No nie było mnie trochę - chciałam się tłumaczyć - "Nie było , nie było" - przedrzeźniała mnie - Wszystko trzeba ci tłumaczyć. Ty jakiś problem masz! Tak to właśnie wygląda. Czy na mój problem jest jakieś lekarstwo?
wtorek, 29 września 2009
z drugiej strony
„Nie lubię feministek, bo one nie lubią kobiet. Feministki to kobiety niespełnione w normalnych rolach” – powiedział rzecznik praw obywatelskich Kochanowski. Po medialnej burzy – przeprosił. Mam uczulenie na ludzi, którzy nie mają wątpliwości na takich co wiedzą lepiej kim jestem i co myślę na tych co z pełnym przekonaniem powtarzają frazesy i tych co bez refleksji karmią się stereotypami. Boję się tych milczących, którzy nikomu krzywdy nie robią ale czują się lepsi, bo ich penis jest wielki, kolor skóry czysty, wiara słuszna, orientacja zdrowa czy kultura bardziej cywilizowana. Oni nie plotą bzdur przed kamerami, nie idą w pochodach, nie podpisują protestów. Żyją sobie i nie wadzą nikomu. Póki nie pojawi się charyzmatyczny przywódca i nie przekona ich , że INNE jest zagrożeniem. I nawet jeśli nie całkiem uwierzą to, boję się, że będą milczeć, kiedy na stosach zapłoną czarownice. Nie, nie rzucą kamieniem. Pierwsi.
niedziela, 27 września 2009
cuda i dziwy
Zepsuł mi się telewizor. Prawie rok temu się zepsuł , ale jakoś nie mam motywacji, żeby coś z tym zrobić. Zresztą on czasem działa. Zwykle wtedy, kiedy nic nie ma do obejrzenia. Dziś w przypływie dobrego humoru - zadziałał. Tak tym zaskoczył Lolkę , że zastygła i zaczęła oglądać. A mnie od kilku dni bolą plecy. Zrobiłam sobie nowe miejsce do spania ale zapomniałam, że źle mi robi miękkie. Do spania muszę mieć twardo. Chciałam sobie porozciągać kręgosłup. Uwiesić się nie mam gdzie, piłki do ćwiczeń też nie mam. Domowym sposobem ułożyłam na taborecie koc i dwie poduszki i położyłam się na nim tak, że taboret miałam pod plecami i zwisałam sobie swobodnie z jednej i drugiej strony, starając się rozluźnić i świadomie oddychać. Musiało to wyglądać dość malowniczo. Lolka oderwała się od telewizora: - Wiesz... - spojrzała na mnie - zmieniłam zdanie. - Jakie zdanie? - zaciekawiłam się, wisząc ciągle - Chciałam powiedzieć , że jestem jakaś dziwna , że tak sobie leżę i byle co oglądam, ale... - tu omiotła wymownie moją pozycję - zmieniłam zdanie.
czwartek, 24 września 2009
przypadłości
Mamy obie taką właściwość, że jak już coś nas dopada to naprawdę wyraziście. Jak czkawka to gigant, jak katar to "lepiej od razu mnie zabij", jak kichanie, to sąsiedzi mówią "na zdrowie". Dopadło mnie. Jak już tuman kurzu opadł krzyczę na górę: - Kichnęłam! - No i ? - Mówię , żebyś się nie martwiła. Kichnęłam a nie pękłam. niegrzeczne dziecko i wyrodna matka
Niegrzeczne dziecko to takie, które upiera się, żeby iść do szkoły, bo ma klasówkę z matematyki, sprawdzian z historii i w ogóle. Niegrzeczne dziecko trzy dni chorowało i matka wyrodna nalega na pozostanie w domu "na wszelki wypadek".
wtorek, 22 września 2009
język giętki
W "Psach" język zniosłam. Jest wkomponowany w całość i przemyślany. W innych filmach i innych sztukach znoszę o ile nie da się inaczej. Rozumiem, że język żywy i emocjonalny a czasem człowiek musi. Ale mam granicę wytrzymałości. Obejrzałam ostatnio kilka etiud filmowych, bo po youtubie latają. "Że życie ma sens" Grupy Sky Piastowskie "Galerianki" Katarzyny Rosłaniec Obejrzyjcie sobie i powiedzcie czy naprawdę było to potrzebne? Twórcy szukają różnych dróg zwrócenia na siebie uwagi widza. Mało który utwór ma szansę stać się przebojem, jeżeli nie jest choć odrobinę niecenzuralny. Przekleństwo przyciąga, daje się oswoić i upowszechnić. W staropolszczyźnie słowo "kobieta" znaczyło w odpowiednim kontekście tyle co nierządnica. "Męże was ku większemu zelżeniu kobietami zowią" *. Dziś wyrazem uznania jest "niezła dupa", prawie neutralnym określeniem "dupa mojego kumpla" a niemal pieszczotliwym "cipa" czy "suczka". Za jakiś czas przyjdzie chłopak do domu i przedstawi narzeczoną - Poznajcie się, to jest moja kurwa Zofia - a rodzice odpowiedzą - Ja pierdolę jak zajebiście! Więcej nie klnę. Howg!
piątek, 18 września 2009
wsteczna fala
Miałam napisać sążnistą notkę o pewnym znakomitym filmie, który mi wulgaryzmy trochę zepsuły, ale włączyła mi się wsteczna fala. W przyrodzie takie zjawisko czyha na dobrych pływaków a na blogu prześladuje mnie. Na czym to polega? No weźmy ten nieszczęsny film i "kurwy" w nim fruwające. Film dobry "kurw" nadmiar. - Właściwie ilustrują środowisko, więc może niepotrzebnie się czepiam - słyszę już argument niewidzialnego przeciwnika w głowie - Oczywiście , że ilustrują, ale to nie dokument tylko sztuka miała być. Do ilustracji wystarczył mały rys i inteligentny widz zrozumie - zapędzam się w polemikę z głosem w głowie - Nie bądź śmieszna! - pozwala sobie głos - Jak ty to sobie wyobrażasz? Trzy "kurwy" w pierwszym zdaniu a potem okrąglutkie zdania z podmiotem, orzeczeniem, przydawka i okolicznikiem? Może to była świadomie wybrana forma? Te głosy w mojej głowie, to mnie chyba za idiotkę mają. - Mój drogi [głosie] - mówię z politowaniem - Tu już zaczynamy mówić o przeroście formy nad treścią, o nieprzemyślanych zabiegach retorycznych, o niedoskonałości warsztatu i narzędzi a ja chciałam o konkretnym filmie. - Zaraz "przerost formy"! To jest moja droga kwestia gustu - nie odpuszcza głos - De gustibus....- chciałam się ratować, ale zjawia się kolejny głos - "Kwestia" - fajne słowo - rzuca między sprytnie jak Eris jabłko między boginie - pewnie z łaciny. Ciekawe. Od czego mamy słownik? kwestia (łc. quaestio ‘pytanie; badanie’) 1. zagadnienie poddane badaniu, problem do rozstrzygnięcia, pytanie. 2. teatr., film. - Pewnie od pytania "Que est?" - Jak jest? - pogubiły mi się głosy. Aaaaaa! Stop! Do szkicownika: - problem formy i treści w sztuce - etymologia słow - wulgaryzmy za i przeciw Mam dziesięć stron niedokończonych notatek, bo mi się zaraz kojarzą trzy tematy poboczne. O filmie napiszę kiedy indziej.
środa, 16 września 2009
impossible?
W grudniu 1959 roku Richard Feynman wygłosił wykład dla członków Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego. Mówił o tym, że nauka ma jeszcze wiele do odkrycia, wiele barier do przełamania, że daleko jej do dna. Opierając się na wyliczeniach teoretycznych i zainspirowany układami biologicznymi zaczął snuć wizję przyszłości. O miniaturyzacji mówił. Rzucił wtedy naukowcom wyzwanie. Zaoferował 1000$ nagrody dla kogoś kto skonstruuje działający silnik elektryczny, zdalnie sterowany, mieszczący się w sześcianie o boku 1/64 cala. Na nasze to będzie 0,4 mm. Mniejszy od tej kropki na końcu zdania:).
Drugą nagrodę tej samej wysokości ufundował dla kogoś kto zdoła zapisać Encyklopedię Britannica w główce od szpilki i to tak, żeby można było to odczytać. Ciekawe ilu profesorów fizyków zakrzyknęło wtedy: "Niemożliwe!"? Ignoranci to się do roboty wzięli. Pierwsza nagrodę wypłacił Feynman niespełna rok później Billowi McLellanowi za jego silnik. Na wypłacenie drugiej czekał 26 lat. Wymagania spełnił Paul Newman, który zdołał pomniejszyć druk 25 tysięcy razy wykorzystując do tego wiązki elektronowe. Dziś nie ma w tym nic szokującego. Pff... prychnie ten i ów. Teraz zawartość biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych można zapisać w kosteczce pamięci telefonu komórkowego. Ile jeszcze barier "niemożliwych" do przejścia przed nami? Ile jeszcze odpowiedzi do zakwestionowania? Nadal niewiele wiemy o pracy mózgu, nie mamy pojęcia skąd się wzięło życie i jaki jest jego sens. Nauka nie potwierdziła, ale też i nie wykluczyła istnienia boga i nie nie ma dowodów na to czy jesteśmy sami we wszechświecie. Znacznie ciekawiej jest żyć nie wiedząc , niż znać błędne odpowiedzi.
wtorek, 15 września 2009
wpis do porannej kawy dla wariatów
Potęgowanie liczb z przedziału między 41 a 59 jest proste bez kalkulatora Przykład 1 Weźmy sobie takie 48 do kwadratu. Najpierw odejmujemy 50 a potem dodajemy 25 48 - 50 = -2 -2 + 25 = 23 Mamy dwie pierwsze cyfry 23. Potem podnosimy do kwadratu pierwszy wynik. W tym wypadku 2. (2)2= 4 Dwie drugie cyfry to 04 sprawdzamy 48 x 48 =2304 Przykład 2 Chcemy 54 do kwadratu? proszę bardzo 54-50= 4 4+25=29 dwie pierwsze 25-29= -4 (-4)2= 16 54x54= 2916 Łatwizna? poprawianie natury
Głos na mnie działa, to już mówiłam prawda? Widziałyśmy z Lolką audiobooka nagranego przez Michała Żebrowskiego. Z bajkami dla dzieci.
niedziela, 30 sierpnia 2009
wilk! wilk!
Mam przyszywaną ciotkę, którą kocham mimo jej rozlicznych wad. Kocham za to, że zawsze i w każdej sytuacji stała za mną murem, nigdy niczego mi nie wypomniała i wiem, że mogę na nią liczyć. Ta moja ciotka wkurwia mnie czasami do białości. Po pierwsze nie przyjmuje do wiadomości swojej głuchoty. Doprawdy rozmowa z nią jest jak pokaz prestidigitatora. Wrzucasz jedno proste zdanie i jak magik z kapelusza wyjmujesz cztery zupełnie inne. Nigdy nie wiadomo co ciotka usłyszała. Ciotka ma męża Stefana. Stefan jest cudownym, zdolnym, dobrym człowiekiem. Na trzeźwo. Niestety zdarza mu się iść w tango. I tu zaczyna się mój dramat. Najpierw dzwoni telefon. - Córuś? - ciotka zawsze tak do mnie mówi - Stefan poszedł rano na ryby/na działkę/ do lasu * i jeszcze nie wrócił. Pewnie mu się coś stało, może gdzieś leży nieprzytomny. Idź go poszukaj. - Pewnie w starej knajpie siedzi i pije - mówię niechętnie - Nie, nie, on mi obiecał, że nie będzie pił. On jest chory, może zemdlał. Idź go poszukaj, bo ja tu od zmysłów odchodzę, oddychać mi ciężko i słabo się czuję - setny raz te same teksty Opieram się dłużej lub krócej , ale zwykle idę i znajduję Stefana w starej knajpie w rożnym stopniu upojenia. Drugi akt rozgrywa się w domu. Ciotka łapie się za głowę albo za serce, płacze i krzyczy: - Ty taki i owaki *^$^%@(*&^)! Do grobu mnie wpędzisz! Pójdę nad rzekę i się utopię! Obiecałeś pijaczyno jedna! W życiu się do ciebie nie odezwę! Życie mi zmarnowałeś! - i tak dalej w tym tonie. Stefan w tym czasie nie pozostaje jej dłużny. Też płacze i krzyczy:
czwartek, 27 sierpnia 2009
usprawiedliwienie
O kramach z książkami i kramie z tymi kramami Posyła mnie żona Do miasta Kup (mówi) bakalii Do ciasta, Bo zaprosiłam dziś gości. -Skocz (mówi) na jednej nodze! Skoczyłem, kram był po drodze. Stanąłem. Inni też stali. Zerknąłem. Widzę tam Prusa. Nie kupić? Nie mogę! Pokusa. Kupiłem zamiast bakalii. Wróciłem. Żona w głos biada, Że to się do ciasta nie nada! Że z takim jak ja nie wytrzyma… I sama pobiegła do miasta Po owe bakalie do ciasta. Wróciła… Z wierszami Tuwima! Posłała córeczkę do miasta. -Andrutów (mówi) kup paczkę! Kupiła Kaczkę
dziwaczkę! Pobiegła teściowa do miasta. Po zwykła musztardę. Do mięsa. Kupiła do mięsa… Dickensa! Pobiegł synalek do miasta. Po boczek. Możliwie najtłustszy! Przyniósł… W pustyni
i w puszczy! A goście? .. Dziękuję. Nie szkodzi. Prosimy- kto chce, niech przychodzi! Miło nam będzie powitać… Do mnie! Do żony! Do mamy! Czym chata bogata- to damy… Poczytać. Marian Załucki - Przejażdżki wierszem) |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Galerie
Kocham kino
Na skróty
Pod kluczem
Szafa
Z kraju
Ze świata
![]() |