twierdzę , wątpię , pytam
czwartek, 10 listopada 2016
oto życie jest

Lolka kupiła mi kubeczek menstruacyjny a potem wysłuchała wybuchu paniki, że mam braki w edukacji seksualnej, nienormalną budowę ciała i grube palce. A w ogóle:

- Jestem beznadziejna i jeszcze rozmawiam o tym z córką - dodałam prawie z płaczem

- Matko moja jedyna! Uspokój się. Nie masz wprawy a tego (jak wszystkiego innego na świecie) musisz się NAUCZYĆ. Relax i nic na siłę - okazała cierpliwość Lolka - i nie jesteś beznadziejna. Inne matki nie mają problemu, jak proszą dzieci o pomoc z komputerem. Zademonstruję ci w domu na kieliszku jak przyjadę.

Śląc sms- rozpaczliwce, wspomagana rzeczową Lolką - przetrwałam. Po pierwszym miesiącu z kubeczkiem (jeszcze się nie lubimy, ale czuję, że to kwestia czasu) doceniam: wygodę korzystania z toalety, komfort w kąpieli i oszczędność na kasie. Denerwuje mnie, że muszę się nauczyć obsługi i zwyczajnie nabrać wprawy.

Lolka przyjechała i przeprowadziła ze mną profesjonalny test inteligencji WAIS. Miałam obawy, przyznaję. Dwie godziny mnie maglowała. Wyszło mi mniej niż przypuszczałam (mały prztyczek dla ego przekonanego o własnym geniuszu) ale nadal ponad przeciętną, więc się przyznam. 128 w skali wechslerowskiej. Z możliwością odchyleń plus/minus 11 czyli od 117 do 139. Umiem rozwiązywać zadania matematyczne w pamięci, powtórzę bez błędu 7- cyfrowy ciąg w te i wewte, układam klocki i puzzle, znam kilka faktów i rozumiem wiele słów. Nie poczułam się mądrzejsza. Jeszcze nie wiem, co poczułam.

Podrzucili mi podobno te godzinę, co ja ukradli wiosną, ale nie zauważyłam, bo spałam.

Prowadziłam dziś szkolenie w Iławie. Miałam pociąg o 6:15 z Olsztyna. Zaspałam. Byłam tak nieprzytomna, że taksówkę zamówiłam na poprzedni adres zamieszkania. Całe szczęście, że mam kartę stałego klienta, to mnie dopytali. Taksówkarz - trąba wysadził mnie na wylocie z Olsztyna  w miejscu, gdzie nie wolno się zatrzymywać, a ja - druga trąba - zauważyłam to dopiero jak wysiadłam. Cóż. Dojechałam do Iławy autostopem i się nie spóźniłam, ale nigdy więcej. NIGDY WIĘCEJ. Wstawanie na szóstą jest nieludzkie. Będę na szkolenia jeździć dzień wcześniej i nocować.

 

 



środa, 09 listopada 2016
quo vadis?

Putin, Orban, brexit, Kaczyński, Trump, Erdogan i co jeszcze?

A Biedroń mówi, że to wszystko przez to, że się nie interesujemy.  Jako społeczeństwo się nie interesujemy, nie rozliczamy z obietnic, nie pilnujemy, nie kandydujemy, nie głosujemy, nie słuchamy i mamy pretensje.  

Naprawdę będzie dobrze dopiero wtedy, gdy 30 milionów (w skali naszego kraju) ludzi  będzie śledzić wypowiedzi i poczynania tysiąca ludzi na najwyższych szczeblach Państwa? Mam wątpliwości, że to w ogóle możliwe. Skoro ja (raczej ponadprzeciętnie się interesująca) wiem o polityce tak niewiele i, żeby to zmienić, musiałabym poświęcić na dokształcanie  się  co najmniej kilka godzin w tygodniu kosztem pracy, pasji, zdrowia lub relacji z przyjaciółmi, to od razu wam mówię, że nie zamierzam.

Nie jestem przekonana, że tędy droga.

Moja przyjaciółka ma 17-letnią córkę. Czasem ma wątpliwości czy dobrze robi, że pozwala jej chodzić na imprezy.

- Oczywiście, że dobrze robisz – upewniam ją – nic nie wskórasz zakazami. Pamiętaj tylko, żeby jej powtarzać za każdym razem „Mam do Ciebie zaufanie, kochanie”. To działa.

Wiem, że ten przykład miałby jakąś moc, gdybyśmy mieli dobrze wychowaną, porządną klasę polityczną. Taką, która nie chciałaby zawieść zaufania.

Nie mamy.

Nie wiem, gdzie zabłądziliśmy w rozwoju ludzkości i jak temu zaradzić, ale mam pewność, że nikt nie chce być złym człowiekiem, choć każdy wiele  usprawiedliwień potrafi znaleźć dla robienia złych rzeczy.

Mamy polityków, którzy od dawna nie liczą się z wyborcą, bo nie mają z nim kontaktu. Liczą się z liderami partii, sponsorami kampanii, kościołem i urabiają sobie media, bo od tego zależy ich polityczne być albo nie być. O  nasze głosy  w wyborach będą zabiegać specjaliści od wizerunku za pomocą reklam i sondaży, kościół  (jego głosem  milczy zgodnie kilka milionów wiernych) oraz media (te w służbie i te mające ambicje dziennikarskie).

Odpuściłam sobie marsze i protesty, bo mam naprawdę serdecznie dość. Dość tematu aborcji, dość „kontrowersyjnych” (to takie ładne słowo na „głupie”) wypowiedzi polityków, publicystów i samozwańczych liderów. Obecnej sytuacji nie zmieni nawet  obalenie rządu. Zdecydowanie jestem przeciw scenariuszowi ukraińskiemu. My – społeczeństwo  (przypadkowe) - niczego na Majdanie Bis nie zyskamy. Nawet satysfakcji.  

Co możemy zrobić we własnym zakresie? Możemy być porządnymi ludźmi. Możemy dotrzymywać słowa, dbać o dzieci (te żywe, nie hipotetyczne), sprzątać po sobie. Możemy nie porzucać zwierząt w lesie, nie oceniać cudzych wyborów życiowych, nie życzyć komuś źle, nie bać się.

Możemy przestać karmić media i kościół, możemy odebrać im rząd dusz.  To jest realna władza i tu każdy „klik”, każdy słupek oglądalności, każda wydana złotówka się liczy.  Postawmy na edukację i komunikację a  za dwa – trzy pokolenia znów silniej przemówi do nas  „szkiełko i oko”.

I już od teraz bardzo proszę, możemy nie krzyczeć na siebie ani do siebie?



poniedziałek, 10 października 2016
buzia w ciup czyli morda w kubeł

Rzecz będzie o przeklinaniu, bo mnie zainspirowała moje-waterloo. Bardzo się z nia zgadzam i chciałabym dorzucić trzy grosze.

Czy ja klnę? I owszem czasem klnę a nawet przeklinam. Uwielbiam język polski we wszystkich jego barwach i staram się używać adekwatnie do sytuacji. A sytuacja czasem zobowiązuje.

sytuacja 1

Moja Mamut klęła przepięknie a mi zabraniała używać nawet słowa "cholera". I ja przy Mamucie zaklęłam raz. Pisałam o niej wielokrotnie, wiecie, że była Dyktatorką. Gdyby była władczynią małego państewka, to panowałby w nim porządek idealny z egzekucją raz w tygodniu dla przykładu.

Otóż ta Mamut jechała kiedyś ze mną samochodem ze Słupska. W Słupsku byłyśmy z kilkudniową wizytą, gdzie odgrywała rolę idealnej babci pachnącej szarlotką, co musiało ją zmęczyć. W samochodzie zaczęła mi gadać. Nie rozmawiać, nie mówić do mnie, tylko gadać.

- Po co ty te światła palisz, jasno jest?

- Obowiązek jest

- Czemu ty do Torunia jedziesz? Ja nie chcę do Torunia? 

- Mamo, do Olsztyna jadę.

- Ty nie rób ze mnie głupiej ja wyraźnie widziałam, że tam było napisane Toruń.

- Droga na Toruń, ale potem skręcimy do Olsztyna

Kilka minut później przy kolejnym drogowskazie, dostała jakiegoś zaćmienia i włączył jej się LAMENT.

- Co za dziecko, zupełnie mnie nie słucha, mówię, że do domu, a ta mnie do Torunia ciągnie i jeszcze kłamie, myśli, że ja głupia jestem, światła włączyła, jakby ślepa jakaś była. Ślepa i głucha i mogę tak mówić jak do ściany, dlaczego mnie bóg tak pokarał? 

- Mamo, ja cię bardzo proszę, nie denerwuj mnie. Daję Ci słowo, że jedziemy do domu, najkrótszą drogą a światła nie ciągną paliwa. 

- Wszyscy jadą bez świateł tylko TA ma fanaberię. Paliwa nie ciągnie, akurat, Czesiek mówił, że ciągnie

- Wszyscy jadą na światłach a Czesiek nie mówił, że ciągnie - starałam się być spokojna, ale łatwo nie było

- Czwarte: Czcij ojca swego i matkę swoją. To taki straszny grzech matkę okłamywać, ale ona boga w sercu nie ma i prawdy nie lubi.  I czego ja się doczekałam za moje matczyne serce? "Nie denerwuj"! Do matki. Zupełnie bez szacunku. I ja tak mogę jak tym grochem o ścianę. Się nie będę odzywać, bo mi "nie denerwuj" powie. Słówkiem się nie odezwę, ale ona jeszcze zobaczy. Jak ja oczy zamknę, to jej wtedy matki zabraknie. I pożałuje, że mnie do Torunia  wlokła.

I tu moi drodzy czerwona zasłona spadła mi na oczy. Zatrzymałam się akurat na stacji benzynowej, otworzyłam jej drzwi i rzuciłam krótko:

- Wypierdalaj

Ona wysiadła, ja odjechałam. Zawróciłam po kilkunastu kilometrach. Byłam przygotowana na płacz i histerię. Miałam przygotowaną mowę, że prowadzę, że mogę spowodować wypadek jak będzie tak gadać. Byłam gotowa przysięgać i przepraszać. Zajechałam pod stację. Wyszła z kawą i zakupami.

- Kupiłam Ci batonik, do łazienki nie chcesz? Czysto tu mają- zaszczebiotała jak gdyby nigdy nic.

Do samego domu była aniołem i nigdy przenigdy nie wypomniała mnie tego "wypierdalaj". A była mistrzynią wypominania. To, że nie odrabiałam w szóstej klasie pracy domowej z matematyki wypominała mi dwanaście lat.

sytuacja 2

Moje dziecko długo wierzyło, że od przeklinania się się brzydnie (tak, wmawiałam dziecku takie rzeczy, ale w końcu o czymś kiedyś musi psychoterapeucie opowiadać). Potem ją chciałam wrobić w "treotralwe" lub "motylą nogę" ale się nie przyjęło. W trzeciej klasie podstawówki od Wojciecha Jagielskiego w jego programie Lolka usłyszała słowo "kuźwa" i użyła przy matce. Znaczy przy mnie, bo ona się nie kryła przede mną z emocjami. 

- Córeczko najdroższa - powiedziałam jej - nie ma takiego słowa jak "kuźwa". Nie ma też słów "kurna", "kufa" czy inna "kuuuuwa".  Język polski jest piękny i nie nie ma żadnego powodu, żebyś zniekształcała tak piękny wulgaryzm jak "kurwa". W pisowni przez "u" otwarte. "Chuj" też "u"  otwarte i "ce-ha". I ja cię bardzo proszę, jeśli już musisz zakląć,  to klnij poprawnie po polsku i bierz za to odpowiedzialność. Te wszystkie  "kuźwy" i "kufy" to są śmieci, a ja nie zniosę zaśmiecania języka. Wulgaryzmów nie używaj  zamiast przecinka w zdaniu, ani wtedy kiedy nie wiesz, co powiedzieć. "Kurwa" ma podkreślać emocje, ma język wzbogacać a nie zubażać.

Lolka sobie wykład do serca wzięła i klnie poprawnie, w kontekście i w sytuacjach. Czasem mnie denerwuje ale odpuszczam jej. A raz nawet byłam dumna. Kiedyś, przy mojej znajomej, zagapiła się i wlazła w ogrodzenie. Nabiła sobie guza, stłukła okulary i zaklęła szpetnie:

- No, kurwa! Drugie okulary!

Znajoma się zgorszyła i postanowiła ją pouczyć

- Ach, jak nieładnie! Grzeczne dziewczynki nie przeklinają!

- Ja przeklinam - powiedziała spokojnie Lolka

Synowie znajomej, zwracali się do siebie pieszczotliwie "spadaj, cwelu", do dziewczynek mówili "ssij mi", co było komentowane czule:

- To tylko chłopcy. Wyrosną.

Nie sądzę. 

sytuacja 3

Klnę na polskich serialach. Ostatnio oglądałam z Lolką odcinek "Prawa Agaty".  Córka poszła zrobić kawę a tymczasem na ekranie:

Facet, którego Agata uważa za przyjaciela, robi coś za jej plecami i wbrew jej  woli, bo uważa, że tak będzie dla Agaty lepiej. Kiedy sprawa wychodzi na jaw, ona mu mówi : "Mówiłam Ci, że tego nie chcę" i wychodzi. On wychodzi za nią i urażonym tonem mówi:

- Agata, co ty wyprawiasz? - najwyraźniej oczekując podziękowania

- Co JA wyprawiam? - pyta zdziwiona Agata

- Spierdalaj - odpowiadam mu głośno ja i od razu wołam do córki w kuchni - Ty słyszałaś, co on jej powiedział??? Powiedział " Agata, co ty wyprawiasz?"!

- Niech spierdala - odkrzykuje moja nać.   

 

Epilog

I tu podkreślę, że ja owszem klnę i dziecko kląć nauczyłam, ale wulgarności unikam. Nie używam "kurwy" jako obelgi, nigdy, ani jako argumentu. Czasem nazywam facetów "chujami" ale wierzcie mi tylko wtedy, gdy zasługują. Nie lubię słów "wyjebane" i "zajebisty" i całej rodziny słowa "jebać". Unikam. Pozwalam sobie na "pierdolenie" i "spierdalanie" plus pochodne ale nigdy w związku z seksem. Bywam "wkurwiona" i "kurwuję" (ostatnio częściej, bo śledzę to, co się w kraju dzieje) Znacznie rzadziej niż znani mi mężczyźni na tzw. poziomie. Bo soczysta "kurwa mać" w ustach faceta jest jak cygaro a kobiecie "nie przystoi". 

Mnie nie zgorszyło hasło "moja cipka to nie twoja broszka". Zgorszyło mnie nazwanie protestu przeciw barbarzyńskiej ustawie  "marszem czarnych cip". Oburzanie się na dosadny język kobiet jest próbą dyscyplinowania nas i odsyłania na "swoje miejsce". To miejsce, w którym "grzeczne dziewczynki nie przeklinają".

- Ja przeklinam


   

      

środa, 28 września 2016
futurystycznie

Ograniczeni  jesteśmy wszyscy i głupi i zacofani. Całkowity zakaz aborcji to niezwykła, odważna idea rozwiązanie palących problemów cywilizacyjnych. Mamy poważny kryzys demograficzny. Jest oczywiste, że jest nas na świecie za dużo i wbrew temu, co śpiewał Stachura

Nie dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba.

Oczywiste jest także, że Europa się starzeje i system emerytalny wymyślony przez Bismarcka  tego nie udźwignie, nie ma mowy.  Co w takiej sytuacji robi Polska - Prometeusz narodów? Daje ognia.

Podsumujmy:

W wyniku zaostrzenia ustawy:

1. ubędzie  dzieci

Dzieci niechcianych urodzi się pewnie tyle samo co teraz, ale będzie wyraźnie mniej dzieci chcianych w wyniku ograniczenia dostępu do in-vitro a także mniej kobiet zaryzykuje późną ciążę. Więcej dzieci narodzonych umrze w "wypadkach", więcej znajdziemy w beczkach i zamrażalnikach.  Kobiety po aborcji, ich przyjaciółki, siostry i koleżanki, które pomagały przy aborcji w więzieniu w ciążę nie zajdą.

2. ubędzie kobiet

Umrą przy powikłaniach, nieleczonych chorobach nowotworowych, zabiją się w rozpaczy, zostaną usunięte.

 

3. ubędzie mężczyzn

Wszystkie statystyki wskazują, że żonaci mężczyźni żyją dłużej od wdowców i kawalerów.

 

Same plusy. Spadnie bezrobocie, ruszy gospodarka (przedszkola na więzienia trzeba będzie przystosować). Idąc za ciosem, należałoby wprowadzić do kodeksów nową walutę "bógzapłać". W myśl zasady "dał bóg dzieci - da na dzieci" (dlaczego jeszcze nie mamy tego w konstytucji?). W "bógzapłaciach" będziemy wypłacać wynagrodzenia ciężarnym i matkom. Już teraz to świetnie działa w przypadku alimentów. Żeby się pracodawca nie zmęczył ustalmy kurs 1 bógzapłać = 1850 złotych

A teraz najlepsze. Tym, które się oburzą i nie będą chciały ku chwale ojczyzny umierać w ciąży i po niej powiemy:

- Ale w czym problem? Wystarczy nie współżyć*.

 

 * z nieprowokowaniem do gwałtu włącznie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 26 września 2016
ściaga

Bierzcie i jedzcie w tego wszyscy. Jeśli potrzebujecie, oczywiście.

 

AKT APOSTAZJI

oświadczenie woli

 

Ja, xxxxxxxxxx,  córka xxxxxxxxxx urodzona xxxxxxxxxxxxx w xxxxxxxxxxxx w pełni świadoma swej decyzji oraz jej konsekwencji, z własnej nieprzymuszonej woli poprzez ten dokument zrzekam się członkostwa w Kościele rzymskokatolickim.

 

Na podstawie prawa zagwarantowanego przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, rezygnuję z wszelkich  powiązań z Kościołem rzymskokatolickim, takich jak przyjęte sakramenty, z których część została przeprowadzona bez mej świadomej woli.

 

Warunkiem niezbędnym przynależności do Kościoła rzymskokatolickiego jest wiara i chrzest. Ochrzczona zostałam nieświadomie a w boga, w rozumieniu katechizmu kościoła katolickiego, nie wierzę. Obcy jest mi zarówno Skład Apostolski jak i credo nicejsko-konstantynopolitańskie. Nie uznaję też sześciu głównych prawd wiary rzymskokatolickiej. Wierzę, że każdy ma swojego boga i nie jest on ani gorszy ani lepszy od pozostałych.  

Przede wszystkim jednak nie chcę mieć nic wspólnego ze wspólnotą, która głosem swoich hierarchów głosi nienawiść, nietolerancję dla inności i odbiera kobietom podstawowe prawa człowieka. Chcę móc z czystym sumieniem przekazywać córce wartości, w które wierzę: miłość i szacunek do bliźniego, dobroć, tolerancję i odwagę. W związku z tym moja przynależność do kościoła rzymskokatolickiego jest sprzeczna zarówno z wyznawanym przeze mnie światopoglądem jak i z jego doktryną. Widzę, jak religia jest wykorzystywana w walce o władzę i nie chcę legitymować tych działań swoją, wyłącznie formalną, przynależnością do kościoła rzymskokatolickiego. Informuję, że od lat nie uczestniczę w życiu kościoła, nie biorę udziału w świętach i praktykach religijnych.

Domagam się dokonania odpowiedniej adnotacji w księgach parafialnych oraz wykreślenia mnie ze wszelkich kościelnych rejestrów i statystyk. Mam szczerą nadzieję, że w związku z podjętą decyzją moje prawa jako obywatela i członka społeczeństwa nie będą ograniczane ani teraz, ani w przyszłości.

 

Dokonuję aktu apostazji i wnoszę o pisemne potwierdzenie dokonania stosownej adnotacji w księdze chrztu.

 ........................

                  Składająca

 

 

                 

 





piątek, 23 września 2016
na wkurwie

W sejmie przepadł projekt liberalizujący ustawę o aborcji „Ratujmy kobiety” a propozycja zaostrzania kar przeszła. I to jest dopiero szczyt obłudy i skurwysyństwa. Nie pozwolę córce mieszkać w takim kraju, gdzie byle chuj będzie miał prawo zawłaszczyć jej zdrowie i życie w imię czystości własnego wyimaginowanego  sumienia. Oczywiste jest, że  rzetelna, powszechna edukacja seksualna i wsparcie dla ciężarnych ograniczyłyby liczbę aborcji do minimum, ale tym, którzy różaniec klepali wczoraj pod sejmem wcale nie chodzi o życie. Jestem wściekła, bo czuję się bezsilna. Ile ofiar trzeba, żeby oprawców przestać traktować poważnie? Taki Chazan.  

Jedyna dla mnie w pełni akceptowalna sytuacja to taka, kiedy prawo pozwoli kobiecie usunąć ciążę na życzenie do na przykład 12 tygodnia. Tym, którzy uważają, że kobiety będą się pieprzyć bez ograniczeń  i skrobać* dwa razy w miesiącu  zwracam uwagę, że te same kobiety mają pod opieką większość narodzonych dzieci.  Zanim się zakaże aborcji, należy kobietom te biedne dzieci natychmiast odebrać.  

Że to głupi pomysł ? Głupszy niż zakaz aborcji? Nie sądzę.

Gdzieś nam w tej narodowej debacie mężczyźni zniknęli, nie macie takiego wrażenia? Karę przewiduje się dla lekarza i kobiety a współsprawca ciąży? Chyba sprawdzę jak się pisze projekty ustaw. Mam taki pomysł, żeby za każdy nieodpowiedzialny seks każdy mężczyzna musiał  adoptować dziecko z domu dziecka. Za niepłacenie alimentów też.

Że głupi pomysł? Głupszy niż zakaz aborcji? Nie sądzę.

 

 

*ja tego nie wymyśliłam. 

czwartek, 01 września 2016
nie wystarczy być

Są dwa rodzaje ludzi:

tacy, co zawsze będą uważali życie za wartość bezwzględną i będą się opowiadać za ratowaniem życia zawsze i nieważne jakim kosztem.

i tacy, którzy jednak o te koszty ratowania życia zapytają w kontekście "czy warto?"

Ja jestem z tych drugich.

Już wiem, że nie - te dwa rodzaje ludzi nie mają żadnych szans na porozumienie, bo to po prostu na zupełnie różnych płaszczyznach działa. Co innego mamy w założeniach, co innego w punktach odniesienia, inaczej definiujemy wartości.  Zawsze nas będzie dzielić problem aborcji, eutanazji, kary śmierci. Nie chcę tu wartościować, bo obie postawy mają swoje wady i żadna nie jest doskonała. Szanuję drugi obóz i ile jest konsekwentny i będzie wystarczająco daleko ode mnie.

Jest taki portal "pomagam.pl"  Jak ktoś chce przeznaczyć pieniądze na szlachetny cel, to polecam. Wczoraj się jednak zdenerwowałam. Z szóstego piętra wypadł kot. Przeżył, ale jest w stanie krytycznym. Połamany, z poważanymi obrażeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi, ze wstrząśnieniem mózgu. Zdjęcia straszne, serce się rozpadało na tysiąc kawałków na sam widok. Właścicielka chciała kotka uśpić. Ktoś (kto?) jednak zdecydował, że można go "uratować" i na portalu zbiera się na operację. Ludzie płacą i piszą w komentarzach "żyj, maluszku!".

Odpuściłabym walkę i uśpiłabym. Nie skazałabym kota na inwalidztwo do końca życia w jakimś ponurym schronisku.  

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27