twierdzę , wątpię , pytam
Blog > Komentarze do wpisu
wina i kara

W poniedziałek miałam mały wypadek rowerowy. Nic poważnego - podskoczyłam na wyboju, omsknęła mi się noga z pedału, straciłam kontrolę nad kierownicą i przywaliłam z impetem w balustradę. Dwa siniaki na nodze i przekręcone siodełko w rowerze.

Dziś zjeżdżałam z górki w parku i przyhamowałam hamulcem na przednie koło. Było ślisko po deszczu, wpadłam w poślizg i wylądowałam na trawniku. Rower cały, ja mam lekko otarte kolana i kompletnie zniszczone spodnie (chyba że wiecie, jak sprać trawę z jeansu?).

Przebrałam się i pytam Justin pół żartem, pół serio:

- Dwa wypadki na rowerze w jednym tygodniu, czy wszechświat chce mi coś powiedzieć?

- Dwa wypadki? Może chcesz się ukarać? - zapytała Justin

I tu rozstąpiło się "może". Dobry trop!

Może faktycznie? Rzeczywiście jestem od kilku dni na siebie zła. Nie jakoś tak przesadnie, bo i wina nieprzesadna, ale jednak. Mogłam przewidzieć - zlekceważyłam. Myślałam, że jestem konsekwentna, okazało się, że nie zawsze i muszę z tym żyć. Nie lubię siebie za to, tak jak nie lubię niekonsekwencji w innych ludziach. 

Już się ukarałam, ok?

A może to zupełnie inna kosmiczna wiadomość? Może chodzi o to, żeby mi pokazać, że nie da się mieć kontroli cały czas nawet nad rowerem a co dopiero nad życiem. Że ważniejsze od  bycia zawsze "w porządku" jest  umiejętność wybaczania sobie. I wyciągania wniosków. Swoim kursantom powtarzam, że rozwój medycyny to historia błędów medycznych. I że błędów nie da się wyeliminować. Jeśli konsekwencją błędu jest nauczka, to nie ma co się umartwiać.

Będę bardziej ostrożna. Mam nadzieję, że to koniec moich wypadków.

 

ps. Dostałam też ostatnio w prezencie od czytelniczki bloga poszukiwane dzieła Żeleńskiego Boya i radość mi jeszcze nie opadła. Czyli nagroda też mi się dostała.


czwartek, 29 czerwca 2017, odwodnik

Polecane wpisy

  • takie tam pitu pitu

    Dziecko wyjechało do Anglii na dwa miesiące Wstępnie. Taki jest plan A. Plan B przewiduje zostanie na Wyspach na rok. Umówmy się, że to "dziecko" to relacja a n

  • kalendarzyk i inne wariacje

    Znalazłam i testuję aplikację na iphona MyDaysX . Jestem zachwycona. Prócz standardowych przydatnych informacji, które można sobie do kalendarza wpisać i zrobić

  • dogadujemy się

    Wychodzę z wydziału zasiłków ZUS. Ze stolika na korytarzu podrywa się na mój widok para i mówi: - Dzień dobry. - Dzień dobry - odpowiadam, bo ja z moją prozopag

Komentarze
Gość: spt, *.dynamic.chello.pl
2017/06/29 14:23:35
a konkretnie to co Cię szarpie ? :)
-
2017/06/29 15:03:25
A konkretnie gryzie mnie to nieszczęsne szkolenie, do którego, jak się okazało, nie jestem przygotowana. No i w ramach dokładania sobie "jaka to ja jestem beznadziejna" robiłam sobie jedzenie w środku nocy.

Nie jestem beznadziejna i na rozum to wiem. Ale emocje silniejsze. Ds kiedyś pisała o tym, że ma żal i źle jej z tym żalem, bo rozsądek mówi, że nie powinna. Tobie też pewnie po przegranej sprawie jest źle, choć jesteś najlepszą prawniczką jaką znam.

-
Gość: spt, *.dynamic.chello.pl
2017/06/29 17:55:09
ja zawsze sobie mówię, że i tak najgorzej jest neurochirurgom ! ;)

Odwodnik - to jest praca. Praca jest albo nudna i do dupy albo jest ciągłym wyzwaniem ale idą z nią nerwy, doły i wyjące ambicje jak coś się zesra. Ale jak się zesra co każdemu się zdarza to jest po prostu kop na wnioski i żeby nie popaść w rutynę ! :)
-
Gość: betakobieta, 88.131.84.*
2017/06/30 14:17:00
Na rozważania mnie dziś nie stać.
Na plamy na spodniach odplamiacz dr Backmann w takich małych zielonych buteleczkach z białą zakrętką, oczywiście ten z opisem do trawy i etykietą z trawą. Życie to dla mnie ostatnio nieustanne odplamianie spodni i siebie. Siebie przez wybaczanie sobie błędów...