twierdzę , wątpię , pytam
Blog > Komentarze do wpisu
kryzys roku siódmego

Hanę poznałam ponad 15 lat temu na jakimś szkoleniu branżowych, z którego razem uciekłyśmy po podpisaniu listy i poszłyśmy do restauracji hotelowej na kawę. Rzadko się spotykałyśmy, bo dzieliło nas 100 kilometrów. Ale utrzymywałyśmy kontakt. Jak znam siebie to raczej Hana utrzymywała, bo ja naprawdę jestem kiepska w dbaniu o przyjaciół na odległość. To znaczy owszem staram się mieć czas i zawsze się cieszę z kontaktu i tęsknie bardzo, ale nie dzwonię. Nie znoszę dzwonić.  Przepraszam.

Od siedmiu lat pracuję z Haną. Uściślając – od siedmiu lat Hana jest moją szefową. I najbliższą przyjaciółką. Nie dość, że niemal codziennie widzimy się w pracy to jeszcze mieszkamy kilkaset metrów od siebie. Ostatnio miałyśmy kryzys w komunikacji za sprawą jednego trudnego klienta. Już mi się gromadziła na nią złość, już zaczynało tańcować poczucie krzywdy ("jaka ona niesprawiedliwa") z poczuciem winy ("jaka ja jestem nieszczera")

- No jak mnie wkurza jak Ty tak lecisz i nie słuchasz! – powiedziała mi któregoś dnia – przyjdź do mnie z kalendarzem i zapisz: „policzyć do trzydziestu zanim wyjdę od Hany albo zanim się rozłączę”

Zapisałam i zaczęłam liczyć. W złości na początku i nieco ostentacyjnie, ale pomogło. To kwestia zaufania oczywiście, bo nikt inny by mnie nie zmusił do tak absurdalnej czynności.  Dogadałyśmy się z czasem i wobec trudnego klienta mamy wspólny front. Kryzys zażegnany.  

Przeglądając archiwalne pamiętnikarskie zapiski trafiłam na taki fragment z 6 marca 2009 roku

„Jak zaczynam się zapadać, to ratują mnie kalendarz i plan. No ci, co mnie znają, to się pewnie uśmiechnęli przy słowie "plan". Najgorsza w zapadaniu jest spirala autodestrukcyjnych myśli. Zaczyna się od "tracę czas" a potem już z równia pochyła:
„nic nie robię”
„nic nie umiem”
„do niczego się nie nadaję”
„lepiej by było, gdyby mnie nie było”

„co zrobić, żeby mnie nie było”

 

Od lat  (od urodzenia Lolki) staram się, żeby na etapie "nic nie robię" włączyć do walki kalendarz i do etapu myśli samobójczych w ogóle nie dochodzę. Zapisuję codziennie, co zrobiłam dobrego i co zamierzam zrobić jutro, aż do pozbierania się. Pierwsze „plany” wyglądały tak:
wstać rano i zawieźć córkę do szkoły, napalić w kominkach,oddychać.
Wieczorem zapisywałam: wstałam, odwiozłam, oddychałam.  

Jutro przebiorę się rano z pidżamy w ubranie i zrobię zakupy. Umyję włosy wieczorem. Jutro nie wezmę nic na sen. Przyjaciele? Nie mam ich w planie.”

 

Ostatni TAKI kalendarz mam z 2011 roku. Zapomniałam o nich zupełnie. To oddychanie w planie to nie figura retoryczna, tylko konkretna czynność. To, że się ZAPADAM rozpoznawałam miedzy innymi po tym, że przestawałam oddychać. Znaczy nabierałam powietrza i funkcjonowałam na zatrzymanym wdechu, aż zaczynałam się dusić. To na pograniczu świadomości się odbywało. Musiałam się pilnować, żeby tego nie robić. Ten dowcip o tym, dlaczego blondynka umarła, jak zdjęła słuchawki, nigdy mnie nie śmieszył. Mnie by się nagranie z instrukcją: „wdech – wydech, wdech – wydech …” bardzo wtedy przydało.

 

Druga refleksja: Miałam doskonale wypracowaną umiejętność uciekania na emigracje wewnętrzną nawet przed przyjaciółmi. Nie bardzo umiałam mówić o tym, że coś złego się dzieje, bo nie umiałam tego zdefiniować. Rozmawiać o problemach umiałam dopiero na etapie, kiedy już widziałam światełko w tunelu a najlepiej, kiedy miałam już sposób na rozwiązanie problemu. Nie mam przyjaciołom za złe, bo nie można pomóc komuś, kto się tak bardzo boi, że ucieka. Zwłaszcza na odległość. A przyjaciół zawsze miałam daleko.

Hana jest blisko. Czasem mnie wzrusza, czasem denerwuje, różnimy się bardzo. Mogę od niej odpoczywać, ale od niej nie uciekam. Już się nie boję. 

Trzecią refleksję sformułowałam dawno temu przy rozrachunku z Mamutem. Cierpienie nie uszlachetnia, cierpienie budzi najgorsze instynkty. A mój przykład jest kolejnym dowodem na to, że człowiek w cierpieniu jest bezwzględnym egoistą gotowym poświęcić resztkę sił na oszukiwanie najbliższych. Dlatego jak po różnych, szokujących opinię społeczną samobójstwach pada dramatyczne pytanie:

- Gdzie byli rodzice? Gdzie byli przyjaciele? Sąsiedzi? Opieka społeczna?

- ... - nie śpieszę się z oceną

 

 

 

 


sobota, 27 stycznia 2018, odwodnik

Polecane wpisy

  • odrobina popiołu na głowę czyli "zna proporcją, mocium panie"

    Przemyślałam i zweryfikowałam nieco swoje zdanie na temat Owsiaka (spt, doceń, proszę:) Dlaczego się wszyscy rzucili na Owsiaka? Z prawa i lewa. Wszyscy zajęli

  • tak zupełnie poważnie

    Jeden z filarów mojej tożsamości to mój język polski. Język, który kocham. Język, który szanuję i szacunku do niego nauczyłam moje dziecko. Mogę wyznawać miłość

  • zawód jak każdy inny

    Wczoraj siedziałyśmy sobie z Lolką i Meg (przygarnięta do rodziny) w domu, robiłyśmy dobre rzeczy do jedzenia, oglądałyśmy filmy, gadałyśmy o książkach i o tym,

Komentarze
2018/01/28 08:22:22
Wszystko prawdziwie. Dokładnie tak mam. I wszystko mądre. Twój wpis jest mega budujący. Jesteś najlepszym dowodem na to, że można. Nigdy bym nie pomyślała o tobie inaczej jak szczęściara i niepoprawna optymistka. Dziękuję za wsparcie.
-
2018/01/28 10:57:10
nie-okrzesana: I bardzo dobrze myślisz. Też o sobie myślę, że jestem szczęściarą i optymistką. To trochę jak z pływaniem. Uwielbiam wodę i pływanie i każda forma aktywności w wodzie sprawie mi dużo radości. Pilnuję jednak, żebym była bezpieczna, bo się kiedyś topiłam i wolę tego nie doświadczać. Czy odbiera mi to radość? Nie, po prostu daleko mi do brawury.
-
Gość: , *.rogers.com
2018/01/29 20:06:14
dziekuje Ci ze sie nie spieszysz. ale to ciezka praca nauczyc sie niespieszenia w ocenie innych. ucze sie tego kazdego dnia.
-
Gość: , *.rogers.com
2018/01/29 20:07:11
to bylam ja, b. :)
-
2018/01/29 22:16:59
b.też wciąż się uczę:)
-
Gość: małgośka, 195.205.148.*
2018/01/30 13:39:01
Mam bardzo podobnie, tak podobnie, że łeb mi się urwal od kiwania przy czytaniu.
Z nieoddechem, niechęcią do telefonu, nierozmawianiem gdy jestem w dole. Nawet rodzina wie, że jak kurwuję i zrzedzę to jest bardzo dobrze. Gdy milczę minorowo jest bardzo źle.
Cierpienie wcale nie uszlachetnia, a doznane krzywdy nie impregnują na ból. Może w bajkach Marvela.
-
2018/01/30 16:34:41
małgoś: ja chyba to o Tobie wiem, gdzieś na poziomie struktury białka i "masz u mnie miejsce" choć na telefon nie czekam i sama dzwonić raczej nie będę:))).