twierdzę , wątpię , pytam
Blog > Komentarze do wpisu
trudna rola

Mam świetną relację z córką - to na pewno. Bywam okropną mamą i bywam "najlepsza na świecie". Lolka miałaby o czym terapeucie opowiadać. 

Moja przyjaciółka ma syna z zespołem Aspergera. Poszła z nim do przychodni lekarskiej i chłopak zaczął się niecierpliwić. Wiedziała, że jeśli zaraz nie wejdą do gabinetu, to syn wpadnie w histerię. Wszystko nowe, poza schematem, za dużo bodźców naraz. Wzięła pielęgniarkę na stronę i wyżebrała niemal wejście poza kolejką. Ale się nasłuchała: że "zła matka", że "bachor rozpuszczony", że "bezstresowe wychowanie" i szereg innych krzywdzących, niesprawiedliwych opinii. Nikt nie wie, że wkłada znacznie więcej czasu i uwagi w wychowanie dziecka niż rodzice zdrowych dzieci. Nawet najbliższa rodzina, która wie o zaburzeniu dziecka mądrzy się w stylu "potrzebuje dyscypliny", "bądź bardziej stanowcza, przeciez tak nie może być" i inne nikomu niepotrzebne "rady". 

Nie jestem od niej lepszą matką. Nie lubię określenia "lepsza matka". Nie lubię też określenia "dobra matka" ani "zła" anie "gorsza" ani żadnego innego wartościującego rolę. Nie lubię, bo zawsze gdzieś w tle albo komuś się dokopuje, albo poprawia sobie samopoczucie cudzym kosztem.

Córka koleżanki ma anoreksję. Ta koleżanka zawsze była super-mamą i tak była postrzegana. W rutynie zajęć, codziennym pośpiechu zagapiła się gdzieś i uśpiła czujność. Zauważyła, że dzieje się coś niedobrego, gdy problem zaczął być naprawdę poważny. Teraz obwinia się, zapominając, że dzieci nie lepi się z plasteliny. 

Możemy się naprawdę bardzo starać i słuchać rad albo ignorować cudze doświadczenia i polegać na własnym instynkcie, możemy przeczytać sto książek o wychowaniu albo ani jednej i nigdy nie będziemy mieć pewności, że jesteśmy "dobrym rodzicem". Dziecko - dzieło idzie w niezależny od nas świat i broni się albo nie.

I tak to.  

piątek, 12 stycznia 2018, odwodnik

Polecane wpisy

  • raport

    Ja wiem, że zaglądacie i się martwicie, ale niepotrzebnie. Dostałam od córki kalendarz i piszę w punktach listy zadań na każdy dzień. Ochłonęłam, ogarnęłam. Za

  • Co? Ja nie wyskoczę?!

    Po pierwsze z przemyśleń mi wyszło, że łatwiej mi będzie teraz zostać w Berlinie niż histerycznie odkręcać to, co ułożyłam. Po prostu znajdę pracę. Robiłam to p

  • to był bal

    To były najdziwniejsze pracowe trzy tygodnie w moim życiu. Zakończyłam pracę zanim ją zaczęłam. Od początku wszystko szło nie tak. Cały czas był jakiś problem a

Komentarze
2018/01/12 19:46:53
ament!
-
Gość: spt, *.adsl.inetia.pl
2018/01/12 22:47:58
oj tak ... ale jakie to trudne tak wziąć i zaakceptować tę prawidłowość.
-
2018/01/13 09:07:29
od jakiegoś czasu panuje moda na obwinianie matek. Teraz wręcz nie wypada mieć dobrej relacji z rodzicielką. No chyba, że jest się mężczyzną, to och jakie to męskie mieć przyjaciela w mamie i się tym chwalić...
Głupiejemy jako społeczeństwo moim zdaniem. Jedyna nadzieja, że w tym, że po średniowieczu przyszło oświecenie, więc może i teraz..?
-
2018/01/13 16:27:11
Zgadzam sie, kazde dziecko to osobny inny czlowiek i nie mozna tu nic szufladkowac. Kazda matka stara sie robic tak jak najlepiej umie i tu tez nie wolno oceniac.
No ale latwe to nie jest.
-
Gość: diabel-w-buraczkach, *.dokumenta.de
2018/01/15 08:10:43
No troche to taka loteria, to fakt. Ja zawsze myslalam (i dalej mysle) o sobie jako o zlej matce, ze wlasnie za malo sie przykladalam - ale o dziwo wyroslo dziecko na ludzi!
Choc oczywiscie nie zaszkodzi sie starac, przynajmniej zeby miec czystsze sumienie ;)))
-
2018/01/15 10:58:01
spt: Trudno zaakceptować, bo nam się serce z rozumem kłoci:)

Takajednaja: coś jest w tym, co mówisz. Za każdym razem kiedy jest jakaś afera w mediach związana z katowanym, zabitym dzieckiem to pojawia się pytanie "gdzie była matka?".

Starduś : najbardziej fascynujące w rodzicielstwie jest właśnie to, że OSOBNY CZŁOWIEK. Dla mnie to źródło nieustających zdziwień od 23 lat. Na szczęście na ogół pozytywnych.

diabeł w buraczkach: latami miałam sobie za złe, że mogłam bardziej, lepiej i uważniej. Moja córka sama wybrała i zapisała się do gimnazjum. Ja się w lipcu (trzy miesiące po terminie) zorientowałam, że mam jakiś obowiązek. Zakończenie podstawówki nie dało mi do myślenia. Ale z drugiej strony nigdy nie spuściłam na drzewo jak do mnie mówiła. I do dziś do mnie mówi. Dla nas obu to bardzo cenne.